Strona główna -> Świadectwa -> Boża miłość

Nie mogę zamykać Chrystusa w swoim sercu, ale muszę tę miłość głosić. Moja praca jest moim powołaniem i darem od Pana Boga. Gdzież mogłabym spotkać więcej cierpienia i miłości jak nie na oddziałach specjalistycznego szpitala? Tu można fizycznie dotykać cierpienia miłości ukrzyżowanej. Pan Bóg czyni to w sposób doskonały. Kiedyś doświadczyłam osobistego cierpienia leżąc przez pół roku w szpitalu. Przeszłam dwie operacje i dlatego jest mi tak łatwo wczuć się w ból i cierpienie chorych. Dziękuję Ci za to cierpienie, Panie Boże.
Zawsze w kieszeni fartucha szpitalnego mam Różaniec Święty. Pobierałam, jak zawsze, u pacjentki krew na badanie równowagi kwasowo-zasadowej. A następnie wykonałam to badanie. Diagnoza brzmiała: zakwaszenie organizmu spowodowane niewydolnością nerek. Pozostałe parametry krwi potwierdzały to rozpoznanie. Jedynym ratunkiem było natychmiastowe dializowanie pacjentki, ponieważ przedłużający się taki stan doprowadziłby do śpiączki mocznicowej, a w konsekwencji do nieodwracalnych zmian w mózgu, ponadto serce mogło w każdej chwili stanąć. Przed dializą trzeba było założyć wkłucie centralne, tzn. wprowadzić cewnik do tętnicy szyjnej. Anestezjolodzy nie chcieli podjąć się wykonania tego wkłucia, ponieważ pacjentka nie miała wykonanych badań z zakresu koagulologii. Ja czułam, że prowadzi mnie nieziemska siła. Poszłam na oddział anestezjologii i intensywnej terapii. Anestezjolog, który duchowo jest silnie związany ze mną (to też zasługa Maryi), człowiek oddany całym sobą ratowaniu ludzi i którego Pan Bóg obdarzył darem powołania lekarskiego, patrzył głęboko w moje oczy i rozumiał moją determinację. Moje oczy błagały, aby mimo wszystko wykonać ten zabieg. Myślę, że w tym momencie TO właśnie Maryja pociągnęła go za sobą i zaprowadziła wprost do tej pacjentki, która umierała. Wprowadzano cewnik do tętnicy szyjnej ze znieczuleniem miejscowym. A ja stałam cały czas trzymając mocno jej rękę w swojej dłoni.
W drugiej ręce ściskałam mocno Różaniec Święty. Każdy jej ból odbierałam sobą i przenosiłam na Różaniec –Maryję. Ten zabieg trwał w moim odczuciu całą wieczność. Zabieg się udał, pacjentkę dializowano i uratowano. Po jakimś czasie spotkałam tę pacjentkę już nie jako pensjonariusza szpitala. Powiedziała wtedy do mnie: “To, że trzymała mnie wtedy pani za rękę, to było dla mnie prawdziwe znieczulenie, to co zastosowali anestezjolodzy nie działało”. Odpowiedziałam: “Tak, bo pani ból przejmowała sama Maryja, Matka Jezusa Chrystusa. Ja jedną ręką ściskałam pani dłoń, a drugą ręką ściskałam Różaniec Święty. To Maryja przejmowała Pani ból, to Ona sprawiała, że ten ból był łagodniejszy”. Poprzez ręce Maryi Bogu Ojcu, Jej Synowi i Duchowi Świętemu niech będą dzięki.

Lidia: Pracuję jako starszy asystent w Szpitalu Powiatowym w Stalowej Woli, z wykształcenia jestem biologiem, specjalistą analityki klinicznej. Dzięki prowadzeniu przez Maryję.

Lidia

Komentarze :Dodaj komentarz
Brak komentarzy.
wszystkie komentarze
Odwiedzin :