Strona główna -> Dom i rodzina -> Singiel to nie powołanie


Wydaje się, że obecne zjawisko życia w samotności trochę różni się od typowego starokawalerstwa i staropanieństwa. Zasadnicza różnica - w mojej ocenie - polega na celowym lansowaniu takiego stylu. Rozumiem, że można tworzyć kluby samotnych, portale internetowe, może spotykać się, poznawać, ale ponad takie zachowania wypływa jeszcze wyraźnie dostrzegana ideologia "singlowania". Zdaję sobie sprawę, że wcześniej ktoś samotnie nie chciał się z tym obnosić, chwalić, raczej przeżywał taki stan w samotności. Dzisiaj odważniej patrząc na to zjawisko, nie widzi się powodów, dla których nie można by było o tym rozmawiać. Przełamano pewne normy kulturowe i nie musi to być złe. Ale jest jeszcze warstwa owej ideologii, mody. Z jednej strony jest to próba ucieczki od smutnych odczuć, ale z drugiej - może świadome budowanie modelu, który ma być alternatywą dla trwałego związku małżeńskiego.

Zastanawiając się nad przyczynami wzrostu liczby osób decydujących się na taki styl życia, można stwierdzić, że niektórzy ulegają modzie, trendom, z powodów czysto egoistycznych wolą żyć w pojedynkę. Ale jest też zapewne grupa, która została w jakiś sposób okaleczona, zraniona, u której coś spowodowało niechęć albo lęk przed małżeństwem, trwałym zobowiązaniem. Już dużo wcześniej dostrzegano, że osoby wywodzące się z rodzin dotkniętych problemem alkoholu, rozbitych, niepełnych, stosujących przemoc czy obciążonych różnymi dramatami życiowymi miały większe problemy ze znalezieniem życiowego partnera. Jednak obecnie wzrastająca liczba singli potwierdza przede wszystkim głęboki kryzys małżeństwa i rodziny. Według mojej oceny, jest to pierwsza i główna przyczyna zarówno plagi wolnych związków, jak i życia w samotności.

Powołani do małżeństwa
Nosimy w sobie naturalne pragnienie życia w małżeństwie, jesteśmy genetycznie "zaprogramowani" także na formę egzystencji. Jan Paweł II w "Liście do rodzin" pisał: "Jednakże żenić się i wychodzić za mąż jest podstawowym powołaniem człowieka, przyjętym przez większość członków Ludu Bożego" (p. 18). Podobne treści znajdujemy w innych źródłach: "Sam Bóg jest stwórcą małżeństwa obdarzonego różnymi darami (...). Skłonność do małżeństwa jest ludziom wrodzona" (z dokumentu Papieskiej Rady Rodziny: "Rodzina, Małżeństwo i 'wolne związki'", p. 32); "Małżeństwo mężczyzny i kobiety stanowi centralny element składowy wszystkich bez wyjątku ludzkich społeczności. Monogamiczny, trwający całe życie związek, jest również uniwersalną normą kulturową" (Gary Chapman, Pory roku w małżeństwie, Warszawa, 2007 r., s. 12).

Strach jest złym doradcą
Z jednej strony bardzo cenimy życie rodzinne, a z drugiej - boimy się go podejmować. Dlaczego? Czy komuś zależy na takim wypaczaniu czystych mechanizmów i zależności? Może tak, ale główna przyczyna ucieczki od małżeństwa i trwania w samotności, albo w wolnym związku, to lęk przed małżeństwem, przed dramatami z nim związanymi (!). Od kilku lat znacznie wzrasta liczba rozwodów (42 tys. w 2000 r. i 71 tys. w 2006 r.). Dzieci dorastające w związku, który zakończył się tym dramatem, w przyszłości podświadomie uciekają przed trwałym związkiem, nie chcąc przeżywać podobnych cierpień jak ich rodzice. Podobnie reagują osoby, których rodzice nie rozwijali głębokich więzi uczuciowych między sobą. Często nie jest się w pełni świadomym takich zachowań, ale są one bardzo głębokie i determinujące.

Pokażmy, jak piękne jest życie w rodzinie
Przywoływany już Jan Paweł II w 1997 r. w Zakopanem powiedział: "Jeśli chcecie obronić wasze dzieci przed demoralizacją i duchową pustką, które proponuje świat przez różne środowiska, a nawet szkolne programy, otoczcie je ciepłem waszej rodzicielskiej miłości i dajcie im przykład chrześcijańskiego życia" (Zakopane, 7 czerwca 1997 r.). Są to wyjątkowe słowa i bardzo często do nich odwołuję się w moich doświadczeniach rodzicielskich i w czasie spotkań z rodzicami. Twierdzę, że jest to nieomylna reguła wychowawcza. Mówiąc o duchowej pustce, Papież ukazuje nam każdy aspekt utraty sensu doczesnych wartości, łącznie z poczuciem samotności, lękiem przed przyszłością, przed wchodzeniem w trwałe związki. Ale jednocześnie daje genialną receptę: "Otoczcie je ciepłem waszej rodzicielskiej miłości". Nie chodzi w tym wyrażeniu tylko o miłość rodziców do dziecka, lecz o jakość miłości rodziców względem siebie. Dużo wcześniej w Kielcach Jan Paweł II powiedział: "Podstawą prawdziwej miłości do dziecka jest autentyczna miłość między małżonkami" (Kielce, 3 czerwca 1991 r.). Zapewniają nas o tym także inne źródła: "Osoby negatywnie oceniające powodzenie małżeństwa rodziców są bardziej napięte, zahamowane emocjonalnie oraz skoncentrowane na swej inności; cechuje je bierność i tendencja do wycofywania się z wielu różnych sytuacji społecznych; utrzymują mniejszą liczbę kontaktów i związków z ludźmi, a związki te są mniej satysfakcjonujące i nie dają poczucia oparcia; charakteryzują się obniżonymi możliwościami w podejmowaniu i planowaniu swoich działań, prac; mogą też mieć trudności w mobilizowaniu energii i wytrwałości w realizowaniu podjętych zobowiązań (Agnieszka Gałkowska, Zasięg oddziaływania jakości małżeństwa rodziców na dzieci w ich dorosłym życiu, "Małżeństwo i Rodzina", nr 1, styczeń-marzec 2002 r.).
Zapewne są to bardzo bolesne prawdy, ale w swojej najgłębszej istocie pierwszą przyczyną rozprzestrzeniania się stylu życia w pojedynkę jest głęboko zakorzeniony w podświadomości lęk przed trudnościami wynikającymi z życia w małżeństwie. Ta przyczyna stoi także u podstaw kryzysu ojcostwa, ucieczki mężczyzn przed odpowiedzialnością za zrodzenie i wychowanie potomstwa.

Jakie są drogi wyjścia?
Bez wątpienia ciągła degradacja wartości małżeństwa, wartości nierozerwalności tego związku, wypaczanie jego istoty, będzie najmocniej przez wiele kolejnych lat przyczyniała się do powiększania się ilości singli i singielek. Nie możemy jednak poprzestawać na rozumieniu przyczyn. Trzeba nade wszystko pomagać młodym ludziom w odkrywaniu wartości trwałego, heteroseksualnego, monogamicznego związku mężczyzny i kobiety. Najpierw, chcąc pomóc młodym ludziom, należy pomagać małżeństwom ich rodziców. Owszem, na różny sposób osłabia się poziom piękna małżeństwa, ale w swojej istocie ono takie jest, bo takim stworzył je Bóg. Trzeba wykorzystywać każdą okazję do "reklamowania" piękna, świętości, nierozerwalności tego związku. Jest ku temu okazja w czasie każdej Mszy św., ale także poprzez kongresy, prasę, literaturę. Bardzo ważnym sposobem wspierania małżonków jest regularne odnawianie przyrzeczeń małżeńskich w parafiach. Degradowanie wartości trwałości małżeństw przez szerzenie mentalności prorozwojowej następuje z dużą intensywnością, trzeba więc równie intensywnie i na wiele sposobów pokazywać piękno małżeństwa. Pragnąc pomóc bezpośrednio młodym ludziom, trzeba stosować podobne możliwości. W każdy dostępny sposób można propagować wartość małżeństwa. Myślę, że w zakresie działań związanych z duszpasterstwem młodzieży (na wszystkich szczeblach) priorytetem na wiele najbliższych lat powinna stać się ta tematyka. Młodzież chce i potrzebuje tych treści. Miałem okazję uczestniczyć w Ogólnopolskim Forum Młodych zorganizowanym we Wrocławiu przez Koło Teologiczne Alumnów przy Papieskim Wydziale Teologicznym na temat "Małżeństwo - wolność czy kajdany". Spotkania odbywały się w Sali Papieskiej Wydziału. Prawie na wszystkich wykładach było średnio ok. 1000 osób (!). Adresatami forum była młodzież akademicka Wrocławia. Ta ogromna frekwencja i duża ilość bardzo wartościowych pytań po wykładach potwierdziły, że we wnętrzu każdego młodego człowieka tkwi naturalne ukierunkowanie na trwałe małżeństwo. Trzeba im tylko pomagać w odkrywaniu tego powołania. Podobnych inicjatyw powinno być jak najwięcej.

Trudności nie determinuj
Wśród wielu treści adresowanych do młodych ludzi nie może zabraknąć recepty na radzenie sobie ze zranieniami powstałymi z powodu negatywnego obrazu małżeństwa ich rodziców. Każdy z nas, przyglądając się jakoś relacji w związku rodziców, może odkryć, że jest obciążony czymś, co przeszkadza w budowaniu właściwych relacji i trwałych związków. Nie chodzi o obwinianie rodziców, tylko o stawanie w prawdzie. To jest konieczny początek. Trzeba to sobie jasno powiedzieć: "w małżeństwie moich rodziców nie było idealnie [nazwać też konkretne zło]. Jestem więc zraniony (a), ale to nie musi mnie zniewalać, nie musi przesądzać o mojej przyszłości". Po dostrzeżeniu tego problemu trzeba oddać go Bogu. Najpierw należy w sercu przebaczyć rodzicom, prosząc Boga o to, by ten akt był szczery i pełny. Następnie należy rozpocząć proces intensywnej modlitwy do Boga o uleczenie swojego wnętrza, o "regenerację" ubytków w mojej osobowości, o pomoc w odkryciu piękna swojej natury. I w tym momencie można już zacząć intensywną modlitwę o znalezienie właściwej osoby, z którą zbuduje się piękne, szczęśliwe małżeństwo. Zapewniam, że nasz dobry Ojciec bardzo chce nas wspierać na tej płaszczyźnie. On w pełni rozumie, że droga do szczęścia na ziemi wiedzie przez małżeństwo, że ono jest podstawowym miejscem realizacji głównego zadania, jakim jest stawanie się na Jego obraz i podobieństwo przez realizację miłości (kapłaństwo i życie konsekrowane jest rezygnacją z małżeństwa). Współpraca z Bogiem na tej płaszczyźnie zawsze przynosi piękne efekty, potrzebna jest tylko wytrwałość i cierpliwość.
Szanuję osoby, które wybierają drogę życia w samotności. Proponuję im jednak zastanowienie się, refleksję, czy jest to w pełni świadomy wybór, niewynikający z ucieczki, z egoizmu, lęku. Proponuję wyciszenie się i zadanie sobie pytania: czego tak naprawdę, w głębi swojego wnętrza, pragnę? Myślę, że w ciszy swojego pokoiku, może w czasie samotnego spaceru po lesie, każdy łatwo dostrzeże, że jest w nim pragnienie kochania drugiej osoby i bycia przez nią kochanym. Każdy z nas ma to w sobie. Warto iść za tym głosem i zapraszać Boga do współpracy na płaszczyźnie poszukiwania ukochanej, ukochanego.
Mieczysław Guzewicz

"Nasz Dziennik" 2009-02-25

Komentarze :Dodaj komentarz
Brak komentarzy.
wszystkie komentarze
Odwiedzin :