Załamanie się powstania styczniowego w 1863 roku pociągnęło liczne represje ze strony władz carskich. Boleśnie to odczuły zakony, z których większość uległa kasacie. Zgromadzenie Sióstr Felicjanek, które powstało w 1855 roku dzięki charyzmatycznym Fundatorom-bł. Honoratowi Koźmińskiemu i bł. Angeli Truszkowskiej, było podzielone na dwie gałęzie: kontemplacyjną i czynną. Siostry czynne uległy kasacie, natomiast klauzurowe internowano w klasztorze bernardynek w Łowiczu i skazano na wymarcie. Bóg w Opatrzności swojej czuwał nad swym dziełem. Siostry klauzurowe w roku 1871, dzięki pełnym odwagi i poświęcenia staraniom felicjanki s. Bronisławy Łempickiej, otrzymały od cara Aleksandra II, niemalże cudem, pozwolenie na zajęcie kościoła i klasztoru w Przasnyszu, gdzie 16 sióstr przyjechało z Łowicza 26 lipca 1871 r.

Błogosławiony Fundator, Ojciec Honorat zapragnął odwiedzić siostry, przypatrzeć się ich życiu kontemplacyjnemu w nowym klasztorze. W kwietniu 1872 r. wyruszył on pieszo z Zakroczymia do Przasnysza i po wielkim trudzie wędrówki dotarł do swych duchowych córek. Oddajmy głos samemu błogosławionemu, który w liście pisanym z Przasnysza 13 kwietnia 1872 roku do swego kierownika duchowego o. Prokopa Leszczyńskiego w ten sposób przedstawia swoją wędrówkę:

„(...) Stanąłem szczęśliwy w Przasnyszu i pierwszą chwilę wolną obracam do opisania najdroższemu ojcu memu miłej mojej podróży. Zawsze bywa ona dla mnie rekolekcjami i używaniem swobody duchowej, ale szczególniej teraz. Nawet fizycznie nie tylko utrudzenia w niej nie doznałem, ale była mi ona przyjemna. Zapewne pora wiosenna, mniejsze upały i pogoda przyczyniły się do tego. (...) Oberwałem trochę i żarcików jak zwykle po dworach i miałem przyjemność z panem naczelnikiem wojennym parę godzin przepędzić. Gotowano mi furmankę na rano, nie chciano się żegnać (nocleg w Chrzczynnie u państwa Baranowskich), idąc spać i zaręczono, że ranniej wstaną ode mnie i nie puszczą, alem się wymknął dobrze przed wschodem słońca. Spotkałem się w drodze z Jankowskim, który żegnał się i padał na ziemię, nie wierząc oczom swoim, że mnie spotyka. Gdym wchodził do Winnicy, spotkali mnie jacyś parafianie ks. Dynakowskiego, jadący do Pułtuska i prosili, abym siadł z nimi. Spełniając przeto wolę Ojca przejechałem z nimi blisko dwie mile i w Pułtusku miałem Mszę św. Zaraz mnie zakrystianin pytał, czy to nie o. Honorat, bo słyszał coś od Jankowskiego o mnie i skakał przede mną jak przed jakimś prałatem lub świętym. Z Pułtuska zmyliłem trochę drogi i po nocy już prawie zaszedłem do Karniewa, o trzy mile od Przasnysza. Zarekomendowałem się jako ks. Koźmiński. (...) Też wysłuchać musiałem wielkich pochwał dla naszych siostrzyczek przasnyskich. Wystaw sobie, ojcze – mówili - to już nie dosyć, że ojciec i matka ich widzieć nie może, ale sam nawet spowiednik i ksiądz, który im co dzień Komunię św. daje, żadnej jeszcze nie widział. Jak to one tam robią, to ja nie wiem, dość, że tak jest z pewnością, a co za zaparcie, pokuty, itd. Słuchałem z otwartą gębą, podziwiając to wszystko. Jest tam za dzierżawcą siostra jednej z matek tutejszych. Rano, wyszedłszy stamtąd, uczułem się trochę znużony i na nogi osłabiony, tak, że mi przyszła pokusa, aby kto jechał i zaprosił, ale w chwili właśnie, gdy się fura zbliżała, tak mi się żal zrobiło tej rozkosznej drogi, żem się krył jak mógł, aby mnie nie proszono. Wchodząc do Przasnysza, zrobiłem z siebie spectaculum niemałe. Naprzód spotkało mnie jakichś dwóch panów na koniach, , których zapytałem, którędy najbliżej do kościoła felicjanek. Ci z wielkim uszanowaniem ofiarowali mi się towarzyszyć i doprowadzić mnie. Czereda ludzi zebrała się dokoła nas, bo prowadzili mnie przez sam środek miasta, jak później się dowiedziałem, byli przekonani, że mnie aresztowano i że konwojują do powiatu. Ale, gdy się oddalili wskazawszy mi drogę, nowe widowisko: gromada chłopaków, podobno sławnych tutaj ze swawoli, których zawsze pełno na ulicach, a nawet w ogrodzie sióstr, dotychczas zebrała się dokoła mnie gwizdając, klaszcząc rękami, skacząc przede mną i za mną, pukając mi przed uszami z papierowych pudełek i wołając: Żydzie, Żydzie! Jakieś panienki ciągną mnie: Żydzie, pójdź tu, dostaniesz kawałek chleba. Inne panny postrojone na balkonie parterowym, poszczuły mnie pieskiem, który mnie złapał za habit. I w takiej paradzie przez długą bardzo i szeroką ulicę szedłem, chwaląc Boga za wszystko i kręciłem się dokoła klasztoru tam i z powrotem, bo mi błędnie pokazywano przejście, ale za to dzisiaj wszyscy od małego do wielkiego kłaniają mi się nisko, a niektórzy płaczą podobno, widząc mnie boso i pragną wstąpić do takiego surowego zakonu. Na wsiach też mnie zaczepiali chłopi i dziwowali się, że nie widzieli i nie słyszeli jeszcze o tak ostrym Zakonie. Spowiednicy tutejsi sióstr są bardzo zacni księża, nad moje spodziewanie i niezmiernie dla nich przychylni. Niech ojciec będzie łaskaw zakomunikować te wiadomości o moim przybyciu do Przasnysza ojcu gwardianowi, którego ręce całuję”.

Błogosławiony ojciec fundator przebywał u sióstr kapucynek-felicjanek klauzurowych w Przasnyszu do końca maja 1872 roku. W maju 1872 r. przewodniczył drugiej kapitule wyborów, na której ponownie opatką została matka Izabella Lebenstein. Czas ojca w Przasnyszu przeznaczony był na konferencje dla sióstr, rozmowy z nimi, a przedpołudnia spędzał o. Honorat w kościele parafialnym, słuchając spowiedzi. Na Mszach św. sprawowanych przez błogosławionego w kościele kapucynek zbierały się tłumy ludzi. W maju poświęcił też oleje św. Feliksa. W liście z 17 kwietnia 1872 roku pisanym z Przasnysza do Zofii Gliszczyńskiej o Honorat nadmienia:

„(...) Dopiero w Przasnyszu znalazłem chwilę do odpisania pani. Zdaje się, że o rekolekcjach w Przasnyszu myśleć nie można. W klasztorze, jak już mówiłem, siostry nikogo nigdy nie przyjmują, ani blisko klasztoru nie ma nigdzie stosownego miejsca, tylko liczne chatki. Czasu mam mniej jeszcze jak w domu, do południa słucham spowiedzi w parafii, a po południu miewam konferencje z siostrami, co mogłoby i uwagę zwrócić, bo już żandarmi pytali się, co tu robię”.

Po powrocie z Przasnysza do Zakroczymia o. Koźmiński rozpoczął starania o uzyskanie dla sióstr kapucynek od Stolicy Apostolskiej Decretum Laudis, który siostry otrzymały 21 marca 1873 roku, podpisany przez Papieża Piusa IX. Natomiast 26 października 1873 roku kapucynki przasnyskie otrzymały dokument agregacji do Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów. Dokumenty te załatwiła w Rzymie dla sióstr s. Bronisława Łempicka, która po dziewięciomiesięcznym pobycie w klasztorze przasnyskim, była zmuszona opuścić go, ponieważ ścigała ją policja carska i wyjechała do Włoch. Wizyta Fundatora w Przasnyszu zaowocowała szybkim zatwierdzeniem prawnym ze strony Kościoła dla polskich kapucynek.

Liturgiczne święto błogosławionego Honorata niech odnowi w nas wszystkich pierwotny ideał wskazywany przez regułę św. Klary i pisma św. Franciszka. Łączmy się w dziękczynieniu za wyniesienie na ołtarze naszych Założycieli – bł. Angeli i bł. Honorata, a także módlmy się o beatyfikację s. Marii od Najświętszego Serca Jezusa – s. Bronisławy Łempickiej, wzywajmy też wstawiennictwa w Świętych Obcowaniu, tylu naszych świątobliwych sióstr, zwłaszcza Matki Izabelli Lebenstein- wielkiej bohaterki, która utrzymała dogasającą wspólnotę w wierności ideałom św.Klary w czasach okrutnego ucisku totalitarnych rządów rosyjskich carów, ufając wbrew nadziei, że doczekają się siostry odrodzenia .

s. Donata Koska OSC Cap

Odwiedzin :