Kim dla mnie jesteś?

W dużych miastach jak grzyby po deszczu pojawiają się kancelarie adwokackie świadczące usługi osobom pragnącym otrzymać pozytywny wyrok w sprawie o stwierdzenie nieważności sakramentu małżeństwa. Biegli w prawie kanonicznym prawnicy podsuwają zainteresowanym rady, jak zeznawać w sądzie biskupim, jakich argumentów używać, aby otrzymać - jak to niektórzy błędnie tłumaczą - \"kościelny rozwód\". Pewnie większość spraw kończy się takowym orzeczeniem, miłość - jeśli nawet kiedyś była - zostaje \"unieważniona\". Rodzi się tylko pytanie: jaką rolę w tym wszystkim pełni prawda? I gdzie w owej dziwnej logice absolutyzującej prawo, które zostaje całkowicie podporządkowane wolności i ludzkiemu ego, jest Chrystus? Kim On jest dla ludzi, którzy z pomocą adwokata chcą Go oszukać?
"Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?" - pyta Jezus swoich uczniów. Zadaje pytanie ogólne, powiedzielibyśmy dziś - raczej kontrolne. Stokroć ważniejsze jest jednak kolejne: "A wy za kogo mnie uważacie?". Szukając odpowiedzi na pierwsze, można oprzeć się na opinii ogółu, dać pole do popisu wyobraźni. Dziś zrobiliby to świetnie fachowcy od sondaży. Natychmiast pojawiłyby się słupki wyrażające procentowy poziom opinii, poglądy, dzielące respondentów na zwolenników i przeciwników Jego Boskiego posłannictwa. Nic prostszego. Anonimowość badań dopełniłaby reszty. Odpowiedź na drugie pytanie, szczególnie w sytuacji, gdy trzeba było spojrzeć prosto w oczy Pytającemu - jak pisze św. Marek - nie była już taka prosta. Jedynie Piotr stanął na wysokości zadania. Ale tylko przez chwilę. Okazało się bowiem zaraz, że i on niczego nie rozumie. Długą drogę musieli jeszcze wszyscy pokonać, aby pojąć, o co Chrystusowi wtedy chodziło.
Bywa, że człowiek przez całe życie szuka odpowiedzi na zadane przez Jezusa pytanie. Pozornie, żyjąc szybko, wydaje mu się, że nie jest ona aż tak bardzo konieczna. Inne jawią się jako zdecydowanie ważniejsze i potrzebniejsze: jaką pracę wybrać, dokąd pojechać na urlop, co zrobić, aby pomnożyć zgromadzone z takim trudem oszczędności itd. To jest konkret! Przychodzi jednak moment, że ów konkret przyjmuje zupełnie inne oblicze. Pojawia się cierpienie, odchodzi na zawsze ktoś bliski, dotychczasowa pewność siebie przyciska do dna nałogiem, pustką. Wszystko inne przestaje być ważne. Kiedy w oczy zaczyna zaglądać nicość, od odpowiedzi na Chrystusowe pytanie zaczyna zależeć wszystko. Bywa, że w wielkim trudzie udaje się ją znaleźć. Niestety, często jest już za późno.
Przypomniany dziś nam tekst Ewangelii powinien zawsze stać na początku każdego rachunku sumienia. Nie dostrzeże szpetnej plamy na obrusie ten, kto najpierw nie zachwyci się jego śnieżnobiałą czystością. Grzesznik nie zrozumie, co zrobił, zanim nie zobaczy, jaką Miłością wzgardził. Ten, kto wybrał bezdroża, nie pojmie, jaki błąd popełnił, zanim nie pozna prawdziwej, jedynej Drogi. "Kim jesteś dla mnie, Chryste? Tradycją? Przyzwyczajeniem? Zbędną dekoracją? Wyjściem awaryjnym z bezsensownych sytuacji?...".
Nie da się uciec przed zasadniczymi pytaniami, które sytuują nas w określonym miejscu nie tylko wobec samego Boga, ale także wobec drugiego człowieka, które na nowo definiują sens, cel dążeń, określają absolut i świętość. Szukając odpowiedzi, nie wystarczy sięgnąć po mądrość filozofów. Niewiele też pomoże biegłość w teologii. Nie udzieli pomocy adwokat, doradca finansowy. Pascal ze swoim słynnym zakładem wyda się jedynie beznamiętnym, wyrachowanym graczem. Sondaże - pustą grą słów.
Szukając odpowiedzi, nie trzeba się spieszyć. Ważne jest jedno: aby pytania Chrystusa nie zlekceważyć, nie spłycić. Niech ono towarzyszy codziennym sprawom, będzie towarzyszem myśli, wyznacznikiem marzeń i zamiarów. Wyostrza spojrzenie na świat. Przyjdzie moment, że nadejdzie ona sama. Wewnętrzne światło wskaże drogę.
ks. Paweł Siedlanowski
"Nasz Dziennik" 2009-09-12
Komentarze :Dodaj komentarz
Brak komentarzy.
wszystkie komentarze
Odwiedzin :