Strona główna -> Duchowość -> ZNOWU ZACZNIESZ SIĘ SMIAĆ


Zaczęło się od wiary, że wystarczy przytulić kogoś do serca, nauczyć modlitwy do Boga, którego nawet nie zna i wspólnie ciężko pracować. I okazało się, że jak się to robi razem, każdy odzyskuje życie. W Porębie nie widać tzw. narkomanów. Są piękni, bo silni i radośni mężczyźni, którzy nauczyli się słuchać i rozmawiać. Kochać, innymi słowy.

Bez terapii, drogich leków, pieniędzy na leczenie setki ludzi wychodzą z narkotyków, alkoholu, hazardu, paraliżującej utraty wiary w sens życia. Na całym świecie powstają domy Wspólnoty Cenacolo założonej w 1983 roku przez siostrę Elvirę Petrozzi. To fenomen, jeśli mówić o skuteczności jej metody – przyznają terapeuci. W Polsce otwarto trzeci dom Wspólnoty, w Porębie Radlnej koło Tarnowa.
To nieprawda, że narkoman to brudny żebrak śmierdzący uryną i potem Dworca Centralnego. Tak wyglądają tylko ci, co dotarli do kresu. Narkomani, których spotkałem w Porębie mieli już szybkie auta, drogie ciuchy, kobiety i często świetną pracę. I codzienną dawkę kokainy albo extasy. Albo amfy. Musisz mieć pieniądze, bo narkotyki są drogie. Kilka tysięcy miesięcznie. Droga do zagłady jest szeroka i łatwa. Któż wstąpiłby na nią, gdyby zaczynała się w rynsztoku?
Zaczyna się w domu i w szkole. Od słów, których sobie nie mówimy. Od gestów, których sobie nie potrafimy podarować. Od oczu wpatrzonych w telewizor, a nie w dziecięce buzie. Od telefonu komórkowego, który kupujemy córce w przekonaniu, że jego dzwonek zagłuszy wyrzuty sumienia, bo znów nie mamy dla niej czasu.
– Zaczyna się od samotności. Od domu, który nie nauczył nas mówić ani słuchać. Bierzesz raz i łatwiej ci rozmawiać z dziewczyną, podejmować decyzje... Tak się zaczyna – mówią – potem długi czas jest dobrze. A potem jest już za późno. Rynsztok. Koniec.

Nikt ich tu nie trzyma
Jestem człowiekiem małej wiary. Nie ma w Dekalogu granicy, której bym nie popróbował przekroczyć... Więc jeśli powiedzieli mi, że można narkomana wyleczyć różańcem i pracą wzruszyłem ramionami.

Kiedy powiedziano mi, że można narkomana wyleczyć pracą i różańcem, wzruszyłem ramionami. Nie żebym nie wierzył w cuda. Ale wolałem sam zobaczyć. I zobaczyłem.

Nie żebym nie wierzył w cuda. Ale z wyleczeniem z narkomanii jest tak jak ze Zmartwychwstaniem. Niektórzy są jak Piotr, inni jak Tomasz – nie tylko muszą zobaczyć ranę, ale i włożyć rękę do środka. Inaczej nie uwierzą.
I zobaczyłem tych, co jeszcze kilka miesięcy wcześniej kradli, bili, albo handlowali mafijnym towarem. Widzę ich jak stoją po lędźwia w błocie, ociekając styczniowym deszczem i własnymi rękami kopią rów, którego nikt nie kazał im kopać. I za który nikt im nie zapłaci. Widzę jak uśmiechają się do siebie i słyszę jak odmawiają różaniec po włosku. Jeszcze kilka miesięcy temu nie wiedzieli, co to jest różaniec. A włoski kojarzył im się tylko z pizzą. Ręce grabieją na szpadlach, deszcz wali z nieba jak oszalały. Błoto wlewa się do kaloszy. Nikt nie każe im tego robić. Nikt im za to nie płaci. I nikt ich tu nie trzyma. – Grazie, o mio Gesu – mówią. – Dziękujemy Ci Jezu.

Wieczernik siostry Elviry
Był czerwiec 1983 kiedy młoda Włoszka w szarym zakonnym habicie pchnęła brudne drzwi starego domu w Saluzzo. Dom był zrujnowany, wiatr tarmosił zeschłe liście w pokojach bez okien. – No, jesteśmy u siebie – ucieszyła się Elvira Petrozzi i uśmiechnęła do Aurelli – bierzemy się do pracy. I zaczęły różaniec: “Vieni Santo Spirito e manda a noi dal cielo un raggio della tua luce”...
Wszystko zaczęło się od wiary. Od wiary prostej i uczciwej. „Jeśli chcesz, możesz mnie uzdrowić” – mówił paralityk do Jezusa. „Chcę, bądź uzdrowiony” – uśmiechnął się do niego Jezus. Elvira uwierzyła, że tak można. I że nie potrzeba niczego więcej. Jeśli Jezus zechce, uzdrowić może z każdego piekła. Nawet z narkomanii. Bez lekarzy, podawania zastępczych środków odurzających, bez detoksów, bez psychoterapeutów. Bez pieniędzy. Samą tylko modlitwą i pracą.
Były trzy – siostry: Aurelia i Elvira oraz nauczycielka, pani Nives. I ośmiu narkomanów. Razem rozpoczęli pracę przy odbudowie domu. Nazwali go Cenacolo, czyli Wieczernik.

I dał człowiek narzędzie
Tych, co dawali im szansę, można było policzyć na palcach. Był pośród nich papież. I handlarz na targu, ten który zapytał Elvirę, czego jej potrzeba. – Narzędzi ogrodniczych – powiedziała – ale nie mam pieniędzy. Wtedy człowiek podarował jej narzędzie. A dziś w 51 domach na trzech kontynentach pracuje nad sobą ponad tysiąc osób.

Ty się módl, ja będę wierzyć za Ciebie – powtarza siotra Elwira Petrozzi tym, którzy myślą, że ich modlitwa jest bez sensu. Bo dla nich Bóg, to jakiś kosmos, nikt realny, więc jak mógłby ich wysłuchać.

Trzy domy są w Polsce: w Giezkowie w koszalińskiem, Jastrzębiu i Porębie Radlnej koło Tarnowa. W ciągu 20 lat mury Wieczernika na całym świecie opuściły setki uzdrowionych z narkomanii, alkoholizmu, hazardu i całego brudu świata. Niektórzy założyli habity albo sutanny. W Ameryce Południowej i na Karaibach wspólnota prowadzi własne misje. Na całym świecie wydaje magazyn: „Risurrezione”. I to wszystko bez pieniędzy. Tylko z modlitwy. – Mamy ścisłe zasady. Niektóre domy położone są w miejscach pozwalających na zarabianie pieniędzy. Na Bari hodują oliwki i produkują olej, który potem dzielony jest na inne domy, w Livorno produkują sos pomidorowy sprzedawany na całym świecie. Te pieniądze dzielone są na wszystkie domy, żeby płacić rachunki za światło, wodę i ciepło. Ale jedzenie i ubranie może być tylko z ofiar. Jeśli brakuje nam jedzenia, modlimy się dłużej – opowiadają mi ludzie z Poręby. – Modlimy się i... dostajemy.
A mimo to wciąż trudno ludziom uwierzyć w cuda. Ostatnio przyjechała telewizja. Ustawili chłopców w drewutni, pokazali, jak pracują, a potem powiedzieli: a teraz opowiedzcie, co najgorszego zrobiliście w życiu. A przecież wystarczy tu być, żeby zrozumieć, że przyjeżdża się nie po to, żeby pytać ich. Przyjeżdża się po to, żeby pytać siebie.

Diego ma wszystko
Diego miał wszystko czego zapragnął: pieniądze, dziewczynę, wykształcenie i pracę w firmie matki. Kiedy rozstała się z ojcem, Diego wyprowadził się do niego. Ale tylko na kilka miesięcy, bo ojciec zachorował i zmarł. Musiał wrócić do matki i jej nowego męża. Z ojczymem nie miał dobrych relacji. Matka budowała firmę. Diego spędzał czas z kolegami. Firma matki przynosiła ogromne pieniądze. – Ale nie umiałem mówić tak, żeby mnie słuchali. Miałem kolegów, bo miałem pieniądze – mówi. – Lepsza komórka, lepszy skuter, ciuchy najlepszych marek. To pozwala być kimś wśród kolegów. Ale też trzeba być jak inni: palić, pić a potem spróbować marihuany, potem extasy, potem LSD. Bierzesz, bo nagle odkrywasz, jak łatwo przychodzi ci nawiązać kontakt z innymi. Jak łatwo mówić, jak łatwo nie przejmować się tym, co mówią inni. A kiedy zaczynasz chorować, jest za późno.
Kiedy Diego skończył college, został informatykiem w firmie matki. Brał kokainę.
– Praca w firmie nie jest łatwa. Musisz podejmować poważne decyzje, bardzo poważne. Przed każdą z nich bierzesz. Bo sądzisz, że to ułatwia sprawę.
To kosztuje. Pensja nie wystarczała na codzienną dawkę. Zaczynasz „wyprowadzać pieniądze firmy”. Jesteś chory. Halucynacje, początki paranoi. Są takie narkotyki, które niszczą fizycznie – jak kompot. Są takie, które wyżerają ci duszę jak koka. Są takie, które sprawiają, że stajesz się głupkiem. Jak amfa. I jak marihuana.

Diego traci wszystko
Diego odszedł z domu i pracy. Skończyły się pieniądze, dziewczyny, koledzy. Była ulica, nędza, halucynacje. I ucieczka w heroinę. Hera uzależnia fizycznie. Jeśli nie bierzesz, możesz umrzeć z bólu. Włamywał się do własnego domu, żeby kraść. Matka posyłała go do klinik dla narkomanów. Nowoczesnych, świetnie wyposażonych. Wracał zdrowszy. Znowu brał tylko amfetaminę. I kokę.
– Wiem, że to za sprawą Ducha Świętego trafiłem do Cenacolo – mówi po prostu swoją polszczyzną łagodną i wiosenną. – Byłem niewierzący od siedmiu lat. Od czasu, kiedy zmarł mój tata. Wtedy razem z nim umarła moja wiara.
Nie musisz być uzależnionym, żeby doświadczyć Cenacolo. Ksiądz Zbyszek chciał po prostu doświadczyć życia we wspólnocie o trudnej, klasztornej regule, gdzie nie ma telewizji, gazet, telefonów, zdjęć, długopisów i niczego poza modlitwą i fizyczną pracą. Zgodę dostał od biskupa Chrapka. Diega spotkał już pierwszego dnia we włoskim Pagno. – Chłopak był w Cenacolo dopiero od dwóch tygodni. Napadł na mnie, kiedy dowiedział się, że jestem księdzem. Musiałem wziąć na siebie wszystkie grzechy Kościoła katolickiego, jakie tylko przyszły mu do głowy. Jezu – myślałem – zabierz ode mnie tego chłopaka, niechże da mi spokój. Ale Pan nie zabrał. Aż Diego wylał z siebie cały żal, jaki przez lata zbierał mu się w duszy. A Zbigniew musiał zmierzyć się z argumentacją niewiernego. Wrogą i okrutną. To była próba dla nich obu. Dziś ksiądz Zbyszek przyjeżdża do Poręby tak często jak może. Diego jest tu odpowiedzialnym za dom. Nie bierze od trzech lat.

Daleko od domu
– Duch Święty kierował moim życiem – pisze Elvira w swoim świadectwie dziewczyny z wielodzietnej rodziny, w której matka pracowała nocami, ojciec pił, a ona musiała po nocy szukać mu papierosów w opustoszałym mieście. – Duch Święty nauczył mnie jak radzić sobie bez snu, jak znosić zimno i głód, jak być cierpliwym i jak mieć serce dla człowieka, który nie umie okazać wdzięczności. Dziś wiem, po co się tego uczyłam.
Jest szósta rano. Idziemy na różaniec po głębokich na pół kostki kałużach w Porębie. Ciemno. Pada. Wiatr zawodzi jak opętany. „Santa Maria, Madre di Dio, prega per noi peccatori”. Módl się za nami grzesznymi. W kompletnej ciemności różaniec na głosy. Potem śniadanie. Jest piątek, więc postne: chleb i kawa. Potem jest praca na przemian z modlitwą.
– Byłem na ulicy od miesięcy, matka czasami przychodziła, płakała. Kiedyś powiedziała: jest taka wspólnota, słyszałam, w Medżiugorje, pojedź – uśmiecha się Paweł. – Pomyślałem: Włochy, pojadę, ucieknę, znajdę pracę. A dziś? Jestem tu trzeci rok.
Na początku to zupełny szok dla narkomana: życie bez telewizji, bez gazet, bez dziewczyn, bez papierosów nawet. Daleko od domu, w innym kraju, zawsze w obcym języku. Tylko praca i modlitwa.

Chcieliśmy tylko zobaczyć
– Jak było z tą modlitwą? Nikogo nie namawiałam. Pracowaliśmy wspólnie a potem myśmy się modliły, a oni nie. Aż kiedyś przyszli i usiedli. „Chcieliśmy zobaczyć, co robicie” – wspomina Elvira. – A po tygodniach jeden wziął brewiarz i zaczął czytać.
– Tak, modlitwa to problem. Na początku szok, takie kino, o co właściwie chodzi? A potem rozumiesz, że albo jesteś tu na całość, albo trzeba odejść – Piotrowi zajęło to rok. Niektórzy potrzebują więcej czasu.
– Mój „anioł stróż” mówił: „Bądź cierpliwy, modlitwa nie rośnie od razu”. I byłem. Chwilami już blisko, a potem znowu daleko, coraz dalej. Aż nagle czujesz, że modlitwa cię zmienia. I chcesz ją ze sobą zabrać. Najpierw musiałem nauczyć się mówić i słuchać ludzi. Bo czy może usłyszeć Boga ten, co nie umie usłyszeć człowieka?

Anioł to taki gość jak Ty
„Anioł stróż” to klucz do sekretu Cenacolo. Każdy nowy przybysz dostaje „anioła”, czyli osobistego opiekuna. Kogoś z kim będzie pracował, jadł, modlił się. Z kim może być 24 godziny na dobę. – My, narkomani, nie umiemy bez prochów porozmawiać z dziewczyną, z kolegami. To lęk. Że nas nie zaakceptują. Tutaj w Cenacolo uczymy się mówić i słuchać. Boga, ludzi i siebie – wylicza Azul. – Anioł stróż to ktoś, kto przeszedł to samo, co ty. Bo kiedyś stał w progu, wytrzeszczał oczy na chłopaków modlących się na różańcu i myślał „co to za szopka”. Anioł umie słuchać. Nie odwróci głowy w stronę telewizora, nie będzie wysyłał SMS-a, kiedy do niego mówisz, nie będzie gapił się na zegarek. Będzie patrzył w oczy. I usłyszy, co powiesz. Nawet jeśli będziesz kląć albo gadać głupoty. Usłyszy, a potem powie ci prawdę. Cierpliwą i bez osądów. I wtedy może stąd nie uciekniesz po trzech tygodniach.
W Cenacolo wszystko robi się w parach, żeby nie pozwolić nikomu być samemu. Bo narkomania to efekt samotności. W relacjach z ludźmi trzeba być szczerym, bo brak szczerości odbiera wolność. Każdego wieczoru trzeba opowiedzieć o własnym życiu i relacjach z innymi. Bo problemy ze słuchaniem i byciem słuchanym pchają ludzi w uzależnienia. Trzeba mówić i usłyszeć o sobie prawdę. To co dobre i to co złe. Trzeba nauczyć się akceptować prawdę o sobie. Nawet najbardziej odrażającą. Bo inaczej nie będzie można sobie wybaczyć. A jak przeżyć bez przebaczenia? Trzeba nauczyć się dawać siebie, być dla kogoś aniołem stróżem. Bo tylko tak można sprawić, żeby ktoś, kto już nie żył, znowu zaczął się śmiać.

Trudno się pożegnać
Azul dorastał, kiedy Litwa otwierała się na świat. Był wziętym barmanem. Zarabiał świetnie. Miał dziewczyny, przyjaciół, heroinę. Pół roku jak po maśle. Ale hera sprawia, że przestajesz się myć, chodzić do pracy, mieć ochotę na dziewczyny. Tracisz dom i masz tylko szczury w piwnicach. – O wspólnocie myślałem najpierw, że to sekta – mówi. Ale do domu z Chorwacji, gdzie wtedy byłem, kawał drogi. Zima. Nie miałem pieniędzy. Postanowiłem dotrwać do wiosny... Dziś mija czwarty rok, jak tu jestem. Mam błogosławieństwo Elviry, mogę iść, dokąd zechcę. Ale wiesz, jak jest z Cenacolo? Łatwo wejść, trudno się pożegnać. Widziałem, jak o świcie szli z karczowiska z olbrzymimi kłodami drzewa na ramionach. Palce mieli powykręcane. Ale od mrozu, a nie od strachu i samotności. Ludzie, którzy nauczyli się słyszeć siebie. I teraz mogą usłyszeć nawet Boga. I pomyślałem o moich palcach. Też są powykręcane.

Grzegorz Kapla
źródło:
Dobry Magazyn nr 2 (19)/2005


Wspólnota Cenacolo

Informacje praktyczne
Do wspólnoty trafiają nie tylko osoby pragnące wyjść z różnych uzależnień. Są tacy, którzy dołączają, aby doświadczyć życia wspólnotowego z potrzeby serca albo dlatego, że ktoś z ich bliskich odzyskuje tu zdrowie.

Informacje o Wspólnocie można uzyskać pod numerami:
Warszawa: (22) 670 45 45, (22) 673 85 82
Gdańsk: (58) 553 00 33
Wrocław: (71) 781 95 68

Siedziba główna Wspólnoty mieści się we Włoszech:
Associazione San Lorenzo, Comunita Cenacolo
Via San Lorenzo 35
12 037 Saluzzo (CN)
Italia
tel./fax (0039) 0175 46 122
e-mail: enacolo.sal@isiline.it, www.comunitacenacolo.it

Adresy Domów Wspólnoty Cenacolo w Polsce:
Giezkowo 1
76-024 Świeszyno
tel. (94) 318 39 38
ul. gen. J. Bema 110
44-268 Jastrzębie Zdrój
tel. (32) 472 36 64

Willa Seminarium
Poręba Radlna 20
33-112 Tarnowiec k.Tarnowa
tel. (14) 679 51 23

Kolokwia dla kobiet i dziewcząt odbywają się we Wspólnocie w Medżiugorje:
Zajednica Cenacolo
Campo della Vita
88 266 Medjugorje Bijakovici
bb Bosnia i Hercegowina
e-mail: campoinfo@campo-della-vita.org

Dziewczęta na pierwsze spotkania zapraszane są do Koszalina lub Katowic, gdzie otrzymują wszelką pomoc i wskazówki co do dalszego postępowania.
Kolokwia:

Dom Parafialny Sióstr Służebniczek
(w każdą sobotę o 8.30)
ul. Panewnicka 63, Katowice – Ligota (Panewniki)

Dom Parafialny przy katedrze
(w każdą sobotę o 9.00)
ul. B. Chrobrego 7, 75-063 Koszalin
e-mail: katedrak@koszalin, www.opoka.org.pl

Rodzice osób przebywających we Wspólnocie lub starających się o przyjęcie do niej spotykają się w każdą sobotę o 16.00 w Warszawie, w kościele św. Józefa przy ul. Deotymy 41.

Komentarze :Dodaj komentarz
Brak komentarzy.
wszystkie komentarze
Odwiedzin :