Strona główna -> Duchowość -> OSTROŻNIE ZE SŁOWEM


Przyszedł do mnie taki wysoki, na 1,90, chłopiec, czy bym z nim nie pogadał. Pogadaliśmy. Prosty: to co w sercu, to i na dłoni.

Dziewczyna odeszła od niego.
- Kochasz?
- Kocham.
- Ona ciebie kocha?
- Mówi, że nie.
- No dobrze, to teraz. Może z przekory. Ale dawniej? Mówiła ci dawniej, że cię kocha?
- Nie. Nigdy, nigdy.
- A ty?
- Ja szaleję za nią.
- Nie, ale czy jej to mówiłeś?
- No pewnie.
Zaniepokoiłem się tym wszystkim. Żal mi było chłopaka. Chciałem mu jakoś pomóc. Nic mi nie przychodziło do głowy. Chwyciłem się ostatniej deski ratunku. Powiedziałem:
- Wacek, pojadę i pogadam sam z tą dziewczyną.
Pojechaliśmy. (...) Otworzyła Kazimiera we własnej osobie. Zupełne przeciwieństwo Wacka. Pewna siebie, rezolutna. Przedstawiłem się. Usiłowałem wytłumaczyć moją skomplikowana rolę.. Uwierzyła, zgodziła się na rozmowę, ale nie od razu i nie w domu. Ustaliliśmy termin. (...)
Przyszła punktualnie. (...)
Wtedy ona oświadczyła:
- Ja go nie kocham.
Zaprotestowałem nieśmiało:
- Ale pani spotykała się z nim. To jakoś zobowiązuje. Chłopcu mogło się w głowie zawrócić.
- Tak, ja wiem, że on mnie kochał. Powtarzał to do znudzenia. Nie tylko zresztą w cztery oczy. Wszędzie naokoło pokazywał mnie jak małpę klatce, przedstawiając mnie komu trzeba i komu nie trzeba: "Moja dziewczyna". Mam tego już dość.
Nie wolno ci powiedzieć za wcześnie człowiekowi ukochanemu słowa: kocham. Pod groźbą utraty jego miłości. Natychmiast, żeby nie było wątpliwości, jakiej wagi jest to stwierdzenie, natychmiast powtarzam: w momencie, gdy powiesz za wcześnie drugiej stronie słowo: kocham, przegrywasz - miłość się skończyła.
Zdawałoby się, że zagadnienie postawione na głowie. Spróbujmy wobec tego te sprawę udowodnić, a przynajmniej wyjaśnić Taki już człowiek jest i na to nie ma rady, że chce bardziej wszystko mieć niż bardziej żyć. Chce być posiadaczem, właścicielem rzeczy i ludzi. Chce mieć już kolejną sprawę z głowy: jako zdobytą, i iść dalej walczyć i zdobywać. A z drugiej strony, taki jest już człowiek, że nie chce być posiadany: nie chce być rzeczą, przedmiotem, który się "ma". I gdy tylko się spostrzeże, że ktoś uzurpuje sobie do niego prawo, ruchem samoobronnym odcina się od niego, zamyka się przed nim, ucieka od niego, broni się.
Jeżeli mówisz za wcześnie ukochanemu człowiekowi słowo: kocham, on stwierdza, że cię już ma, stajesz się dla niego rzeczą. Nie dość na tym, on zaczyna cię unikać, bo czuje się zagrożony, boi się byś nim nie zawładnął. A w związku z tym likwiduje miłość ku tobie, która może była już w nim bardzo rozbudowana. Jak widzisz w tym wszystkim chodzi mi nie tylko o ciebie - że ty nie będziesz kochany, ale o drugą stronę również - żeby ona mogła kochać. (...)
A więc - spytasz - nigdy mi nie wolno powiedzieć "kocham"? Tak, ale tylko wtedy, i tylko o tyle, gdy ta druga strona dorosła do przyjęcia tej wiadomości, gdy na to czeka, gdy ty jej to samo słowo, z którym już chce się do ciebie zwrócić, z ust wyjmujesz. Najbardziej idealnie byłoby, gdybyście to powiedzieli równocześnie i tyle samo. A więc w praktyce ma być tak: ty tylko pójdziesz o punkt wyżej. Bo chyba zgodzisz się, że miłość to jest sprawa nie tylko twoja, ani nie tylko twojego partnera, ale sprawa wspólna i nie wolno ci postępować samowolnie. Jeszcze raz mówię: ty tylko o punkt możesz iść pod tym warunkiem, że on, ona powie ten następny punkt dalej; zachowaniem, gestem, słowem - wszystko jedno, ale że idzie naprzód.

To nie jest gra. To jest prawda. (...)

Dlatego nie spiesz się.

Tym bardziej, że słowo "kocham" wprowadza nieporozumienie. Jeżeli ty mówisz: kocham, to to słowo w gruncie rzeczy oznacza: "w tej chwili, w tej sekundzie ja ciebie kocham", "w tej chwili ja ci oświadczam, że cię kocham". Ale to jest zrozumiane przez partnera natychmiast w ten sposób, że "ja cię kocham na wieki wieków, amen i nie opuszczę cię aż do śmierci" - a to jest nieprawda. Ty nie wiesz, co będzie dalej: co będzie w przyszłości. (...)
Praktycznie rzecz biorąc chłopiec czy dziewczyna mogą wiedzieć, że są kochani "do dzisiaj", ale muszą wiedzieć, że tylko wtedy będą kochani w dalszym ciągu, gdy będą godni miłości - innymi słowy: muszą wiedzieć, że tę miłość mogą zniszczyć. Z tego wynika wniosek: nie wolno mi przestać walczyć o miłość do grobowej deski.

Ks. Mieczysław Maliński
z książki: "Zanim powiesz kocham", Szczecin 1990.

Odwiedzin :