Chcąc rozbudzić w sobie pasję wiary chrześcijanin wezwany jest do zaangażowania się w proces "powstawania ze snu".

Sen od dawien dawna kojarzony jest z biernością człowieka, nie wymaga bowiem od niego ani czujności woli, ani światła rozumu. Jest w nim tylko "pamięć" minionych chwil. Powstać ze snu to znaczy wstać, by realizować obraną wcześniej intencję, tak jak np. William Booth, założyciel Armii Zbawienia, który wołał: "Dopóki kobiety płakać będą jak dzisiaj - będę walczył. Dopóki małe dzieci będą głodne jak dzisiaj - będę walczył. Dopóki ludzie będą więzieni - będę walczył. Dopóki pozostanie jeden pijak - będę walczył. Dopóki jedna biedna dziewczyna pozostanie na ulicy - będę walczył. Dopóki pozostanie jedna dusza pozbawiona światła Boga - będę walczył. Będę walczył do końca!" By zatem urzeczywistnić takie wewnętrzne przekonanie, potrzeba zapalić w sobie iskrę zapału, która pochłonie całego człowieka wraz ze wszystkimi jego władzami i możliwościami. W praktyce nie jest to proste, ale możliwe.

Oto propozycja czterech kroków, dzięki którym każdy, kto będzie chciał dojść do pasji wiary, może w sobie zapalić iskrę zapału.

Usunąć znudzenie.

Nuda to niemiłe uczucie, spowodowane zwykle bezczynnością, brakiem interesującego zajęcia, brakiem wrażeń, monotonią życia.

W wielu osobach tkwi cząsteczka przekonania, że wiara jest czymś nudnym, bowiem sprecyzowane prawem i liturgią zachowania w kościele, ciągle te same modlitwy ustne w odklepywanym pacierzu czy świątynny patos pasterzy nie są w stanie wypełnić spragnione świeżością serca wyznawców. Co z tym zrobić? Jest na to rada: odkryć w wierze dar świętowania!

Święto to pieśń dobywająca się z naszego zakątka spontaniczności. Święto to szczególna okazja do oddania chwały Zbawicielowi, okazja do nowej formy modlitwy (innej niż do tej pory), okazja do radości z przeżywania braterskiej wspólnoty. Świętowanie porusza stojące powietrze znużenia i smutku oraz rozpala upragniony entuzjazm. I wcale nie chodzi o jakiś stan wielkiego uniesienia, ale o nowość relacji z Bogiem i z braćmi w wierze.

Przezwyciężyć zwątpienie.

Często nie udaje się nam przeżyć prawdziwego świętowania, ponieważ wątpimy w sens naszych zabiegów. Wygląda to tak, jakby człowiek tylko swoim własnym wysiłkiem miał coś osiągnąć, a jeżeli jest słaby i mu się nie udaje, to szybko się wycofuje. Nadzieja takiego człowieka ogranicza się tylko do oczekiwania. Czeka, by spełniły się pragnienia jego serca. W takim stanie oczekiwania tracimy dużo czasu, przeżywamy frustracje z niespełnienia i często popadamy w zwątpienie. Tymczasem chrześcijańska nadzieja nie ma nic wspólnego z przyszłością, ona dotyczy teraźniejszości. Jest ona całkowitym zawierzeniem Bogu w chwili obecnej. "Gdy wstydzę się przeszłości, a przyszłości nie widzę, jako człowiek wierzący mogę wznieść moje ręce i serce do Boga, do nieba i wiem, że ono jest dla mnie zawsze otwarte" (ks. Edward Staniek). Taka postawa przezwycięża zwątpienie i prowadzi do rozradowania w sercu.

Rozpalić serce modlitwą.

Nie chodzi tu o serce jako ośrodek uczuć lub z biologicznego punktu widzenia jako mięśniowy narząd, którego praca warunkuje krążenie krwi w układzie naczyniowym, ale o serce w znaczeniu biblijnym - jako centrum osoby, źródło duchowych władz umysłu i woli, dzięki którym człowiek może być cały dla Boga. O takim sercu pisał Biedaczyna z Asyżu, dla którego "prawdziwie czystego serca są ci, którzy gardzą dobrami ziemskimi, szukają niebieskich i nie przestają nigdy czystym sercem i duszą uwielbiać i widzieć Pana, Boga żywego i prawdziwego". Nie jest łatwo mieć Boga przed oczyma w każdym swoim działaniu. Nie należy też do prostych czynności motywowanie swojego działania wolą samego Boga. Ale dla tego, kto złożył swoje serce w Sercu Jezusa, nie będzie to stanowić żadnej trudności, o czym można się przekonać śledząc życie świętych i błogosławionych. Kiedy serce jest już "złożone" w Sercu Jezusa, należy uczynić ostatni z kroków.

Obudzić wolę do działania.

Wolę budzi się przez pragnienie. Jeżeli nie przywiążemy wagi do pragnienia bycia z Bogiem i Jego służby, to nie będziemy czynić użytku z największego przez Boga nam danego źródła ludzkiej witalności i pasji. Przecież każdy z nas posiada taką wewnętrzną siłę, która w centrum naszych pragnień stawia chęć zjednoczenia z Bogiem, a konsekwencją tego będzie nasza świętość. Trzeba nam wzmocnić tęsknotę za uaktualnieniem tej siły, trzeba nam z nowym entuzjazmem odświeżyć nasze pragnienia zjednoczenia z Bogiem...

ojciec BOGDAN KOCAŃDA OFMConv
Rycerz Niepokalanej 6/2006, s. 154

Komentarze :Dodaj komentarz
Brak komentarzy.
wszystkie komentarze
Odwiedzin :