Strona główna -> Dom i rodzina -> Kobiecość to szansa


Założenie rodziny to naturalne pragnienie wielu kobiet i mężczyzn. Mimo tak modnego i w pewien sposób lansowanego stylu życia tzw. singli rodzina nadal jest jedną z najwyżej cenionych wartości. Osoby, które z wyboru chcą same wieść życie, wolą nie wiązać się z drugą osobą, są zdecydowanie mniejszą grupą w stosunku do tych, którzy małżeństwo i rodzinę postrzegają jako drogę życiowego spełnienia, realizacji powołania. Jednak życie nie zawsze przynosi to, czego pragniemy, czego oczekujemy. Co wtedy? Czy traktować je jako przegraną, bo nie dostaliśmy tego, co było tak wielkim marzeniem, co było tak istotne? Czy za wszelką cenę, niemalże w panicznym lęku o swoją przyszłość starać się znaleźć tę drugą osobę?

Kobiecie, w której naturę tak silnie wpisane jest macierzyństwo, w której - jak mówi prof. Wanda Półtawska - "trudniej jest zapanować nad swoją kobiecością, gdyż jest poddana i niejako zniewolona swoją płciowością, nie umie żyć jako samodzielny człowiek, lecz jest zagubiona w ciągłym poszukiwaniu oparcia w mężczyźnie", z pewnością nie jest łatwo odnaleźć się w takiej rzeczywistości. Pewnie w tej sytuacji doświadczenia samotności wolałaby być inna, może bardziej męska. Jednak jest doskonałym dziełem Bożym (Mulieris dignitatem, 11). Jeśli jest przekonana, iż tak właśnie jest, jeśli w głębi siebie zgadza się na taki Boży porządek, uniknie wiele bólu, rozterek nawet, gdy na jej drodze nie stanie mężczyzna, będący dla niej umocnieniem, wsparciem, który otoczy ją troskliwą czułością. Przyjęcie takiej postawy pokory wobec Bożego planu przynosi wewnętrzny ład i pokój. Dotykamy dzięki temu tajemnicy życia, a zarazem tajemnicy kobiecości. Ona wymaga zgody i otwarcia się na to, czego pragnie Bóg. Przykładem, jak zagospodarować życie, jest Maryja. Gdy prześledzimy Jej postawę, Jej "fiat" wypowiedziane Bogu, dostrzeżemy, że była przebojową Dziewczyną, nie wiodła tuzinkowego życia, jak większość Jej rówieśniczek. Gdy usłyszała głos Boga, nie zawahała się przyjąć wcale niełatwej propozycji, nie licząc się z opinią innych. Maryja uczy bezkompromisowości w posłuszeństwie, które otwiera przed Nią drogę spełnienia. Chcąc przyjąć postawę Maryi, trzeba samej wejść w osobowy kontakt z Bogiem, by usłyszeć Jego głos. Potrzeba ciszy, czasu na modlitwę, ale też autentycznego zmierzenia się z własnymi myślami.

Odkrycie geniuszu kobiety
Ten czas może się wiązać z przeżyciem pewnego kryzysu, obumierania dotychczasowych planów, przeżyciem nocy duchowej. Niemniej jest czymś naturalnym w każdym pogłębionym życiu duchowym. Nie jest czymś charakterystycznym wyłącznie dla osób żyjących samotnie, które nie odnalazły jeszcze lub też nie poznają nigdy osoby, z którą mogłyby założyć rodzinę. Można więc przyjąć ten stan jako szczególną łaskę, dzięki której bardziej doświadczamy w naszym życiu Boga.
Jeśli ten czas przechodzimy z Chrystusem, stajemy się odnowieni i odkrywamy nowe zadania. Przez tę drogę podejmujemy pełniejsze "posiadanie siebie samych", a przez to, również i z psychologicznego punktu widzenia, możemy stać się bardziej dla innych, co tak mocno wpisane jest w kobiecość. Istotne jest kierownictwo duchowe, prowadzone przez kapłana albo też mądrą przyjaciółkę, mamę czy siostrę.
Pokonanie w sobie drogi pewnego nawrócenia, które dokonuje się tylko w pokorze, otwiera nowe możliwości, nowe plany, które realizujemy w swej kobiecości, bez odrywania się od swej natury, od swego odwiecznego przeznaczenia. Jakkolwiek indywidualnie byłoby ono postrzegane, na gruncie kobiecości zawsze będzie zawierało te same rysy charakterystyczne dla kobiety. Christine de Vollmer, współzałożycielka Papieskiej Akademii Życia, podkreśla często w swych wypowiedziach, iż współczesna kobieta jest powołana do tego, by tworzyć społeczeństwo, społeczność obywateli, niejako podnosić je na wyższy poziom. Jest do tego powołana fizycznie, ale też duchowo. Tę postawę Jan Paweł II określa geniuszem kobiety (Mulieris dignitatem 1988 r., List do kobiet, 1994 r.). Można i należy ją spełniać, nie tylko będąc matką biologicznie, chociaż nasza fizjologia przygotowana jest do pełnienia tej roli. Fenomen kobiety nie zamyka się wyłącznie na macierzyństwie pojętym jako zrodzenie własnego dziecka. Jan Paweł II mówi, iż kobieta ma za zadanie uświęcać siebie i innych. A to otwiera już szerokie pole, także - albo nawet przede wszystkim - tym kobietom, które mają więcej czasu na innego rodzaju działanie, które nie muszą poświęcać się tylko swojej rodzinie. Jeśli wsłuchujemy się w swoją kobiecość, na gruncie emocji, uczuć, odkrywamy coś, co stanowi o naszej tożsamości. Odkrywamy, iż chcemy, by świat, ludzie blisko nas byli lepsi, pragniemy im służyć. Jesteśmy potrzebne innym, ale też inni potrzebni są nam, do naszego rozwoju i spełnienia. Na tych zasadach opiera swe postulaty "nowy feminizm". Jak podkreśla prof. Półtawska - "nowy feminizm odnosi się właśnie do tej roli pomocniczej - [kobiety] chcą pomóc mężczyznom w realizacji pełnego człowieczeństwa, wnieść pierwiastek duchowy, który dopiero nadaje właściwą wartość osobie ludzkiej, chcą wychować człowieka na obraz i podobieństwo Boga". Pomoc mężczyźnie nie oznacza przejęcia jego ról - on ma do zrealizowania inne zadanie - bycie ojcem. Nic go nie zwalnia z podjęcia tej roli w wymiarze duchowym. A jeśli decyduje się na drogę małżeństwa i rodziny, staje się jej opiekunem na wzór św. Józefa (pełniej do tego zagadnienia odnosi się w dodatku "W Rodzinie" Jacek Pulikowski).

W samotności dla innych
Poznając siebie, możemy coraz szerzej i szczodrzej otwierać się na potrzeby innych. Dla samotnej kobiety bardzo cenne są bliskie znajomości - przyjaciele, rodzina. Kontakt z nimi, z ich dziećmi zaspokaja naturalne potrzeby kobiety - jej pragnienie obdarowywania sobą. Małe dziecko ma w sobie tyle rozbrajającej niewinności, że jakby samo się je kocha. Nawiązanie z nim serdecznej relacji jest czymś naturalnym, chcemy, by nas polubiło, chcemy wejść w relacje z nim. Ile mamy chrzestnych dzieci, w jakiś sposób przecież też nam powierzonych? Poprzez utrzymywanie kontaktu z nimi odciążymy w pewien sposób rodziców. Dla młodych mężatek taka pomoc jest nieraz bezcenna, dzięki temu mają trochę czasu dla siebie. Ale też i same zyskujemy. Najzwyczajniej w świecie mamy możliwość kochać te dzieci, rozmawiać z nimi, przytulić je, jesteśmy przez to bardziej kobiece. W pewnym sensie dziecko wpływa na nas terapeutycznie. Jednak trzeba też utrzymywać granice, by życie jednej rodziny czy nawet kilku nie stało się naszym życiem. Znam kobiety, panny, które adoptowały dzieci. Dla dzieci na pewno jest to lepsze rozwiązanie niż dom dziecka. Jednak na pewno nie jest to droga dla wszystkich kobiet, trzeba rozważyć, czy mamy wystarczająco dużo czasu, by w pojedynkę zaopiekować się dzieckiem, czy jesteśmy w stanie sprostać wychowaniu dziecka. Poza tym nie zamykamy się też na poznanie mężczyzny i trzeba wiedzieć, że ów ktoś, choćby najbardziej szlachetny, nie zawsze musi spełniać "warunki" rodzica adopcyjnego.
Na polu rodzinnym mamy więcej czasu, by zaopiekować się rodzicami. Nawet przy licznym rodzeństwie - zamężnych siostrach i żonatych braciach, to właśnie dzieci, które są same, nie mają własnych rodzin, najczęściej sprawują opiekę nad rodzicami, nawet jeśli mieszkają poza rodzinnym domem. Czas dla rodziców można wykorzystać w pewnym sensie na umilanie im ich starości - poszukiwanie form spędzania wolnego czasu, dobrego kina, teatru, wybranie wartościowych filmów do obejrzenia w domu, na wyborze książek do przeczytania, albo jeszcze lepiej książkowych nagrań, by nie męczyć wzroku. To też wymaga zaangażowania i przynosi spełnienie w miłości.

Kogo naprawdę chcę poznać?
Pamiętamy, iż nie zamykamy się na swoje życie, także na własne małżeństwo. Chcemy poznać kogoś wartościowego, z kim mogłybyśmy dzielić życie. Warto doprecyzować swoje oczekiwania wobec osoby, którą chciałybyśmy poznać, zanim jeszcze do tego dojdzie.
Jako kobiety jesteśmy bardziej elastyczne od mężczyzn, na więcej rzeczy się zgadzamy, na więcej przymykamy oczy. Taka postawa jest niekwestionowaną zaletą, jednak może rodzić pewne zagrożenia. Jeśli zależy nam na zbudowaniu związku na dobre i złe, podstawowym kryterium jest zachowanie czystości. To próba "wytrzymałości", szczególnie dla mężczyzny. Ale trzeba na nią patrzeć nie jako na ograniczenie, ale jako na otwarcie na "coś więcej" w miłości. Czystość zakłada pewną filozofię życiową - wiem, jak ważny/ważna jesteś dla mnie, dlatego chcę być dla ciebie darem, a w pełni darem osobowym mogę stać się w małżeństwie. Język ciała, wyraz jednoczącej i wyłącznej miłości, jest zarezerwowany tylko dla małżeństwa.
Jednak i taka czysta znajomość bywa nieraz pułapką. Warto wziąć sobie do serca słowa Matki Teresy z Kalkuty, która radząc pewnej dziewczynie, by ta nie wchodziła w związek małżeński z mężczyzną niepotrafiącym poradzić sobie z samym sobą - powiedziała: "Małżeństwo nie jest instytucją pomocową!". W ustach misjonarki miłości, która przez całe swe życie pomagała innym, słowa te brzmią bardzo wymownie. Ktoś powie: przecież małżeństwo jest właśnie po to, by sobie pomagać, wspierać się wzajemnie. Trzeba postawić sobie pytanie, na ile jesteśmy w stanie udźwignąć czyjąś, nieraz chorą, osobowość, czasem niezdolną do więzi. I czy o to właśnie w małżeństwie chodzi?! Kobiety przeżywają niemalże całą sobą jakieś problemy. Jeśli coś jest dla nich trudne do pokonania, angażują się całkowicie w rozwiązanie tej jednej sprawy. Wszystko inne - praca, nauka, rozwój osobisty, staje się mało ważne. U mężczyzny tymczasem jedno pole, które nie funkcjonuje jakby tego sobie życzył, nie przekreśla innych pól, na których znakomicie sobie radzi.
Często mężczyzna chce pozostawić szerokie pole dla siebie, a kobieta to dla niego tylko nobilitacja społeczna, bo w pracy zyskałby prestiż, posiadając u boku przykładną żonę. Taka żona staje się dla niego tylko narzędziem, jest traktowana przedmiotowo, bo ma służyć wyraźnie na zewnątrz dobrą prezencją, ale czy czymś więcej? Nie ma tu mowy o obdarowaniu, o przyjęciu drugiej osoby i prawdziwym oddaniu się jej. Często utrzymane są pozory miłości, bo ten mężczyzna szanuje czystość dziewczyny. Lecz czy jest gotów, by założyć rodzinę? Dlatego to kobieta pierwsza powinna stawiać wymagania, pytać: jeśli teraz nie wiesz, czy chcesz, bym była twoją żoną, to czy będziesz wiedział w przyszłości. Po roku, nawet krótszym czasie, ta kwestia powinna być wyjaśniona. Zawsze kobieta cierpi bardziej, a po takim długotrwałym "narzeczeństwie" wychodzi bardziej poraniona. Potem potrzebuje wiele czasu na wypłakanie, w pewnym sensie żałobę. Pewnie będzie musiała zmierzyć się z ciemną nocą, o której pisał św. Jan od Krzyża. I dobrze, musi się oczyścić z tych emocji, by znów prawdziwie być. Łatwiej jest przejść tę drogę rozstania, gdy rozumie się czyjeś zachowanie. Taką mamy konstrukcję, że poznanie przyczyny pozwala zrozumieć, zaakceptować, pogodzić się. Ale bywa, że tej odpowiedzi nie można uzyskać. Wtedy jest trudniej, ale też nie można za wszelką cenę starać się wyjaśniać, np. kontaktując się z takim mężczyzną. Wtedy potrzebne jest przebaczenie z Krzyża - jak Pan Bóg przebaczył ludziom, i to przebaczenie przychodzi, zwłaszcza jeśli go pragniemy i jeśli o nie prosimy w modlitwie. Czas jest również bezcennym lekarzem. Nawet jeśli jest to jakiś ogromny ból, trzeba go oswoić, by nie decydował o naszych odniesieniach do innych, do siebie samego. Najtrudniej zawsze jest przebaczyć sobie, przebaczyć, że nie postąpiło się inaczej, że szybciej nie zakończyliśmy tej toksycznej znajomości. Warto też zadać sobie pytanie, na ile byliśmy w stanie inaczej postąpić? Czy ów ktoś nie pracował na nasze reakcje, na naszą emocjonalność? Dobrze przebyta żałoba pozwala wejść w nowy związek, może zaowocować wspanialszą znajomością, w której zaczniemy dostrzegać więcej dobrych stron. Wewnętrznie czujemy się silniejsi, bo przecież udało się pokonać coś, co wydawało się nie do pokonania. Niemożliwe stało się możliwe.
Taka przemiana rodzi postawę większej ufności i wdzięczności wobec Pana Boga. Przynosi nadzieję, że cokolwiek by się nie działo, nie jesteśmy sami.

Gotowe na związek
Jeśli więc j esteśmy gotowe na nowy związek, warto zastanowić się, gdzie można poznać wartościowych ludzi - podkreślam: wartościowych. Tych nie poznaje się na dyskotekach czy portalach randkowych. Wiele pomysłów na poznanie drugiej osoby podsuwa Dawn Eden w książce "Dreszcz czystości".
Nie bez znaczenia jest też zadbanie o swój wygląd. Święty Franciszek Salezy podkreśla, że panny powinny szczególnie zadbać o swój wizerunek, więc przed wyjściem, zanim przyjdzie ochota, by założyć wygodne dżinsy, zastanówmy się, czy nie lepiej założyć coś, w co nie ubiera się wiele kobiet. Może potrzebny jest gruntowny remanent ubrań i oddzielenie tych, w których wyglądamy po prostu ładnie, od tych, których zdecydowanie nie powinnyśmy zakładać.
Nikt nie daje nam gwarancji na to, że odnajdziemy tę drugą osobę, by stworzyć z nią sakramentalny związek małżeński. Jednak zawsze możemy pięknie przeżyć swoje życie, wykorzystać szansę, jaką daje kobiecość.
Maria Zagórska
"Nasz Dziennik" 2009-02-25

Komentarze :Dodaj komentarz
Brak komentarzy.
wszystkie komentarze
Odwiedzin :