Francuzi odrzucili eurokonstytucję

Zgodnie z wcześniejszymi prognozami mieszkańcy Francji odrzucili wczoraj projekt konstytucji Unii Europejskiej. Oznacza to - przynajmniej formalnie - zablokowanie wejścia w życie dokumentu w całej Unii, a tym samym zatrzymanie procesu jej federalizacji i przekształcania w superpaństwo. Z sondażu wynika, że przeciwko przyjęciu konstytucji opowiedziało się 55 procent głosujących. Frekwencja wyniosła blisko 80 procent. Decyzja Francuzów oznacza poważny ból głowy dla eurokratów i zwolenników nowej konstytucji UE. Ustawa zasadnicza bowiem - by mogła obowiązywać - musi być zatwierdzona przez wszystkie kraje członkowskie Unii. Prezydent Jacques Chirac wygłosił krótkie oświadczenie, w którym m.in. zapowiedział zmianę rządu jeszcze w tym tygodniu. Stwierdził, że przyjął do wiadomości decyzję narodu oraz że stwarza ona trudny kontekst dla obrony interesów Francji w Europie. Referendum przebiegało w wyjątkowo napiętej atmosferze. Zwolennicy eurokonstytucji i popierające ją media po raz pierwszy złamali obowiązującą od piątku ciszę wyborczą. Sobotnio-niedzielne wydania francuskich dzienników nawoływały w mniej lub bardziej bezpośredni sposób do głosowania za konstytucją. Największy pod względem nakładu francuski dziennik "Quest France" miał czołówkę opatrzoną wielkim tytułem "Zagłosujmy 'tak'". Nawet katolicka gazeta "La Croix" zamieściła obszerny artykuł tłumaczący poszczególne paragrafy konstytucji i pośrednio wmawiający czytelnikom, że jej przeciwnicy nie mają racji. Z kolei "Le Point", namawiając do głosowania za europejską konstytucją, napisał piórem swojego szefa, że gdyby nawet zagłosowano w większości na "nie", to historia przecież się nie kończy i integracja europejska będzie kontynuowana. Szukano też zagranicznych "adwokatów". Piątkowe "Le Figaro" zamieściło artykuł redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej" Adama Michnika, który namawiał Francuzów do głosowania za konstytucją. Owa interwencja prawdopodobnie przyniosła skutek odwrotny do zamierzonego. Michnik bowiem nie jest znany francuskiemu społeczeństwu, a jako Polak był przez wielu obywateli odbierany jako ktoś, kto jest zainteresowany, by polski hydraulik - jako typowa konkurencja dla francuskich robotników - odebrał pracę francuskiemu koledze. Najlepiej chyba zachowali się dziennikarze państwowych stacji telewizyjnych, którzy z racji oporu wobec rządowych nacisków propagandowych aż do czasu ujawnienia wyników zachowali w sobotę i niedzielę milczenie. Skomplikowana, obszerna konstytucja była powodem, dla którego wielu Francuzów nie poszło do głosowania. Profesor Tadeusz Kowzan z Uniwersytetu w Caen powiedział "Naszemu Dziennikowi", że nie głosował, bo uważa, że "tego typu głosowanie jest absurdem". - Kosztem kilkudziesięciu milionów euro rozesłano 40 mln egzemplarzy konstytucji, wielkiej i niezrozumiałej. Tylko specjaliści od prawa konstytucyjnego mogli się w niej rozeznać - ocenił. Franciszek L. Ćwik, Caen "Nasz Dziennik" 2005-05-30
Autor: nd
Komentarze :Dodaj komentarz
Brak komentarzy.
wszystkie komentarze
Odwiedzin :