Strona główna -> Dom i rodzina -> Błogosławiony czas


Maryja wychowywała się w społeczeństwie, w którym bardzo mocno ceniło się zarówno dar małżeństwa, jak i macierzyństwa. Dlatego zapewne, zgodnie z izraelską tradycją, przygotowywana była do życia małżeńskiego i rodzinnego. Można domyślać się, że, jak każda młoda dziewczyna i przyszła żona, snuła marzenia o własnej rodzinie oraz upragnionych synach i córkach. Jednak bez słowa sprzeciwu zrezygnowała z nich, by w pokorze podjąć się trudu Bożego macierzyństwa. Posłusznie przyjęła wolę Boga, który spośród wszystkich niewiast właśnie Ją wybrał na Matkę swojego jedynego Syna. Jej życie, pełne ufności i pokory, stało się nieustannym oczekiwaniem, stało się czasem Adwentu.

Maryja zanim powiła swego Syna w biednej, betlejemskiej stajence, „rozważała w swoim sercu" wiele ważnych spraw. Nie był to bowiem zwyczajny błogosławiony stan, bo też urodzić się miało Niezwyczajne Dziecko - Owoc miłości Stwórcy do człowieka. A jakież było Jego przyjście? Rodził się przecież Zbawiciel świata, Syn Boży, a więc ta wzniosła chwila powinna dokonać się tak, jak w pięknym apokryfie: „W tejże godzinie wszystko z bojaźnią pogrążyło się w wielkiej ciszy. Ustały wiatry, zatraciwszy swoje powiewy, znieruchomiały liście na drzewach, ucichło szemranie rzek, które zatrzymały się w swoim biegu, uspokoiło się burzliwe morze, zamilkło wszystko, co jest zrodzone z wody, nie ozwał się żaden głos ludzki - nastało wielkie milczenie. I samo niebo od tej chwili wstrzymało swój szybki bieg. [...]Dzieweczka stojąc wpatrzona w niebo, stała się jakoby śnieżnobiała. Gdy zaś pojawiła się Światłość, złożyła pokłon temu, którego ujrzała, że Go wydała. Samo zaś Dzieciątko wielce zajaśniało wokół niczym słońce, gdyż oto właśnie pojawił się pokój łagodzący wszystko. [...] Światłość, która się narodziła, pomnażała się i blaskiem swoim przyćmiła blask słońca. Ta zaś jaskinia napełniła się oślepiającym światłem i najsłodszym zapachem. Światłość owa pojawiła się tak, jak spada z nieba na ziemię rosa, woń zaś przewyższała wszystkie zapachy olejków. Owa zaś światłość, powoli koncentrując się, stopniowo upodabniała się do dzieciątka, aż w końcu stało się dzieciątkiem takim, jakim zwykle rodzą się dzieci. [...] Nie było na nim jakiegokolwiek brudu, było natomiast czyste na całym ciele, jakby skąpane w rosie Boga Najwyższego, (fragment Apokryfu Nowego Testamentu według tłumaczenia ks. prof. dr. hab. Marka Starowieyskiego).
Rzeczywistość wyglądała jednak zupełnie inaczej: biedna stajenka, siano, osioł i bydlęta... nie brakowało tylko czułego i ciepłego matczynego dotyku, ogromu Jej miłości i radości.

Najcudowniejszy dar Boga dla ludzkości

Macierzyństwo jest jednym z najwspanialszych darów, jakie ludzkość otrzymała od Boga, jest też podstawowym powołaniem kobiety, jakim Stwórca ją obdarzył. Bycie matką wymaga od kobiety nie tylko odpowiednich predyspozycji fizycznych. Stwórca obdarzył ją bardzo szczególną strukturą psychiczną, a także specyficzną wrażliwością narządów zmysłów.
Słowo „macierzyństwo" jednoznacznie kojarzy się z ciepłem mamy, troskliwością, dotykiem jej rąk, które każdego ranka i wieczoru błogosławiły; częstym i radosnym uśmiechem, dobrym słowem i umiejętnością pocieszania w każdej sytuacji. Macierzyństwo to matczyne serce, dobre dla wszystkich bez wyjątku, które nigdy nie przestało kochać i zawsze umiało przebaczać.
Takiej macierzyńskiej miłości doznałam. Dziś jestem świadoma, że wszystko to, co posiadam najcenniejszego w swojej osobowości, zawdzięczam swojej mamie. Ona zawsze prowadziła mnie do Boga, nauczyła bezgranicznie kochać Maryję. Jej pochylona, klęcząca i rozmodlona postać ukazywała mi miłość do Boga, Ojczyzny i ludzi. Nauczyła mnie, jak być dobrą i mądrą matką. Taki ideał matki próbuje się dziś ośmieszyć w imię tzw. rozwijającego się postępu kulturowego i cywilizacyjnego, oraz „wyzwolenia kobiety". Fakt, żyjemy w wyjątkowo cynicznej dobie, gdy kobietę za wszelką cenę próbuje się obedrzeć z jej godności i wewnętrznego piękna. Na szczęście tej narzucanej na siłę modzie ulega tylko pewien procent płci pięknej. Nie brakuje w naszym społeczeństwie wspaniałych kobiet i matek, które zasługują na głęboki szacunek. Jest też naprawdę mnóstwo ludzi, którzy czynią bardzo wiele dla ratowania godności i piękna macierzyństwa. Jednak nie pokazuje się tego szerokiej społeczności, gdyż zdecydowana większość mediów funkcjonuje według zasady: dobro jest niemedialne!

Stworzona, by obdarowywać miłością macierzyńską

Jan Paweł II w książce „Miłość i odpowiedzialność" zwrócił uwagę na bardzo ważny aspekt macierzyństwa. Pisze m.in.: „macierzyństwo nie ogranicza się jednak tylko do funkcji biologicznej, ale sięga głębiej. Polega one także na «rodzeniu» w sensie duchowym. [...] Macierzyństwo duchowe jest cechą charakterystyczną dojrzałości wewnętrznej kobiety. Do takiego wymiaru bycia osobą i zarazem bycia w pełni kobietą jest powołana każda kobieta".
Macierzyństwo duchowe charakteryzuje się obdarowywaniem życia drugiego człowieka kobiecą miłością, obecnością oraz nieustającą troską. Macierzyństwo biologiczne, jak i duchowe, dla większości kobiet jest źródłem szczęścia. A kobieta szczęśliwa i dojrzała - jak słusznie podkreśla ks. Marek Dziewiecki - jest największym bogactwem i skarbem tej ziemi oraz najwspanialszą podporą mężczyzny w budowaniu cywilizacji miłości. Szczęście matki automatycznie promieniuje nie tylko na jej potomstwo, ale na całą rodzinę. Jednak niektóre kobiety nie mogą liczyć ani na męża, ani na swoją rodzinę. Mogą za to liczyć na osoby świeckie i duchowne, które nie bacząc na przeciwności i złośliwości, zabiegają o ich godne i radosne macierzyństwo. Dzięki tym osobom powstają domy samotnej matki, gdzie schronienie i opiekę znajdują kobiety, które nie znalazły w swoich rodzinach i środowiskach zrozumienia oraz akceptacji dla błogosławionego stanu. W nich znajdują też ratunek dziewczyny i kobiety, które próbuje się zmusić do aborcji. Te ich indywidualne dramaty nie są jednak w stanie przytłumić radości macierzyństwa.
Mówiąc o macierzyństwie, maluje się przed naszymi oczami sielski, zresztą jak najbardziej prawidłowy, obraz kobiety przytulonej do męża, który dzielnie ją wspiera w niełatwych miesiącach, kiedy pod jej sercem rozwija się mały człowiek. Zarówno nienarodzony, jak i jego matka potrzebują bezustannej troski i poczucia bezpieczeństwa. Przed i po porodzie najbliżsi powinni młodej matce stworzyć atmosferę zrozumienia, podkreślać doniosłość jej macierzyństwa. Nie jest odkrywczy fakt, że matki, które w okresie porodu korzystają z silnego, emocjonalnego i fizycznego wsparcia najbliższych, rzadko ulegają depresji poporodowej oraz mają niższe wskaźniki poziomu lęku i niepokoju. W efekcie o wiele łatwiej radzą sobie z obowiązkami macierzyńskimi i po prostu cieszą się cennym darem.

Twoje serce bije pod moim sercem

Każdą, nawet najtwardszą przeciwniczkę macierzyństwa, kruszy dźwięk, który wydobywa się podczas badania KTG. Podczas jego trwania po policzkach większości mam płyną łzy wzruszenia. Słyszą bicie serca swojego dziecka. Dla niego także nie ma piękniejszych odgłosów niż dźwięk bijącego serca matki. Dlatego jednym z najważniejszych momentów po narodzinach jest położenie maleństwa na brzuchu mamy, blisko serca. Dziecko doskonale zna jej zapach i głos. Ciepło jej skóry ogrzewa dziecko do odpowiedniej temperatury, tej, w której żyło przez ostatnie dziewięć miesięcy. Mały człowiek, leżący na brzuchu mamy, rzadko płacze, a odruch pełzania umożliwia mu „zdobycie" piersi, z której popłynie ciepłe mleko. Ten pierwszy kontakt jest niezwykle istotny dla późniejszych relacji, chroni przed zaburzeniami w psychice matki, jak i dziecka. Tym pięknym chwilom coraz częściej mogą towarzyszyć ojcowie, dzięki czemu tworzą się wspaniałe, wzajemne, silne więzi. Ponadto mężowie i ojcowie, żywo zaangażowani w pełnienie funkcji rodzicielskich, głębiej i z należnym respektem oceniają wartość macierzyństwa.

Coraz mniej porodów

Jeszcze niedawno lekceważono głos Kościoła katolickiego w Polsce, że Polska umiera, bo rodzi się coraz mniej dzieci. Nie jest już, niestety, tak jak napisał ks. Jan Twardowski: „pchają się na ten świat nowi ludzie drzwiami i oknami". Zbyt konsumpcyjne i wygodne podejście do życia powoduje, że młode mężatki coraz częściej i na coraz dłużej zamykają drzwi i okna w obawie przed nadejściem „nowych ludzi". Obecnie rodzeniu dzieci nie sprzyja też rynek pracy. A na dodatek, w wyniku wprowadzenia przez rząd antyrodzinnej ustawy, rozpada się wiele dobrze funkcjonujących rodzin. Tym, którzy przyczyniają się do starzenia naszego społeczeństwa jak wyrzut sumienia powinny grzmieć słowa Prymasa Tysiąclecia kardynała Stefan Wyszyńskiego: „Obywateli nie produkuje się w fabrykach; to w rodzinie, pod sercem matki, kryje się naród". Jan Paweł II upomina: „nie może być autentycznej osoby ludzkiej bez autentycznej rodziny, a społeczeństwo, «rodzina rodzin», nie może funkcjonować bez mocnych i zdrowych rodzin". Natomiast Charles de Gaulle powtarzał: „Jeżeli jesteś biedny, nie masz innej możliwości, musisz zainwestować w rodzinę!" Dzięki tak prowadzonej polityce prorodzinnej Francja, zniszczona i osłabiona działaniami II wojny światowej, zaznała trzydziestu lat imponującego rozwoju.
Przeciw takiej polityce, niestety, prócz naszego rządu występują także walczące feministki, czy, jak ktoś woli, tak zwane kobiety wyzwolone. Wmawiają, że współczesna kobieta powinna przede wszystkim dbać o swoją karierę zawodową, myśleć tylko o sobie, a z życia czerpać jak najwięcej przyjemności. Według nich nie warto komplikować sobie życia rodzinnymi obowiązkami, garnkami czy pieluchami.
Współczesny świat kobietę - symbol miłości macierzyńskiej - chce usilnie zmienić w symbol egoizmu i seksu. W imię tak zwanej kobiecej wolności żąda się prawa do aborcji i wmawia się, że syndrom poaborcyjny jest wymysłem „kościelnych dewotek". Co innego mówią ogólnoświatowe badania. Według nich 56-65 procent kobiet po aborcji przejawia skłonności samobójcze, z tego 28-31 procent podjęło próby samobójstwa, a 18 procent więcej niż raz. 65 procent stosuje przemoc wobec swoich dzieci. O ile psychiatrycznie leczy się trzy procent ludności, to wśród kobiet po aborcji wskaźnik ten wynosi aż 25 procent.
Według oficjalnych danych WHO, przez wielu uważanych za zaniżone, każdego roku na świecie dokonuje się 53 milionów aborcji! Czyżby przyszłość rodu ludzkiego miała zależeć od kobiet, które, jak Ewa, będą żywiły świat zatrutym pokarmem iluzji i grzechu?!

Siła macierzyńskiej miłości

Trzeba jednak mieć nadzieję, że przyszłość świata będzie zależeć od kobiet, które jak Maryja będą promieniować Bożą prawdą i miłością.
Taką kobietą była błogosławiona Matka Teresa, która Bożą miłością karmiła odrzuconych. Co potrafi zdziałać prawda i miłość i jaką siłę posiada miłość macierzyńska, ukazała Stanisława Leszczyńska, położna z Oświęcimia. Dzięki swojej chrześcijańskiej postawie była jedyną położną, która stanowczo sprzeciwiła się niemieckiemu rozkazowi uśmiercania noworodków. Uratowała i ochrzciła tysiące małych istnień. Inna niezwykła kobieta, święta Joanna Beretta Molla, ratując życie swojego nienarodzonego dziecka, skazała siebie na pewną śmierć. Ojciec Święty, wynosząc Joannę na ołtarze, powiedział: - Macierzyństwo może być źródłem wielkiej radości, ale może także stać się źródłem cierpień, a niekiedy wielkich zawodów. Wówczas miłość staje się próbą, czasem heroiczną, która wiele kosztuje macierzyńskie serce.
Dlatego wydaje się, że istotnym elementem współczesnej ewangelizacji powinna stać się rzetelna, ekspansywna promocja kobiety oraz jej daru macierzyństwa. Ideałem byłoby, gdyby życie każdej kobiety i każdej matki stało się odbiciem życia Maryi. Co prawda będzie to odbicie niezdarne i nieporównywalne z oryginałem, ale jednak będzie odbiciem najpiękniejszego Piękna Macierzyńskiej Miłości.


Małgorzata Musierowicz, matka czworga dzieci

- Szczerze mówiąc, byłabym człowiekiem zupełnie innym, na pewno gorszym i pod każdym względem uboższym, gdyby Opatrzność nie zechciała dać mi czworga dzieci. Ich przybycie sprawiło, że polepszył mi się charakter: nauczyłam się, co to odwaga, odpowiedzialność, poświęcenie i trud. Już sam moment urodzenia pierwszego dziecka odmienił moje widzenie świata; tak jakbym do tej pory żyła w ciasnym i ciemnym pomieszczeniu, którego ściany nagle znikły i zostałam zalana światłem radości i bezmiernego szczęścia. Było to tak radykalnie inne niż wszystko, czego zaznałam do tej pory, że długo potem litowałam się nad biednymi mężczyznami, którzy nigdy nie zaznają podobnie porywającego uczucia. Miałam też, za pierwszym razem, wrażenie, że moje serce nagle się obudziło do prawdziwego życia. W ogóle macierzyństwo wyraźnie się u mnie wiąże z pojęciem serca. Na przykład przed każdym kolejnym porodem zastanawiałam się, czy to nowe dziecko nie zabierze aby poprzedniemu należnej miłości. Miłości jednak starczyło dla wszystkich, podobnie jak sił i energii. Okazuje się, że ludzkie serce ma nieskończoną pojemność, to zaś, co dostajemy od Boga jako zadanie, jest w sam raz na nasze możliwości, a nawet może się okazać, że potrafimy dużo, dużo więcej, niż przypuszczaliśmy.

Maria Magdalena Czartoryska, matka ośmiorga dzieci

- Macierzyństwo to dar otrzymany od Boga i, jak wszystkie dary, zupełnie niezasłużony. Myślę, że nie ma kobiety, która w pewnym okresie swego życia nie myślałaby o dziecku i nie pragnęłaby go urodzić. Ja stoję w szeregu tych obdarowanych wiele razy i za każdym razem, kiedy czułam, że noszę w sobie nowe życie, było to coś wspaniałego, tajemniczego i absolutnie trudnego do opisania. Macierzyństwo to nie tylko radości. To także smutki i niepokoje: czy dam radę? Czy udźwignę? Czy urodzi się zdrowe? Te wszystkie pytania matka nosi w sobie i z nimi żyje. To także stałe zmęczenie na początku drogi, zasypianie na stojąco, to płacz dziecka nie wiadomo po co i dlaczego, to nagłe choroby i tysiące spraw z tym związanych. A później, kiedy już dorasta, niepokój - aby byt mądry, odpowiedzialny i nie krzywdził siebie i innych. Ta troska, jak sądzę, zostaje do końca życia, bo też macierzyństwo jest etatem „na zawsze", a nie „na chwilę". Inaczej wyobrażałam sobie kiedyś moje życie. Było w nim miejsce na pracę zawodową, podróże, zabawy, kształcenie się. Stało się jednak inaczej. Urodziłam ośmioro dzieci i na ich wychowanie poświęciłam ostatnie dwadzieścia pięć lat życia. Byt to czas bardzo trudny, ale i pełen satysfakcji. Ja uczyłam dzieci życia, a one uczyły mnie. Wiele spraw trzeba było od nowa przemyśleć i ustawiać jasno hierarchię wartości. I jeszcze jeden rodzaj macierzyństwa, którego już się uczę - to miłość do moich „nowych" dzieci, czyli zięciów i synowych. To miłość trudna, gdyż dotyczy osób już dorosłych i ukształtowanych. Macierzyństwo, którym zostałam obdarowana, jest wartością niewyobrażalną i gdyby jeszcze raz Bóg zechciał mnie obdarzyć dzieckiem, starałabym się zawołać „fiat voluntas tua", choć może nie zabrzmiałoby to tak dźwięcznie, jak ćwierć wieku temu.

www.opoka.org.pl

Komentarze :Dodaj komentarz
Brak komentarzy.
wszystkie komentarze
Odwiedzin :