22 stycznia 1863 r. nasi przodkowie chwycili za broń, by walczyć o wolność ukochanej Ojczyzny, nie istniejącej w tym czasie na mapie, ale w sercach ludzi kochających Boga i wolność. Jednak nie o powstańczym zrywie Narodowym chciałem napisać, lecz o postaci na trwałe związanej z nim, a przez to i nasza historią; o człowieku, który swoim życiem i pracą w pełni był wierny hasłu “Bóg, Honor, Ojczyzna”.

Romuald Traugutt, bo o nim to mowa, przyszedł na świat 16 stycznia 1826 r. w Szostakowie na Polesiu. Ojciec jego był dzierżawcą majątku ziemskiego; matka zmarła wcześnie, dlatego Romuald był wychowywany przez babcię. Swoje lata dziecięce i młodzieńcze spędził w rodzinnych stronach, a po ukończeniu w 1842 r. gimnazjum w Świsłoczy (ze złotym medalem), wybrał karierę wojskową. Niestety, nie udało mu dostać się do upragnionej Akademii Wojsk Inżynieryjnych, więc służbę rozpoczął w batalionie wojsk saperskich w Żelechowie. Po jej ukończeniu i mianowaniu na pierwszy stopień oficerski, w 1849 r. zmuszony był brać udział w walce przeciwko powstaniu na Węgrzech. Po powrocie do kraju wziął ślub z Anną Pikiel. Szczęście małżeńskie nie trwało jednak długo, bowiem Traugutt ponownie wyruszył na wojnę. W latach 1853-56 uczestniczył w wojnie krymskiej, m.in. w obronie Sewastopola. Bezpośredni przełożeni wyrażali się o nim w swoich raportach z wielkim uznaniem: zawsze opanowany, umiejący zachować spokój w najcięższych chwilach walki.
Po powrocie do Polski Traugutt zostaje głównym likwidatorem Armii Południowej. Zajmując to stanowisko okazuje się człowiekiem wolnym od wszelkiego przekupstwa, jakie można było spotkać w jego środowisku. Następnie zostaje przeniesiony do Petersburga, gdzie pełni obowiązki wykładowcy i instruktora w Inżynierii Sztabu Generalnego w Petersburgu. Tutaj poznaje wielu oficerów polskiego pochodzenia, z którymi rozprawia o przyszłości Polski. Temu młodemu oficerowi, w stopniu sztabskapitana, odznaczonemu orderem św. Anny, wróżono wielką karierę wojskową.
O ile w życiu zawodowym układa mu się pomyślnie, to w życiu osobistym spotykają go bolesne doświadczenia. W roku 1859 umiera jego babcia, do której był przywiązany od dzieciństwa, a w dzień Nowego Roku odchodzi do Pana ukochana żona Anusia. Jakby tego było mało, los doświadcza go wkrótce także śmiercią dwóch dzieci - bliźniąt. Od tej pory ogranicza swoje kontakty towarzyskie, dużo czasu spędza na cmentarzu. Czując się źle w mieście, w którym spotkała go ta tragedia, za namową przyjaciół postanawia wrócić w rodzinne strony. Opuszcza Petersburg i osiada w rodzinnych stronach. Tu poznaje wnuczkę brata Tadeusza Kościuszki, Antoninę Kościuszkównę, z którą wstępuje w związek małżeński. Na swoją prośbę uzyskuje zwolnienie z armii, otrzymując rentę wojskową oraz awans na stopień podpułkownika.
Był to czas, kiedy z Warszawy dochodziły niepokojące wieści o manifestacjach patriotycznych, gdzie wojsko carskie strzelało do bezbronnej ludności. Stąd, gdy wybuchło powstanie, Romuald Traugutt nie należał do jego zwolenników; jako były zawodowy żołnierz zdawał sobie sprawę z przewagi Rosjan. W maju przyłączył się jednak do powstańców, obejmując dowództwo oddziału w powiecie kobryńskim. Dowodził nim przeszło dwa miesiące, wykazując się podczas walk z przeważającymi siłami wroga talentem taktycznym jak i odwagą. W końcu jednak oddział został rozbity, a sam Traugutt zachorował. W połowie lipca rozwiązał oddział i wyjechał do Warszawy, gdzie w sierpniu Rząd Narodowy awansował go na stopień generała i powierzył mu urząd komisarza nadzwyczajnego. Wówczas Romuald udaał się do Paryża w celu pozyskania dyplomatycznego poparcia innych państw dla powstania w Polsce; niestety, szybko przekonał się, iż rodacy, poza nielicznymi ochotnikami z Francji, Węgier czy Włoch, tak naprawdę mogą liczyć jedynie na siebie. Rozczarowany postawą krajów zachodnich powrócił do Warszawy, gdzie zdał relację Rządowi Narodowemu ze swej misji. Kilka dni później, 17.X.1863 r., tymczasowy Rząd Narodowy powierzył mu stanowisko dyktatora. Podjął się się tego ostatniego zadania choć wiedział, że powstanie raczej nie ma już szans powodzenia, ale chciał je przynajmniej zakończyć z honorem. Niejednokrotnie powtarzał, że “władza jest u nas aktem poświęcenia, a nie ambicji”. Od tej pory pracował do późna w nocy, opracowując dekrety i rozkazy rządowe. Planował stworzyć w miarę sprawnie działającą administrację oraz przekształcić oddziały partyzanckie na wzór armii regularnej. Wiedział o potrzebie włączenia się do walki chłopów, w nich widział siłę oraz z nimi wiązał też nadzieje w walce, dlatego wprowadził w życie dekret o uwłaszczeniu, choć niektórzy byli temu przeciwni. W swojej dyktaturze nie dał się namówić na stosowanie represji zarówno wobec wroga jak i przeciwników. Był to człowiek honoru, który w swoim życiu kierował się wiarą do Boga. W swojej odezwie z 22 stycznia 1864 roku pisał: "Jako chrześcijanie jesteśmy cząstką tej ludzkości, dla której Chrystus krew swą wytoczył. Również jak On pracować chcemy za całą ludzkość i dla ludzkości teraz walczymy. Krew naszą, łzy nasze i całe męczeństwo z radością do skarbnicy ludów składamy i jako wspólną dla wszystkich ofiarę, ośmielamy się złożyć przed tronem Przedwiecznej Sprawiedliwości. Nie ustaniemy w tej strasznej walce przeciwko duchowi fałszu, tyranii i ciemności, dopóki prawda triumfu nie odniesie". Niestety, większość oddziałów znajdowała się już w rozsypce, a ludność była zmęczona działaniami wojennymi, również reformy okazały się zbyt późno wprowadzonymi. Kiedy inni już myśleli o ucieczce, on wciąż trwał. Rozumiał, że miłość do Ojczyzny wymaga od niego, aby pozostał na tym stanowisku do końca. Tuż przed aresztowaniem pisał do gen. Bosak-Haukego m.in.“... szczerym chęciom prędzej czy później Bóg zawsze dopomoże i pobłogosławi”. W nocy 10.IV.1864 r. Romuald Traugutt został aresztowany. Ww czasie trwania brutalnego śledztwa i przesłuchań przez Tymczasową Wojskowo-Śledczą Komisję nie wydał nikogo. 19 lipca 1864 roku generał-gubernator Fiodor F. Berg zatwierdził wyrok rosyjskiego sądu polowego, skazując Romualda Traugutta i czterech członków Rządu Narodowego na karę śmierci.
Powieszono go 5 sierpnia tegoż roku wraz z czterema towarzyszami na stokach Cytadeli warszawskiej. Około 30 tys. mieszkańców Warszawy przyszło pożegnać bohaterów Powstania, którzy do końca byli wierni swoim przekonaniom. W roku 1916 w miejscu stracenia postawiono krzyż pamiątkowy, który w roku 1933 udekorowano Krzyżem Niepodległości z Mieczami. Romuald Traugutt był patriotą, który nie wątpliwie łączył umiłowanie Ojczyzny, ludzi i Boga. Postać Traugutta niech nam przypomina zawsze o Polakach, którzy złożyli największą ofiarę - życie na ołtarzu Ojczyzny. My, żyjący w początkach XXI wieku, powinniśmy pamiętać o wysiłku przeszłych pokoleń.

Witold Adamski

Komentarze :Dodaj komentarz
Brak komentarzy.
wszystkie komentarze
Odwiedzin :