Strona główna -> Duchowość -> TRWALI NA MODLITWIE


Czasem spotykałem papieża po kazaniu, które głosiłem mu, a on dziękował mi. Ja odpowiadałem: „To ja dziękuję Waszej Świątobliwości, bo prawdziwym kazaniem jest to, które Wasza Świątobliwość, najwyższy pasterz, głosi wobec mnie, przez swoją pokorę przychodzenia tu, żeby posłuchać prostego kapłana... ” I to samo mówię wam. To wy głosicie mi kazanie, bo gdy widzę waszą powagę, z jaką poświęcacie ten czas Duchowi, mogę dużo nauczyć się od was. To jest naprawdę poważna, zaangażowana grupa, która szuka Pana. Nie oznacza to, że doszliście już do doskonałości.

Wysłuchajmy ostatniego fragmentu 2. rozdziału Dziejów Apostolskich. „Trwali oni w nauce Apostołów i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach. Bojaźń ogarniała każdego, gdyż Apostołowie czynili wiele znaków i cudów. Ci wszyscy, którzy uwierzyli, przebywali razem i wszystko mieli wspólne. Sprzedawali majątki i dobra i rozdzielali je każdemu według potrzeby. Codziennie trwali jednomyślnie w świątyni, a łamiąc chleb po domach, spożywali posiłek w radości i prostocie serca. Wielbili Boga, a cały lud odnosił się do nich życzliwie. Pan zaś przymnażał im codziennie tych, którzy dostępowali zbawienia” (ww. 42-47).

Mamy tutaj opis pierwotnej wspólnoty chrześcijańskiej, trochę wyidealizowany. W dziejach Kościoła ten opis zawsze był wzorem dla wspólnoty chrześcijańskiej. Prawie wszystkie instytuty zakonne powstały z zamiarem pewnego odnowienia tej wspólnoty.

W tym fragmencie są opisane różne elementy. Jest to wspólnota, która żyje słowem Bożym, to znaczy nauczaniem Apostołów, żyje miłością braterską, łamaniem Chleba i modlitwą. To są środki uświęcenia tej wspólnoty. Wspólnota dąży do uświęcenia i używa tych środków.

Moglibyśmy tu mówić o miłości braterskiej, ale ja chciałbym skoncentrować się tylko na jednym punkcie: „trwali na modlitwie”. Chcemy omówić temat modlitwy. Mówiliśmy o słowie Bożym, bo przeprowadziliśmy lectio divina. O Eucharystii mówiłem trochę podczas Mszy św., więc pozostaje mi powiedzieć coś o modlitwie, także dlatego, że modlitwa jest uniwersalnym środkiem do uświęcenia. Jakąkolwiek cnotę chcemy zdobyć, musimy zacząć od modlitwy.

Mówi się, że wspólnota chrześcijańska trwała na modlitwie przed i po Pięćdziesiątnicy, ale jakość modlitwy zmieniła się, bo przedtem uczniowie Jezusa modlili się, prosząc o Ducha Świętego, a teraz, gdy otrzymali Ducha Świętego, jest to modlitwa uwielbienia, wychwalanie Boga. Tak dzieje się także dzisiaj. W Odnowie charyzmatycznej, którą znam trochę lepiej, ogromną rolę odgrywa modlitwa uwielbienia, modlitwa dziękczynna. To jest właśnie owoc Ducha: Duch inspiruje tę modlitwę bardziej synowską.

Jeżeli chcemy mówić o modlitwie, musimy zacząć od postawienia przed sobą absolutnego wzoru modlitwy, którym jest Jezus. Ja nazywam Jezusa modlącego się „Jezusem ukrytym pomiędzy linijkami Ewangelii”, często bowiem znajdujemy pół linijki tekstu, które mówi o Jezusie modlącym się. Ale to pół linijki zakłada całą noc modlitwy. Przede wszystkim widzimy to w Ewangelii św. Łukasza, który stara się ukazać nam Jezusa modlącego się: modli się nocą na górze, modli się rano na brzegu jeziora.

Pewnego razu, jak mówi św. Łukasz, wielki tłum napierał, aby słuchać Jego słowa, ale On odchodził w miejsca pustynne, aby się modlić. Widać, że Jezus nie pozwalał się zatrzymać nawet przez tłumy, które chciały słuchać słowa Bożego. Nie rezygnował ze swojego czasu dialogu z Ojcem nawet po to, by nauczać. Innym razem, jak podaje św. Łukasz, spędził noc na modlitwie, a kiedy nadszedł dzień, wezwał swoich uczniów i wybrał Dwunastu. Tu widzimy ważną rzecz: Jezus modlił się, aby wiedzieć, czego chce Ojciec. Nie modlił się po prostu przed zrobieniem czegoś, ale modlił się, żeby wiedzieć, co ma zrobić. Rozumiecie, jakie to jest ważne. My modlimy się przed jakąś czynnością, ale najważniejsze jest to, gdy prosimy Ojca, żeby powiedział nam, co mamy zrobić.

Obok tej prywatnej modlitwy Jezusa była też modlitwa liturgiczna. To prawda, że Ewangelia nie mówi nam tego, ale Jezus także odmawiał Liturgię Godzin. Nie miał brewiarza, ale odmawiał Liturgię Godzin, bo każdy Izraelita trzy razy dziennie zatrzymywał się, gdziekolwiek się znajdował, zwracał się w stronę świątyni jerozolimskiej i odmawiał modlitwę, na przykład: „Słuchaj Izraelu!...” Jest nie do pomyślenia, żeby Jezus był wyjątkiem w tym względzie: zaraz by Go oskarżono, że łamie Prawo. I właśnie z tej modlitwy odmawianej trzy razy dziennie (rano o wschodzie słońca, po południu podczas ofiar składanych w świątyni i wieczorem o zachodzie słońca) wywodzi się nasza Liturgia Godzin. Mamy więc piękny przykład: Jezus modlił się według tego rytmu godzin.

Postarajmy się zagłębić się trochę w modlitwę Jezusa. Jaka była modlitwa Jezusa? Wszystkie Jego modlitwy, które są przytoczone w Ewangelii, zaczynają się od okrzyku: „Abba! Ojcze!” (z wyjątkiem tej modlitwy na krzyżu, która jest cytatem psalmu: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?”). Tak więc modlitwa Jezusa była synowskim okrzykiem do Ojca. Przyznam wam, że jestem zafascynowany tym obrazem Jezusa, który się modli, bo możemy sobie wyobrażać w jakiejś mierze, co działo się ­pomiędzy Ojcem Niebieskim a Jego Synem Wcielonym, kiedy Jezus się modlił: jaki przepływ miłości i posłuszeństwa przechodził między Ojcem a Synem! Czasem możemy stanąć w duchu obok Jezusa i dzielić Jego modlitwę, bo ten sam Duch, który modlił się w Jezusie, modli się także w nas. I rzeczywiście, św. Łukasz mówi nam, że Jezus modlił się w Duchu. Pewnego dnia Jezus rozradował się w Duchu i rzekł: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi...” Tak więc modlitwa Jezusa to modlitwa wzbudzona przez Ducha Świętego.

Teraz przejdźmy od Jezusa do nas. Św. Paweł mówi nam, że Ojciec posyła nam Ducha Syna Swego, który woła w nas: „Abba, Ojcze!” To oznacza, że modlitwa chrześcijańska jest kontynuacją modlitwy Jezusa. To Jezus modli się w członkach swego Ciała. Duch Święty, który modlił się w Jezusie, teraz modli się w wierzącym.

Św. Augustyn zauważył taką rzecz: dlaczego Duch Święty, kiedy przychodzi do ochrzczonego, woła: „Abba”? Duch Święty nie jest Synem Ojca, prawda? Duch pochodzi od Ojca, ale nie jest Synem, nie jest zrodzony, więc dlaczego Duch zwraca się do Ojca nazywając Go: „Ojcze”? Bo to jest Duch Syna, Jezusa, który modli się w nas i to On woła: „Abba”. I to jest, drodzy przyjaciele, wspaniała wiadomość dotycząca modlitwy.

Pamiętacie, że w pewnej medytacji powiedzieliśmy, że chrześcijaństwo jest łaską. Chrześcijaństwo nigdy nie zaczyna się od obowiązku, ale zaczyna się od daru. I to odnosi się też do modlitwy. My nie otrzymaliśmy przykazania modlitwy, otrzymaliśmy dar modlitwy, gdyż otrzymaliśmy Ducha Świętego, który jest źródłem modlitwy. Oczywiście, mamy naśladować modlitwę Jezusa, świętych, ale jeszcze przed naszym wysiłkiem naśladowania otrzymaliśmy dar Ducha Świętego.

Św. Paweł mówi to wyraźnie: „Duch przychodzi z pomocą naszej słabości”. My nie umiemy się bowiem modlić, więc Duch modli się w nas w błaganiach, których nie można wyrazić słowami.

Kiedyś głosiłem kazanie w Etiopii, w pewnej wiosce, w której nie było wody. Nigdy nie znaleziono tam wody. Kobiety chodziły po nią do sąsiedniej wioski i była to marna woda, brudna. My mamy wodę w każdym punkcie domu i nie wyobrażamy sobie, jak to jest, gdy trzeba iść by ją kupić, jak to widziałem w niektórych krajach. Pewien włoski misjonarz miał dar wykrywania wody pod ziemią. Powiedział on, że pod tą wioską musi być żyła wodna. Z pomocą pewnego dobroczyńcy wykopano studnię. I właśnie tego wieczoru, kiedy ja przyjechałem, mieli usunąć ostatnią warstwę ziemi i sprawdzić, czy jest tam woda, czy jej nie ma. Ludzie miejscowi nie wierzyli w to. A tymczasem była tam woda, spod ziemi w tej wiosce wypłynęła woda. Dla mieszkańców był to cud. Grali na bębnach przez całą noc, żeby świętować. I pomyśleć, że oni chodzili tak daleko po wodę, a ona była tak blisko, pod ich stopami.

I kiedy mówiłem do misjonarzy o modlitwie, przyjąłem ten fakt za punkt wyjścia i powiedziałem: to samo dzieje się w naszym życiu duchowym. Chodzimy uczyć się modlitwy do różnych szkół, na prawo i na lewo, szukamy książek... (Oczywiście, to nie znaczy, że nie macie przyjeżdżać tutaj, do Centrum Formacji Duchowej: ja mówiłem to w czasach, kiedy młodzi Europejczycy jeździli na Daleki Wschód, żeby uczyć się modlitwy od bonzów). A modlitwa znajduje się tutaj, poniżej, w naszym sercu, bo otrzymaliśmy źródło modlitwy. I trzeba, żebyśmy również wykopali dół, usunęli tę ziemię, te odpadki.

Otrzymaliśmy więc łaskę modlitwy, a nie tylko przykazanie modlitwy. Ale oczywiście, macie dalej przyjeżdżać tu, do Centrum, żeby uczyć się modlitwy, bo tutaj pomaga się Duchowi Świętemu modlić się w nas; tu objaśnia się Biblię, a to w Biblii Duch Święty objawił prawdziwą modlitwę. Bo to prawda, że św. Paweł mówi, iż Duch Święty modli się w nas w błaganiach nie dających się wyrazić słowami, ale jest to ten sam Duch, który natchnął modlitwy Biblii, na przykład Psalmy. I to On też natchnął wielkich ludzi modlitwy, jak Mojżesza. Jeśli więc chcemy wiedzieć, jak Duch Święty modli się w nas, musimy iść do szkoły, którą jest Biblia, bo tam uczymy się, co mówi Duch Święty w modlitwie.

Czasem Duch Święty działa z wielką mocą, a wtedy modlitwa staje się świetlana, pełna żaru. Poznałem ludzi, którzy przeżyli tę nową Pięćdziesiątnicę i modlili się w sposób robiący wielkie wrażenie. Czasem wystarczyło popatrzeć na nich: z ich twarzy biło światło. Przypominali mi Jezusa w chwili Przemienienia, bo widać było, że Duch Święty przemienia osobę w modlitwę. Ale ten żar nie zawsze jest długotrwały, nawet w przypadku świętych. Św. Teresa od Jezusa, której wspomnienie dzisiaj obchodzimy, jest uważana za mistrzynię modlitwy. Mówiła ona, że przeżyła takie okresy, w których nie mogła nawet odmówić Zdrowaś Maryjo, żeby jej umysł nie odbył w tym czasie całej podróży dookoła świata. Zatem ta oschłość, trudności na modlitwie są udziałem wszystkich.

Oczywiście, w przypadku świętych jest to próba, natomiast w naszym przypadku jest to często skutek naszego zaniedbania. I właśnie wtedy, gdy przeżywamy trudności na modlitwie, oschłość, musimy pamiętać, że otrzymaliśmy Ducha Świętego, który się modli. Dlatego idźmy na Mszę albo otwórzmy brewiarz i mówmy: „Panie, chcę Ci powiedzieć to, co Duch Święty mówi tymi słowami”. I trzeba modlić się, nie opuszczać modlitwy tylko dlatego, że staje się uciążliwa i trudna.

Znacie historię Beethovena? Wielki muzyk, prawda? Ale w pewnym momencie życia stracił słuch. To jest tragedia dla muzyka, tak jak utrata wzroku dla malarza. Beethoven nie słyszał już dźwięków tych nut, które pisał, ale dalej komponował, a muzyka, co dziwne, była coraz piękniejsza, aż napisał IX Symfonię, która kończy się czymś wspaniałym: Hymnem do Radości. Gdy ta IX Symfonia została wykonana po raz pierwszy, na koniec zerwał się huragan braw publiczności. Ale jeden z muzyków grających w orkiestrze musiał pociągnąć Beethovena za skraj płaszcza, żeby się odwrócił i podziękował publiczności, bo on nie słyszał ani muzyki, ani aplauzu. Ale słuchacze cieszyli się jego muzyką.

Kiedy modlimy się w oschłości duchowej, jesteśmy jak Beethoven, który stracił słuch. Mówimy, ale nie odczuwamy w sobie żadnego echa, wydaje się nam, że wypowiadamy puste słowa. Lecz musimy modlić się, bo publiczność słyszy, a publicznością w tym przypadku jest Ojciec, Syn i Duch Święty. I ta modlitwa jest muzyką w uszach Bożych, bo powstała z wiary, nie dała nam uczucia zadowolenia, jak wtedy, gdy odczuwamy gorliwość. Czasem, drodzy przyjaciele, w tych okresach trudności na modlitwie może zdarzyć się coś, o czym musimy wiedzieć: strony się odwracają. Bóg staje się proszącym, a my jesteśmy proszonymi. Rozumiecie? Zazwyczaj to my prosimy, ale czasem dzieje się tak, że Bóg staje się żebrakiem, a my jesteśmy tymi, których prosi On o jałmużnę. Podaję zawsze przykłady: np. zaczęliśmy się modlić, prosząc Pana, żeby uwolnił nas od tej pracy, która nam się nie podoba, od tej osoby, której nie możemy znieść, a na modlitwie stopniowo odkrywamy, że Bóg nas prosi, żebyśmy zaakceptowali tę pracę, żebyśmy zaakceptowali tego brata, tą siostrę. I trzeba wiedzieć o tym, żeby nie stracić tej okazji.

Sławny poeta hinduski, Tagore, który nie był chrześcijaninem, ale miał naprawdę chrześcijańskie intuicje, w pewnej poezji przedstawia nam żebraka, który opowiada historię, jaka mu się zdarzyła podczas dnia. Mówi on:

„Żebrałem na skraju drogi, kiedy usłyszałem hałas pewnego wozu i zrozumiałem, że jest to powóz syna królewskiego, więc pomyślałem, że teraz jałmużna spłynie na mnie, tak iż nawet nie muszę o nią prosić. I wyciągnąłem płaszcz przed sobą. Jakież zaskoczenie, kiedy stając przede mną, ty wysiadłeś z wozu – ten żebrak mówi bezpośrednio do księcia! – wyciągnąłeś rękę i powiedziałeś: «Co masz, żeby mi dać?» Bardzo rozczarowany, zacząłem grzebać w moim mieszku. Znalazłem ziarnko ryżu, najmniejsze, i dałem ci je. Ale jaki smutek ogarnął mnie wieczorem, kiedy opróżniając mój woreczek, zauważyłem, że jest w nim złote ziarenko ryżu..., ale tylko jedno i najmniejsze! Jak żałowałem, że nie dałem ci wszystkiego!” Oczywiście, wtedy wieczorem żebrak znalazłby wszystko zamienione w złoto. I to jest też nasza historia.

Jezus w Getsemani przeżył to doświadczenie. On prosił Ojca, żeby oddalił kielich, a Ojciec prosił, żeby On wypił kielich dla zbawienia świata. A Jezus odpowiedział: „Nie moja, ale Twoja wola...” i wypił kielich, ale potem znalazł go cały przemieniony w złoto, bo Ojciec ustanowił Go Panem i dał Mu imię ponad wszelkie imię.

Ojcowie pustyni dają nam dobre rady na temat modlitwy. Mówią nam, że trzeba wytrwać na modlitwie, kiedy modlitwa staje się trudna. Opowiadają, że młody mnich chodził do swojego ojca duchownego i prosił go: „Pozwól mi pracować w ogrodzie, bo ja nie potrafię się modlić! Moje myśli nie pozwalają mi skupić się!” I tak codziennie chodził do ojca duchownego, by prosić go: „Pozwól mi zrobić coś użytecznego, bo ja nie potrafię się modlić!” Na koniec ojciec duchowny powiedział: „Dobrze, jeśli naprawdę nie potrafisz kontrolować swoich myśli, pozwól, żeby myśli chodziły tam, gdzie chcą, po całym świecie... Ale twoje ciało niech nie opuszcza celi”.

I to dotyczy także nas, żeby chociaż nasze ciało pozostało w kaplicy, w kościele, na modlitwie. Czasem dobrze jest, jak mówi św. Augustyn, odmawiać modlitwy krótkie, intensywne: „Panie, kocham Cię. Żałuję za moje grzechy. Proszę Cię o Twojego Ducha Świętego. Dziękuję za to, że dałeś mi Jezusa. Dziękuję za Ducha Świętego”. Ile mi zajęło powiedzenie tych zdań? Mniej niż minutę! A powiedziałem wszystko, co istotne. Warto odmawiać modlitwy, które są krótkie i intensywne.

We Włoszech jest taki region na północy, w okolicach Udine, który nazywa się Carso. Ten region ma szczególną cechę charakterystyczną. Teren jest tam tak ukształtowany, że przez pewien odcinek rzeki płyną po powierzchni, tak jak zwykle, ale później teren staje się porowaty i rzeka znika, zagłębia się pod ziemię, aby pojawić się znów na powierzchni ileś kilometrów dalej. Jest to tzw. zjawisko krasowe. I to jest piękny przykład dla modlitwy. Nasza modlitwa musi być taka. Czasem, kiedy mamy wolny czas, możemy modlić się w sposób wyraźny, bezpośredni. Później w naszym dniu musimy robić inne rzeczy, jesteśmy zajęci, nie możemy trwać ciągle na modlitwie, prawda? Jest jednak ważne, żeby modlitwa się nie przerwała. Musimy spowodować, by modlitwa, jak ta rzeka krasowa, zeszła do głębi serca, tak aby nasze serce modliło się również bez słów. Bo św. Augustyn mówi, że istotą modlitwy jest pragnienie. Jeżeli jest w nas pragnienie Boga, to chociaż milczymy, mówimy dla Boga. I to pragnienie, to stałe dążenie do Boga jest naszą modlitwą. Dlatego gdy chodzimy, jeździmy samochodem, możemy postępować tak jak rzeki krasowe: modlitwa „schodzi pod ziemię”, ale dalej się modlimy.

Oto, bracia, mówiłem wam o modlitwie, ale z wielkim wstydem.

Pewnego dnia żaliłem się przed Panem: „Panie, Ty mnie posyłasz, żebym jeździł po świecie i mówił o modlitwie, więc daj mi trochę modlitwy, żebym chociaż wiedział, o czym mówię!” A Pan mi odpowiedział (zawsze w sposób prosty, bez cudów): „Raniero, o czym mówi się z większym entuzjazmem: o tym, co się posiada, czy o tym, czego się pragnie?” A ja, naiwny, odpowiedziałem: „Panie, o tym, czego się pragnie”. „Więc idź dalej, pragnij modlitwy i mów o modlitwie!”. Tak więc mówię wam jako człowiek, który pragnie modlitwy, a nie jako specjalista od modlitwy.

Niech chociaż wam Pan udzieli tego, żebyście się zakochali w modlitwie, bo na modlitwie można otrzymać wszystko. Także zostać świętymi.

o. Raniero Cantalamessa OFMCap

- kapucyn, profesor zwyczajny Historii Starożytności Chrześcijańskiej w Katolickim Uniwersytecie Najświętszego Serca w Mediolanie, w latach 1975-1981 członek Międzynarodowej Komisji Teologicznej. W roku 1979 zrezygnował z prowadzenia wykładów, aby oddać się całkowicie głoszeniu Słowa Bożego. Rok później, w 1980 roku, Jan Paweł II mianował go Kaznodzieją Domu Papieskiego. Benedykt XVI już na początku swego pontyfikatu odnowił tę nominację.

Jest to zapis jednej z konferencji wygłoszonych podczas sesji formacyjnej w Centrum Formacji Duchowej Salwatorianów w Krakowie w dniach 14-16 października 2005 roku.

źródło: www.katolik.pl

Komentarze :Dodaj komentarz
Brak komentarzy.
wszystkie komentarze
Odwiedzin :