Strona główna -> Dom i rodzina -> Wzorem Świętej Rodziny z Nazaretu


Przypadające w tym roku w piątek po Bożym Narodzeniu (zwykle jest to pierwsza niedziela) święto Świętej Rodziny jest również świętem patronalnym Domowego Kościoła Ruchu Światło-Życie założonego przez sługę Bożego ks. Franciszka Blachnickiego. Wspólnota ta zwraca szczególną uwagę na duchowość małżeńską, czyli dążenie do świętości w jedności ze współmałżonkiem. Chce pomóc małżonkom trwającym w związku sakramentalnym w budowaniu między nimi prawdziwej jedności małżeńskiej, która jednocześnie stwarza najlepsze warunki do dobrego wychowania dzieci w duchu chrześcijańskim. Wzorem i przykładem zarówno dla rodzin z ruchu, jak i wszystkich rodzin chrześcijańskich jest najpiękniejsza wspólnota - Święta Rodzina z Nazaretu, w której Pan Jezus zasiał ziarno Bożej miłości. Toteż znakiem Domowego Kościoła jest ikona Świętej Rodziny, obraz zjednoczenia Świętych Osób. Rodziny w swoim dążeniu do świętości, do tworzenia Kościoła domowego we własnym małżeństwie i rodzinie modlą się więc codziennie przed tym obrazem o potrzebne łaski, z modlitwy czerpią siłę do życia. Przykład Świętej Rodziny, która bezwarunkowo przyjęła wolę Bożą i wielbiła Boga w sposób nieporównywalnie wzniosły i czysty, doświadczyła ubóstwa, prześladowań, wygnania, pomaga rodzinom pogłębiać świadomość własnego posłannictwa w społeczeństwie i Kościele, przypomina o zadaniach, które chcą podejmować i realizować z Bożą pomocą w trudach i radościach codziennego życia rodzinnego.

Wzór niedościgły
Państwo Ewa i Wojciech Pękałowie, informatycy z Huty Stalowa Wola, są parą diecezjalną Domowego Kościoła przy parafii Matki Bożej Królowej Polski w Stalowej Woli, reprezentującą wspólnoty diecezji na szczeblu krajowym. We wspólnocie działają od 11 lat. Trafili tu, gdy przeżywali trudności w małżeństwie. Zaproponowano im wówczas modlitwę osobistą, czytanie Pisma Świętego, modlitwę rodzinną z dziećmi, regułę życia - pracę nad sobą, dialog małżeński, dzielenie się życiem duchowym, porażkami i sukcesami, wymienianie doświadczeń, udział w rekolekcjach. - Zasadnicza przemiana w naszym małżeństwie dokonała się dzięki wspólnocie - podkreśla pani Ewa. - Dziś wiem, że brak nam było osobistej więzi z Panem Bogiem - dodaje. Jak twierdzą małżonkowie, różne formy modlitwy, codzienne uczestnictwo we Mszy św. wraz z całą rodziną, poznawanie Pisma Świętego zbliżają ich do Pana Boga i samych do siebie. Raz w miesiącu przeprowadzają dialog małżeński - takie spotkanie we troje z Panem Jezusem, podczas którego omawiają, co ich nurtuje, co się dzieje wokół nich w pracy, w ruchu. - Jest to czas szczególnego działania łaski Bożej, odnawiania się naszej miłości - stwierdzają. - Zastanawiamy się nad tym, co powinniśmy zmienić w stosunku do dzieci, na co zwrócić uwagę, za kogo podjąć modlitwę. Jest okazja, by docenić współmałżonka, zobaczyć miłość Bożą działającą na co dzień, nie tylko niedociągnięcia, ale i wiele powodów do zadowolenia, wdzięczności. Wtedy odzyskujemy spokój i dziękujemy. Widzimy, że podstawą zdrowej rodziny jest szczerość, zaufanie i wierność. Zbliżamy się do Boga i uczymy się stylu życia małżeńskiego na wzór Świętej Rodziny, a że to wzór niedościgły, przed nami całe życie tej nauki - mówią zgodnie.
Wychowaniu do świętości sprzyjają dialogi z dziećmi, wysłuchiwanie ich problemów. Państwo Pękałowie prenumerują dla nich czasopisma: "Droga", "Miłujcie się", podsuwają wartościowe artykuły, jeżdżą z nimi na rekolekcje małżeńskie. Najstarszy syn Michał, maturzysta, biorąc przykład z rodziców, udziela się w młodzieżowym ruchu oazowym już 11. rok, gimnazjalistka Marysia w oazie młodzieżowej jest animatorem muzycznym, Małgosia jest w Oazie Dzieci Bożych. Ruch pomógł też państwu Pękałom otworzyć się na innych ludzi i ich troski.

Dar i inspiracja
Centralne miejsce w domu państwa Lucyny i Marka Waścińskich zajmuje obraz Świętej Rodziny. Od 10 lat są małżeństwem, a 5. rok należą do ruchu Domowego Kościoła. Pan Marek jest pracownikiem Fundacji Uniwersyteckiej w Stalowej Woli, a pani Lucyna katechetką w gimnazjum. - Tłumaczenie ikony Świętej Rodziny przeżywaliśmy przed Najświętszym Sakramentem podczas rekolekcji Domowego Kościoła w ośrodku diecezji sandomierskiej w Uhercach, gdzie wzmacnialiśmy się, uzdrawialiśmy nasze relacje w rodzinie i czerpaliśmy moc, siłę na dalsze dni życia. Święta Rodzina w tym znaku jest darem i inspiracją dla naszego życia - mówi pan Marek. - Ze wzruszeniem patrzymy na obejmujących Pana Jezusa Matkę Przenajświętszą i św. Józefa. Ich dłonie zbliżają się do siebie, co symbolizuje więź małżeńską. Głowa Maryi przytulona do głowy św. Józefa, w którym zawsze znajduje oparcie. Ręka Pana Jezusa złączona jest z dłonią Najświętszej Rodzicielki. Jeśli będziemy przez Nią do Boga odnosić swoje sprawy, zawsze pobłogosławi - uzupełnia pani Lucyna. Jednocześnie obraz ten wyraża zjednoczenie, miłość w życiu małżeństwa i rodziny chrześcijańskiej. Uwagę naszą zwraca serdeczność i troskliwość, z jaką św. Józef przygarnia małżonkę. Jego odkryte ucho świadczy o tym, że jako ojciec zwrócony jest ku potrzebom swojej rodziny, zaś Matka Boża swoją postawą pokazuje, jak mamy prowadzić godne życie małżeńskie, polegające na wypełnianiu woli Bożej - dodaje.
W rekolekcjach Ruchu państwo Waścińscy uczestniczyli trzy razy. Podczas ostatnich byli przygnębieni trudnościami małżeńskimi. Tymczasem w trakcie rekolekcji nastąpiło oczyszczenie z wszystkich trosk, przeżyli piękne uzdrowienie. - Bywają bardzo ciężkie chwile w małżeństwie. Pan Bóg dopuszcza cierpienie, aby ludzie mogli wzajemnie siebie odkryć oraz swoje powołanie małżeńskie i paść sobie w ramiona. Wracaliśmy do domu jak zakochani narzeczeni. Kiedy przyszły prawdziwe krzyże, ból, zrozumieliśmy, że konieczne jest ciągle przewartościowywanie naszego życia - mówią. Po ślubie okazało się, że nie mogą mieć dzieci, więc adoptowali dwoje. Przeżywali problemy z wychowywaniem dzieci. Pan Marek od 24 lat jest na wózku inwalidzkim, od 4 lat ma bardzo poważne kłopoty ze zdrowiem, z odleżyn zrobiła się głęboka rana. - Mało kto z punktu widzenia medycznego może nam pomóc. Im bardziej wiemy, że nie jesteśmy w stanie nic zrobić, tym bardziej ufamy Panu Bogu, dostrzegając wiele Jego łask w naszym życiu. Zawsze mówię o aniołach w osobach naszych rodziców, kapłanów, przyjaciół, pracodawców, którzy modlą o zdrowie dla męża i pomoc dla naszej rodziny, gdy jej byt jest zagrożony - wyjaśnia pani Lucyna. Zdaniem małżonków, wspólne przyjęcie krzyża oczyszcza z egoizmu, pozwala na odkrywanie prawdziwego szczęścia małżeńskiego. - Również dzieci, coraz starsze, wymagają od nas większej pracy nad sobą, wymuszają naszą religijność i duchowość, bo zauważają, gdy jesteśmy letni - mówią. Pan Bóg, napominając nas przez dzieci, pokazuje, w którym miejscu naszej drogi duchowej jesteśmy i wskazuje nam dalszą - podkreśla. - Najważniejszy w naszym małżeństwie jest dialog z Bogiem, z żoną, dziećmi. Nauczyłem się przez 10 lat małżeństwa, że trzeba się uczyć dalej, żeby umieć przekazać dzieciom wiarę, nauczyć ich dokonywania dobrych wyborów - stwierdza pan Marek. Jeśli zaufają Bogu, to o resztę będziemy spokojni. Dużo wymagać od dzieci - to nasza dewiza, że one też żyją po to, by służyć. - Każdemu - podpowiada 6-letni Jacuś.
Pan Marek ma dar słowa. Ludzie garną się do niego, gdy świadczy o pomocy Boga i Świętej Rodziny. - Bardzo dużo małżeństw zgłosiło się do nas, gdy adoptowaliśmy dzieci. Jedni pytali o adopcję, inni o to, dlaczego cierpienia nas umocniły, gdy im, żyjącym bez większych kłopotów, rozpada się małżeństwo. "Trzeba trwać przy Bogu" - odpowiadaliśmy, rozmawiać o Nim, wspólnie się modlić. Poddalibyśmy się nieraz ze zwykłej ludzkiej słabości, ale dzieci uczą nas panowania nad sobą, prawdomówności, sprawiedliwości, konsekwencji wypowiedzianych słów - mówi pani Lucyna. - I miłości - podpowiada Jacuś. Dzieci animują rodzinną modlitwę, przyczyniając się do ożywiania wiary w naszej rodzinie wyrażanej przez zewnętrzne symbole, gesty, śpiewy, zachowania.

Uczy służyć sobie nawzajem i innym
- Święta Rodzina wspomaga nas w przezwyciężaniu niepokojów i udręczeń życiowych, w wierności codziennym obowiązkom, w otwarciu się na potrzeby innych, w radosnym wypełnianiu planu Bożego - mówią państwo Jan i Barbara Błaszczukowie. Pani Barbara pracuje w oświacie, pan Jan jest zatrudniony w Hucie Stalowa Wola. - Nieraz nam się wydaje, że za dużo czasu poświęcamy codziennym obowiązkom, a za mało Bogu. Dzięki spotkaniom w ramach ruchu i corocznym rekolekcjom staramy się wzrastać duchowo, rozwijać duchowość małżeńską, umacniać w wierze i miłości, uświęcać rodzinę. Im bliżej jesteśmy Boga, tym bliżej siebie - stwierdzają małżonkowie. - Krzyże nas nie omijają, umarło nam trzecie dziecko, ja jestem po chorobie nowotworowej - mówi pani Barbara. - Ale nie ma w nas buntu, cierpienie staraliśmy się nieść wspólnie z Jezusem i namacalnie doświadczaliśmy obecności Boga, tego, że jest z nami - dodaje pan Jan. - Wtedy nasza miłość była bardziej intensywna w naszym życiu i w całej rodzinie - stwierdza ze wzruszeniem. - Mąż mój ma wszystkie cechy św. Józefa: cierpliwość, troskliwość, wytrwałość, wierność, poświęcenie dla drugiej osoby. To sprawdziło się podczas mojej choroby, gdy wymagałam szczególnej opieki - podkreśla pani Barbara. Mieliśmy też wsparcie kapłana i ludzi z kręgu naszej wspólnoty, którzy ofiarowali za nas modlitwy Panu Jezusowi. Czuliśmy się otoczeni wielką opieką z ich strony.
- Urzeka mnie postawa Matki Bożej, pokornej Służebnicy Pańskiej, i Chrystusa, który przyszedł na świat nie po to, żeby Mu służyć, ale żeby nam służyć. Posłuszny, oddany, pełen miłości, miłosierdzia, przyszedł nas zbawić - mówi pan Jan. Naśladując św. Józefa, staramy się przykładać do obowiązków dnia codziennego. Życie Świętej Rodziny wypełnione było modlitwą, wykorzystujemy więc każdą wolną chwilę na modlitwę przed pracą, w czasie przerwy w pracy, podczas jazdy autobusem. Jeśli mamy jakieś trudności w małżeństwie, w rodzinie, podejmujemy pracę nad sobą, omadlamy sprawę, bo Bóg pomaga, jeśli powierzy Mu się problem.
- Nasze dzieci były w Oazie Dzieci Bożych, potem w oazie młodzieżowej. Są już dorosłe, na studiach, w miarę uformowane, doceniają, co dla nich robimy, nie mieliśmy z nimi większych problemów wychowawczych - zaznaczają małżonkowie. Wychowaliśmy dzieci, by teraz same mogły dokonywać wyborów, mając nadzieję, że to zaprocentuje, że pójdą tą drogą, który my wybraliśmy, że będą nadal we wspólnocie.
Pragnieniem pani Barbary i pana Jana jest poszerzanie kręgów Domowego Kościoła, pomoc w uświęcaniu innych, ewangelizują więc w parafiach, dając świadectwo na przykład podczas rekolekcji. - Potem mamy wiele podziękowań od młodzieży wkrótce wchodzącej w życie małżeńskie za dobre wskazówki, widzimy sens tej działalności, że są owoce tego świadectwa - mówią z zadowoleniem.
Alicja Trześniowska

źródło: Nasz Dziennik, Piątek, 30 grudnia 2005, Nr 304 (2409)

Komentarze :Dodaj komentarz
Brak komentarzy.
wszystkie komentarze
Odwiedzin :