Jesteśmy jak dwaj uczniowie, którzy po śmierci Jezusa uciekali do Emaus. Dwadzieścia sześć lat temu, dołączył do naszego wędrowania przez świat Pasterz w białej sutannie, bo widział jak wielu ludzi w Polsce i na świecie, zagubiło się na drogach zwątpienia, goryczy i żalu.

Chrystus nie skrzyczał swoich uczniów, że uchodzą z Jerozolimy, nie powstrzymał ich siłą, ale zapytał delikatnie: O czym to rozprawiacie w drodze? To pytanie często zadawał nam Papież. Nieustannie pytał o Polskę, o Polaków, czym żyją, jakie są ich troski. „Cóż to za rozmowy prowadzicie ze sobą na tych polskich drogach?”. Co mogliśmy na to odpowiedzieć? Trzeba by wprawdzie rzec: Cóż, Ojcze, najczęściej chyba narzekamy... Narzekaliśmy na komunizm, potem na stan wojenny, a potem wielu narzekało na to, że ten znienawidzony komunizm upadł. A teraz
W tym roku, w Wielki Czwartek Ojciec Święty nie obmył już nóg dwunastu mężczyznom, ale swoim umieraniem obmył serca nam wszystkim.
narzekamy często na życie, na Polskę, na polityków, na pracę, na brak pracy, na ludzi, na nowe czasy... Powtórzyć nam przychodzi za uczniami idącymi do Emaus: A myśmy się spodziewali... A myśmy się spodziewali, że inaczej to wszystko będzie, że inny będzie świat i Polska, i nasze życie. Inaczej będzie w naszych miastach i wsiach, inaczej w zakładach pracy, inaczej w rodzinach. A tu ciągle coś smuci, coś boli.

Ucieczka od szczęścia
Dlaczego uczniowie, którzy słyszeli pierwsze pogłoski o zmartwychwstaniu Jezusa, uciekali z Jerozolimy? Bo byli świadkami Jego męki. I jeśli okazałoby się, że On rzeczywiście zmartwychwstał, to znaczyłoby, że do nowego życia prowadzi droga krzyża. A oni tej drogi nie chcieli podejmować. Zwycięstwo – tak, sukces – tak, ale wyrzeczenie? Co to, to nie. Od tego chcieli być jak najdalej. I zamiast szukać Zmartwychwstałego woleli narzekać na wszystko i na wszystkich. I kiedy to czynili, krok po kroku oddalali się od szczęścia i pokoju. Ale Jezus, najlepszy Pasterz, szedł z nimi i cierpliwie „zaczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego”.

Zostań z nami!
To samo czynił pośród nas Jan Paweł II. Na setkach audiencji, spotkań, podczas pielgrzymek do Polski, niestrudzenie wyjaśniał nam tajemnicę krzyża. Ewangeliczni uczniowie prosili Jezusa: „Zostań z nami...”. To także refren naszych niezapomnianych dialogów z Papieżem: „Zostań z nami!”. Został, by nauczać nas Bożej prawdy. Uczył słowami, uczył swoim życiem. Lekcja jego choroby i starości zrobiła na nas największe wrażenie. W tym roku, w Wielki Czwartek Ojciec Święty nie obmył już nóg dwunastu mężczyznom, ale swoim umieraniem obmył serca nam wszystkim. Gdy Jezus na drodze do Emaus połamał chleb, czyli złożył eucharystyczną ofiarę, uczniom otworzyły się oczy. Gdy dopełniona została ofiara życia Papieża, wielu z nas w Polsce też oczy się otworzyły. Trwając nocami na modlitwie, nie poznawaliśmy samych siebie. Czyż nie możemy teraz powtórzyć za uczniami idącymi do Emaus: „Czy serce nie pałało w nas?”. Tak! Bo ta biblijna historia rozgrywa się teraz w Polsce.

Zostajemy czy wracamy?
Ojca Świętego, tak po ludzku, straciliśmy z oczu, jak uczniowie stracili Jezusa. Popatrzmy, na co zdecydowali się uczniowie: wracają do Jerozolimy. Jeszcze kilka chwil wcześniej troszczyli się o to, by znaleźć nocleg. Spotkanie z Jezusem radykalnie zmieniło ich plany. Wracają do miasta, gdzie mogą stracić życie. Wyruszają natychmiast.
A my, co teraz zrobimy? Serce w nas pała, ale co z drogą do Jerozolimy, z drogą życia wiarą? Decydujący moment jeszcze przed nami: czy uczcimy Papieża naprawdę i wrócimy do Bożego prawa.
Takich wieczorów i nocy od Bałtyku do Tatr nasze pokolenie prawdopodobnie już nie przeżyje. To być może ostatnia szansa, abyśmy zawrócili z drogi goryczy i narzekania. czy pójdziemy spać, naginając chrześcijaństwo do naszych pragnień?
Ktoś powiedział: „Polska jest smutna, ale ja tak pięknej Polski jeszcze nie widziałem. Jest mi w niej tak dobrze”. Papież wyprosił u Ducha Świętego powiew dobra dla naszej Ojczyzny. Takich wieczorów i nocy od Bałtyku do Tatr nasze pokolenie prawdopodobnie już nie przeżyje. To być może ostatnia szansa, abyśmy zawrócili z drogi goryczy i narzekania. A może Jan Paweł był prorokiem danym światu przed czasem jakiejś próby?

Lekcje u Karola W., czyli życiowa szansa
Serca ludzi zostały poruszone. Ten święty powiew z Rzymu zepchnął wiele osób z duchowej mielizny, przyszli do konfesjonałów po 10, 20, a nawet 30 latach. Ale teraz trzeba obrać dobry kurs, bo na mieliznę można wpłynąć z powrotem bardzo szybko. Emocje opadną, wiatr ustanie.
Trzeba nam wrócić do postawy ucznia. Uczeń mozolnie zdobywa wiedzę, jest pokorny, bo wie, że musi się uczyć. Chrześcijaństwa też trzeba się uczyć. Tu jednorazowy zryw nie wystarczy. Popatrzmy na Ojca Świętego. Karol Wojtyła stracił matkę, gdy miał 9 lat. Gdy miał lat 12, stracił jedynego brata. Gdy miał 21 lat umarł mu ojciec. Ktoś powiedziałby: traumatyczne przeżycia. Taki człowiek będzie już zawsze jakoś poraniony, niespełniony. A czy nasze pokolenie widziało kogoś piękniejszego? Czy słyszeliśmy, żeby narzekał? A ileż godzin rozmawiał młody Karol Wojtyła z Matką Maryją! Jak bliski był Papieżowi Ojciec z nieba! Latami się tego uczył. A czy wielu poranionych wewnętrznie dziś ludzi nie jest najbardziej udręczonych tym, że są duchowymi sierotami, bez Ojca i Matki w niebie? Pamiętamy, jak Papież odmawiał nieszpory w krakowskiej katedrze. Całe życie nieustannie brał do ręki brewiarz, Biblię, wracał przed Najświętszy Sakrament. Bo tego też trzeba się uczyć: modlitwy, mszy świętej.

Każdy niech wraca do siebie
Ojciec Święty pozostał z nami. Mamy Jego książki, dokumenty, homilie, których nie zgłębiliśmy. Jego myśli, postawa i czyny są dla naszej pracy duchowej, jak podpórka pod młodziutką roślinkę, która dopiero co wzeszła w te dni żałoby.
Tak więc zapatrzeni w uczniów z przypowieści ewangelicznej – wracajmy. My księża wracajmy do pierwszej gorliwości pasterskiej, żeby nie zmarnować tego niepojętego poruszenia ludzkich serc, które w tych dniach nastąpiło. Ojciec Święty w swoich dokumentach dał Kościołowi esencję. Są to często trudne teksty, a my kapłani mamy z tego zrobić ludziom jakby herbatę, którą zaspokoją pragnienia serc.
Zostały zwykłe, ale jakże ważne wybory: oglądać telewizję czy porozmawiać z żoną? Siostry zakonne, wracajcie do trzech słów: posłuszeństwo, czystość, ubóstwo, żeby nam wszystkim, patrzącym na waszą siostrzaną miłość, chciało się jeszcze bardziej zmierzać do nieba. Tak bardzo tego od was potrzebujemy.
Wracajcie do siebie małżonkowie! Wracajcie do słów: „Ślubuję ci miłość i uczciwość i że cię nie opuszczę nigdy, aż do śmierci”. Wracajcie do spojrzenia sobie w oczy. Wracajmy do rodzin, gdzie dzieci były dziećmi, nie konsumentami, a maturzyści potrafili cieszyć się z kremówek.
Wracajmy do Polski, która wychowała Karola Wojtyłę. Dobrze nam z Nim było i dobrze było nam z Polską, która była w Nim, z Polską, której teraz bardziej doświadczyliśmy. Znicze z placów i ulic posprzątaliśmy, flagi papieskie zdjęto. Zostały zwykłe, ale jakże ważne wybory: oglądać telewizję czy porozmawiać z żoną lub wybrać się razem na wycieczkę; w niedzielę iść do kościoła czy na zakupy; pracować do upadłego czy iść z synem na mecz, wybaczyć sąsiadowi czy zamknąć się w urazie?
Ojciec Święty przeprowadził nam w swoich dniach ostatnich największe narodowe rekolekcje w dziejach Polski. Rekolekcje się skończyły. Czas wracać. Jan Paweł II jakby mówił nam dobitnie: Polsko, wracaj!

ks. Piotr Pawlukiewicz
źródło: Dobry Magazyn nr 3 (20)/2005

Komentarze :Dodaj komentarz
Brak komentarzy.
wszystkie komentarze
Odwiedzin :