

Z dr. Tomaszem Korczyńskim z sekcji polskiej organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie rozmawia Anna Bałaban
Miniony tydzień z pewnością zapisze się w historii prześladowań chrześcijan. Najpierw dotarły do nas wiadomości o zabójstwie kapłana z greckiego Kościoła prawosławnego w Syrii, potem dowiedzieliśmy się o mordzie popełnionym na katolickim księdzu w Gwatemali, a następnie w Meksyku. A to tylko kilka ostatnich dni...
- Tak, można by jeszcze dodać porwanie dwóch katolickich kapłanów w Sudanie - ks. Josepha Makweya i ks. Sylvestra Moggę. 15 stycznia islamski rząd w Chartumie nasłał swoją milicję, by ich porwała. Wszystko to dobitnie świadczy o tym, że w sposób planowy uderza się głównie w pasterzy - księży, pastorów. I nie chodzi tylko o zabójstwa. Mamy tutaj przykład Bośni i Hercegowiny - tam wprawdzie nie słyszy się o morderstwach na duchownych, ale są pobicia, ataki, groźby. Nie inaczej jest w Uzbekistanie czy też w centralnej Ameryce.
Wspomniał Pan o planowym działaniu. Co zatem powoduje, że to właśnie kapłani stają się ofiarami takich przestępstw?
- Ataki na pasterzy różnych wspólnot Kościołów chrześcijańskich mają jeden cel: osłabić wspólnotę. Weźmy przykładowo Meksyk - mówi się, że jest to kraj katolicki. I faktycznie społeczeństwo jest katolickie, ale władze są antykatolickie, antychrześcijańskie. W Kolumbii społeczeństwo też jest katolickie, ale tam działają rebelianci, komuniści z FARC i ich zadaniem jest eksterminacja ludzi Kościoła. Zaczyna się od pasterzy, żeby osłabić ducha wspólnoty. Taka jest strategia. Nic nie jest tutaj przypadkowe. Chodzi o wywołanie paniki, zastraszenie wiernych. Kiedy w Sudanie uprowadzono tych dwóch kapłanów - notabene, mimo że za każdego z nich został wyznaczony okup na blisko 370 tys. dolarów, to oni najprawdopodobniej już nie żyją - tak przynajmniej poinformował nas arcybiskup z Chartumu. Po tym wydarzeniu chrześcijanie wpadli w straszną panikę. Biskupi starali się uspokoić ludzi. Mechanizm działa tak samo od zawsze: uderz w pasterza, a owce się rozproszą. Musimy być świadomi tej strategii.
Można odnieść wrażenie, że w przypadku mordów na księżach dość pospiesznie przywołuje się motyw rabunkowy zbrodni. Czy można temu wierzyć?
- Nie zgadzam się, by tak pochopnie wyciągać wnioski co do przyczyn tych mordów. Często jest tak, że mówi się o uprowadzeniu, okupie, splądrowaniu mieszkań, kradzieży... To wszystko są kwestie rabunkowe i one faktycznie są obecne, ale niejako dodatkowo. Trzeba pamiętać, że ci zabójcy to przede wszystkim źli ludzie. Nie mówmy, że są to najpierw złodzieje, a przy okazji bandyci i mordercy. To przede wszystkim mordercy! Wrócę jeszcze do tych kapłanów w Sudanie - wiadomo, że islamskim milicjantom nasłanym przez rząd w Chartumie chodziło o to, by dopuścić się prowokacji. Przeszli przez granicę i porwali kapłanów, bo chcieli się przypodobać rządowi Omara al-Baszira, prezydenta Sudanu Północnego. Działali na zlecenie. Można przypuszczać, że skala prześladowań w Sudanie Północnym będzie narastać. W ostatnim czasie ministerstwo ds. religii wydało dokument uprawniający do atakowania przywódców wszystkich wspólnot kościelnych. Jest tam zapis mówiący o wykorzystywaniu w pełni prawa do tego, by powstrzymać chrześcijańską ewangelizację. Możemy więc spodziewać się kolejnych wydarzeń.
Dziękuję za rozmowę.
Nasz Dziennik
| |||||||||||