Strona główna -> Duchowość -> ŚWIĘTOŚĆ KTÓREJ NIE WIDAĆ


Choć była zakochana po uszy w Jezusie, nie miała życia usłanego płatkami róż. Przeżyła noc wiary, by móc lepiej rozumieć niewierzących i orędować za nimi. Zachłannie i dyskretnie służąca bliźnim – wielka Mała Święta, Teresa od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza.

Z o. Ernestem Zielonką ocd, koordynatorem peregrynacji relikwii św. Teresy z Lisieux po Polsce, kontynuuje rozmowę Mira Jankowska

Mira Jankowska: Teresa mówiła, że będzie podwójnie aktywna, kiedy pójdzie do domu Ojca w niebie.
o. Ernest Zielonka: Przed śmiercią Teresa odprawiła nowennę w tej intencji, bo – mówi – nie wyobraża sobie, żeby być tam bezrobotną. Dla niej takie pojęcie nie istnieje. Mówi: „Nareszcie zacznę pracować!”. I dodaje: „Przez całe życie niczego Panu Bogu nie odmówiłam, więc On po śmierci też mi niczego nie może odmówić”. Dlatego jej wstawiennictwo jest tak owocne.

MJ: Teresa jest nieobliczalna. Skutecznie, na przykład pomaga załatwiać nam pracę. Słyszałam opowieść o tym, że pewnej czcicielce św. Tereski zapowiedziano, że wkrótce zostanie zwolniona. Zrozpaczona prosiła Teresę w modlitwach, by ta jej pomogła. Następnego dnia szef wita kobietę słowami: „Zostaje pani z nami!”. Ta zdziwiona pyta: „Jak to?”. I słyszy: „Wstawiła się za panią dość dziwnie wyglądająca pani. Była uczesana do góry, miała długą suknię, ze stójką na szyi, w sumie staroświecko – mówi – wyglądała”. Zdumiona kobieta pokazała zdjęcie Teresy, które zawsze nosiła przy sobie i... okazało się, że to ta sama osoba! Teresa jej nie zawiodła.

o. EZ: Wierzę, bo w Gallipoli, we Włoszech, są przechowywane pieniądze od Teresy. Historia też jest piękna. Kiedy karmelitankom w tamtejszym miasteczku zabrakło pieniędzy, a było to przed I wojną światową, Teresa przyszła i spłaciła ich długi.

MJ: Wszystkie siostry ją widziały?

o. EZ: Nie, wieczorem zjawiła się w celi matki przeoryszy. Proszę sobie wyobrazić przestraszoną zakonnicę, która wykrzykuje: „O, matka Teresa!”. A Teresa na to: „Nie jestem matką, tylko siostrą Teresą od Dzieciątka Jezus. Wiem, że matka ma długi. Ile tego jest?” – pyta. „Potrzeba trzysta lirów”. Wtedy była to kolosalna suma. Teresa wyjmuje plik banknotów z wyjaśnieniem: „Tutaj jest pięćset lirów, żeby matka miała też za co żyć". Siostry nie do końca wierzyły świętej Teresie, dały pieniądze do sprawdzenia. Okazało się, że banknoty były prawdziwe, choć nigdy nie były w obrocie. Pochodziły z banku w Messynie, który został zburzony podczas trzęsienia ziemi. Teresa ich nie ukradła. Do dzisiaj jeden z tych banknotów jest tam w karmelu. Widziałem! To dowód, że Teresa jest praktyczna i zajmuje się konkretnymi sprawami.

Czasami nawet takimi, na których pobożni chrześcijanie kładą krzyżyk... Mam na myśli jej życzliwy stosunek do osób w jakimś sensie wykluczonych społecznie, do chorych, zwłaszcza psychicznie, do niewierzących, przestępców.
o. EZ: Jej miłość do więźniów idzie w nurcie „tragicznych braci” Teresy, ona w pewnym momencie powie: „Zasiadłam przy stole grzeszników i spożywam chleb grzeszników”. Czuje się solidarna z tymi, którym życie się nie udało.

To dość odważna postawa. Nawet dzisiaj. A wówczas, 100 lat temu?
o. EZ: Był czas kiedy ona przez 18 miesięcy przeżywała wielkie trudności w wierze. Nagle wydaje się jej słyszeć głosy, które mówią, że Boga nie ma, a po śmierci jest nicość. Teresa uczy, że kiedy popełnimy grzech nie wolno chować się w kącie, uciekać, tylko trzeba iść do Ojca, usiąść mu na kolanach i wszystko opowiedzieć. Umieć się przyznać do tego i szczerze przeprosić. Taką wiarę i ufność przejęła od ziemskiego taty. Ten stan oczyszczenia, nocy wiary, zaczyna się w Wielki Czwartek 1896 roku i trwa do jej śmierci, do 30 września 1897. Teresa odkrywa, że wiara jest łaską, że nie jest łatwo wierzyć. Powie wtedy, że nigdy nie wykonała tylu aktów wiary, co w tym okresie. Ona powtarzała Jezusowi: „Ja w Ciebie wierzę, mimo to, co słyszę, że Ciebie nie ma. Ja wierzę, że Ty jesteś”.

Czyli wierzy siłą woli, CHCE wierzyć.
o. EZ: Tak. Często widzimy Teresę na różnych pobożnych obrazkach i myślimy, że jej wiara to było takie fiu! Radość, miłość, piękne różyczki, sam miód. Nie. Teresa walczyła o swoją wiarę. Ona wtedy powie, że rozumie grzeszników. Kiedy cierpi fizycznie i duchowo, umiera przecież na gruźlicę, mówi: „Gdybym nie miała wiary, dawno bym sobie odebrała życie”.

A nam się często wydaje, że ludzie niewierzący, to ludzie złej woli: mogliby wierzyć, tylko nie chcą.
o. EZ: Ona podobnie myślała. Do czasu, aż sama doświadczyła takiego oczyszczenia. I tu Teresa jest bardzo blisko wszystkich, którzy w momencie jakiejś tragedii życiowej, ogromnego bólu, są o krok od desperackiego gestu. Ci ludzie znajdują w Teresie szczególną orędowniczkę, bo ona przeszła to na sobie. Doskonale rozumie ludzi, którzy muszą się wstydzić bliskich, rodziny, w której wydarzyła się jakaś tragedia, gdzie np. syn trafił do więzienia, ojciec stał się psychicznie chory, a matka jest prostytutką. I wszyscy o tym wiedzą. Przeżywa się wtedy potworny wstyd...

Choroba psychiczna ojca, schizofrenia, bardzo się odcisnęła na jej życiu...
o. EZ: Trzeba pamiętać, że koniec XIX wieku to epoka, w której psychicznie chorych zamykało się w zakładach, wstydzono się, że ktoś taki jest w rodzinie. I siostry w klasztorze, choć były świątobliwe, nie omieszkały parę razy przygadać Teresie. Jak wiadomo wszystkie siostry Mariten wstąpiły do Karmelu, także ta najmłodsza. Pojawiały się głosy w miasteczku, że ojciec rozchorował się z jej powodu. Teresa czuje na sobie oskarżający wzrok innych.

I co wtedy robi?
o. EZ: Przyjmuje to wyzwanie od Boga. Nie jest już tylko Teresą od Dzieciątka Jezus, ale staje się też Teresą od Najświętszego Oblicza, tego z krzyża, zmaltretowanego. To jej drugie imię zakonne. Teresa zaczyna w tej bolesnej sytuacji dostrzegać Jezusa cierpiącego. Mówi, że oblubienica musi stać się podobna do Oblubieńca. Niesamowicie dojrzewa. Ona jest orędowniczką ludzi, którzy się wstydzą wyjść na ulicę, z takiego czy innego powodu. Do tej kategorii ludzi należą więźniowie. Za nimi też oręduje. To zaczyna się od słynnej historii z mordercą Enrico Francinim, któremu jako młode dziewczę wymodliła nawrócenie.

W czasie peregrynacji po Polsce Teresa chętnie zaglądała za kraty nie tylko mnisze.
o. EZ: Tak, była między innymi w domu poprawczym w Mrozach, w więzieniu w Wadowicach. Miała być w Krakowie, na Montelupich, ale się nie udało z banalnego powodu: drzwi były za wąskie.

Dobrze była tam przyjmowana?
o. EZ: Tak, bo Teresa nie przychodzi w postawie oskarżającej tych ludzi. To było widać w Mrozach po chłopakach w domu poprawczym. Kiedy wjeżdżałem tam z relikwiarzem, bałem się, bo nie wiedziałem, co to jest za towarzystwo. A oni podeszli, żeby wynieść relikwiarz z samochodu-kaplicy i wyglądali tak, jakby całe życie nic innego nie robili. Potem stwierdzili: „Ojcze, zrobimy sobie zdjęcie przed relikwiarzem”. Reagowali podobnie jak kilka godzin później siostry karmelitanki w Nowych Osinach. Bardzo spontanicznie, życzliwie. Widziałem to samo w Łodzi, o której tyle zła się mówi. Było tam mnóstwo młodzieży, która nie bardzo umiała dobrze przyklęknąć i się przeżegnać. Ale jak trzasnęli na kolana przed relikwiarzem, to takich rozmodlonych ludzi nie widziałem. Z głęboką szczerością. Młodzi ludzie, szczególnie ci poranieni, instynktownie wyczuwają, że ta Święta jest inna. Bo ona nie oskarża. Ona powiada: „Ja cię rozumiem, bo sama przeżyłam trudności. Nie można całe życie płakać, bo to nie jest wyjście, ruszaj się!”. Przez to pokazuje też drogę.

Jej spowiednik podczas procesu beatyfikacyjnego ze wstydem wyznał, że on wszystkie listy Teresy do niego skierowane zniszczył. Dla nas jej świętość jest oczywista, tyle się o niej pisze, ale dla współczesnych Teresie nie była widoczna. Czy to też nie jest jakiś sygnał dla nas?
o. EZ:
Tu tkwi cała tajemnica: jej świętość była świętością dnia codziennego. Nie było tam nic spektakularnego. Co więcej, siostry w Karmelu w Liseux były z nią 24 godziny na dobę i kiedy ona umiera, jedna z sióstr powie: „A co my napiszemy o siostrze Teresie od Dzieciątka Jezus? Nie można nawet powiedzieć, że była dobrą zakonnicą”. Teresę bardzo to ucieszy, bo o to jej chodziło. Kiedy ktoś jest dla nas dobry, miły, to może pierwszego dnia nas jego życzliwość uderza, ale później się przyzwyczajamy i przestajemy zauważać, że wręcz w heroiczny sposób ktoś stara się być dobrym. A ponieważ nic przedziwnego nie robi, zaczynamy ludzi dobrych pomijać. W naszych środowiskach jesteśmy otoczeni ludźmi wręcz świętymi.

Dlaczego Teresa została ogłoszona doktorem Kościoła?
o. EZ:
Doktorem Kościoła ogłasza się osobę, w której przypadku stwierdzono, że jej nauczanie, to co napisała, było szczególne i nadzwyczajne, że pochodzi nie od tej osoby, ale od Boga. Teresa miała wykształcenie dziewczynki z dobrego domu, więc teologicznie znała tylko katechizm. Nie miała żadnego warsztatu naukowego, a zgłębiała tajemnice teologiczne z kunsztem teologa, który ma kilka doktoratów! I druga rzecz: to, co doktor Kościoła głosi, jest uniwersalne, czyli wszyscy w Kościele mogą tym żyć, od dziecka do papieża. I jest to pewna droga do świętości dla każdego.

Gdyby jej doktrynę określić kilkoma prostymi zdaniami, to co by można powiedzieć?
o. EZ:
Ona sama to określi jako „małą drogę” do Boga. Droga dla małych. Droga dla ludzi słabych. Zawiera się w słowach: małość, zawierzenie, śmiała ufność, posunięta do zuchwałości i dziecięctwo, czyli zgoda na to, żeby być dzieckiem. I pokora, która jest dziś słowem z lamusa. Dla Teresy pokora wiąże się z postawą dziecka. Dziecko wszystkiego oczekuje od ojca. Dorośli wstydzą się przyznać do swoich błędów, a dzieci się nie boją. I dorośli dostaną się do nieba tylko o tyle, o ile staną się dziećmi.

Jak na nowo stać się dzieckiem?
o. EZ:
Patrzeć na Teresę. Przyjąć zaproszenie do wejścia z nią w przyjaźń, a ona już nas poprowadzi... W końcu w klasztorze zajmowała się nowicjuszkami. I z nami da sobie radę!

Mira Jankowska
źródło: Dobry Magazyn nr 5 (22)/2005

Komentarze :Dodaj komentarz
Brak komentarzy.
wszystkie komentarze
Odwiedzin :