Strona główna -> Pamięć i tożsamość -> Wydarzenia -> Był tu tylko Papież Jan Paweł II


Podróżowałem po Włoszech w kierunku Rzymu, omijając włoskie autostrady i poruszając się nadbrzeżną drogą adriatyckiej riwiery. Minąłem właśnie południowe granice Rawenny, gdy na obrzeżu malutkiego włoskiego miasteczka Classe, w średniowieczu zwanym Chiassi, pośród cieni piniowego lasu zobaczyłem wyniosłą wieżę Bazyliki. Ponieważ było to południe wyjątkowo upalnego dnia, zdecydowałem odpocząć w cieniu lasu, obok stał kolejny zabytek włoskiego budownictwa sakralnego, jak mi się z początku wydało, przy nim, w cieniu, otwarta przyjemna kafeteria. Gałęzie Pinii ocieniające ogród kafeterii delikatnie szumiały pod wpływem adriatyckiej bryzy zachęcając do odpoczynku. Była niedziela, do bazyliki wchodziły pojedyncze osoby na dopołudniową mszę. Przypadkowemu podróżnikowi trudno było w pierwszej chwili rozpoznać wartość tego urokliwego miejsca i jego historii.

Wejście do Czyśćca.

Pragnąc czym prędzej dostać się do lasku,
Co swoim gęstym, żywym liściem chroni
Oczy od słońca zbytecznego blasku
Brzeg porzuciwszy, poszedłem po błoni
(A. Dante Boska Komedia - Czyściec Pieśń XXVII)
Każdy ze współczesnych, czytając Boską Komedię A. Dantego, wielkie dzieło światowej literatury, natrafi w znajdującej się tamże XXVIII Pieśni Czyśćca na ten urokliwy opis miejsca, w którym przyszło mi się zatrzymać.
Okazało się bowiem, że zatrzymałem się “czyśćcu Dantego”.
“Wianie łagodne, słodkie i miarowe
Wskroś mnie trącało, chodzący po sadzie
Tak delikatnie, jak tchnienie majowe.
Zatem gałązki w pokorze i ładzie
Wszystkie tą stroną gięły swe badyle
gdzie święta góra pierwszy cień swój kładzie”
“A szelest wiatru był jak wtór w ich śpiewie.
.....................................................................
Podobnie szumi w podraweńskiej sośnie
W Chiassi na morskim brzegu....”
(strofy 7-12,19-20 tamże)
Położone na obrzeżu Rawenny, na samym brzegu Adriatyku, miasteczko posiada na swym obrzeżach, obok niedalekiego wjazdu na autostradę, starą, zaległą pośród piniowych zagajników “podraweńska sosna“ bazylikę poświęconą czci św. Apolinarego (Apolinary in Classe). To właśnie jest owa “święta góra”. Dante pisał swój poemat w roku 1307, a wiele jego słów pozostało nadal aktualnymi.
“Strzelistej góry tej od świętych dźwierzy
Począwszy nie tknie burza, deszcz ni spieka”
(strofa 107 tamże)
Rzeczywiście, zbudowana w VI wieku bazylika stoi do dnia dzisiejszego wyjątkowo dobrze zachowana, pełniąc swoją odwieczną misję. Atmosfera dawnych wieków, początków chrześcijaństwa odczuwana jest tam w stopniu znacznie silniejszym niż gdzie indziej. Prawie nie odwiedzana współcześnie, gdyż wycieczki omijają to miejsce, spiesząc autostradą lub lokalną, biegnącą wzdłuż adriatyckiej riwiery drogą, na południe Włoch.
Samotna Bazylika napełniona jest jedynie pamiątkami minionych czasów. Kult świętego, jednego z pierwszych męczenników chrześcijaństwa, który podobno znał św. Piotra, czczonego niegdyś i w Polsce jako świętego z Reims, znacznie obecnie osłabł. W niedzielę na jednej z dwóch mszy św., jakie odprawiane są w Classe było około 50 osób, chociaż potężna bazylika jest jedynym w tym miasteczku kościołem.
Niedaleki brzeg Adriatyku przecinają płynące obok bazyliki, liczne strumienie i to o nich Dante napisał:
“W nurcie dzielącym się na dwa ramiona,
Jeden ma taką właściwość, że zmywa
Pamięć wszystkiego co człowiek nabroi,
W drugim zaś pamięć cnych czynów ożywa.”
(strofy 125-128 tamże)
W tym szczególnym miejscu, w którym się zatrzymałem pamięć cnych czynów ożyła zaraz po przekroczeniu
progów tej jednej z pierwszych chrześcijańskich bazylik.

Bazylika.

“Masz wiedzieć: gleba świętego ogrodu
Wydaje bujnie kwiaty i owoce”.
(strofa 118 tamże)
Po mszy oglądałem znajdujący się na centralnym miejscu bazyliki malutki grób świętego Apolinarego, którego niegdyś z Antiochii do Włoch sprowadził sam Piotr Apostoł i który jako pierwszy prowadził pracę misyjną w Tracji i nad brzegami Dunaju, a więc na obrzeżu terytorium południowych Słowian. Poniósł potem śmierć męczeńską nad brzegiem Adriatyku w miejscu, na którym ufundowano potem bazylikę.
Naprzeciw grobu, w absydzie, widnieją symbole Rajskiego Ogrodu, a pośród nich stylowo bizantyjska, wielka mozaika Chrystusa Pantokratora z charakterystyczną dla stylu bruzdą na czole.
Pod ścianami liczne sarkofagi dostojników Kościoła oraz tablice upamiętniające pobyty w katedrze wybitnych osób.
Niemal na początku rzędu tablic lewej nawy jest jedna szczególna, upamiętnia ona swoim napisem wizytę wielkiej dla Polaków wagi.
Odnotowuje ona pobyt w bazylice cesarza Niemiec Ottona III w okresie poprzedzającym jego słynną podróż do Polski na spotkanie z Bolesławem Chrobrym.
Zdarzenia, do których doprowadziła ta wizyta miały ogromny wpływ na kształtowanie się dalszej polskiej historii.

"Większe są jednak i liczniejsze dzieła Bolesława, aniżeli my to możemy opisać lub prostym opowiedzieć słowem. Albowiem jakiż arytmetyk mógłby żelazne jego szyki dość pewna określić cyfrą, a cóż dopiero przytoczyć opisy zwycięstw i triumfów w takiej mnogości! Z Poznania bowiem 1300 pancernych rycerzy i 4000 żołnierzy z tarczami, z Gniezna 1500 pancernych i 5000 tarczowników, z Włocławka grodu 800 pancemych i 2000 tarczowników, z Giecza 300 pancernych i 2000 pancerników i tarczowników. Ci wszyscy niezwykle waleczni i wprawni w rzemiośle wojennym występowali do boju za czasów Bolesława Wielkiego (...). Taka była okazałość rycerska króla Bolesława, a nie mniejsza była jego cnota posłuszeństwa duchowego (...). Boga czcił z najwyższą miłością. Kościół święty wywyższał i przyozdabiał go królewskimi darami. Miał też pewną wybitną cechę sprawiedliwości i przystępności (...). Za czasów Bolesława wszyscy rycerze i wszystkie damy dworskie zamiast sukien lnianych lub wełnianych nosiły płaszcze z delikatnych tkanin, a skór, nawet kosztownych, choćby byty nowe, nie noszone na jego dworze bez podszycia kosztowną tkaniną i bez złotogłowiu. Złoto bowiem za jego czasów tak było w powszechnym posiadaniu u wszystkich, jak dziś srebro, srebro zaś było tanie jak słoma (...). Za jego bowiem czasów nie tylko komesowie, lecz nawet ogół rycerstwa nosił łańcuchy złota niezmiernej wagi, tak opływali wszyscy w nadmiar pieniędzy".

Gall Anonim

Wielkie ilości złota i pieniędzy pochodziły z licznych wypraw króla Bolesława na kraje niemieckie.

Bolesław Chrobry próbował podporządkować sobie znaczne połacie Ottonowego cesarstwa oraz państw względem niego wasalnych. Jego wyprawy były postrachem niemieckich władców. Cesarze Niemiec Otton II i jego syn Otton III odbywali liczne podróże do Rzymu, porządkując swoje sprawy dynastyczne. Otton II zmarł pod Rawenną w 983 r. Jego syn Otton III (983-1002), przyjaźniąc się szczególnie ze św. Romualdem, skłonił niegdyś tego wielkiego Benedyktyna do ponownego objęcia funkcji Opata, w benedyktyńskim Opactwie pod Rawenną którego siedzibą była bazylika św. Apolinarego. Romuald odszedł wcześniej z zajmowanego stanowiska by stworzyć słynne Campo di Maldoli, czyli miejsce skąd wywodzi swoje istnienie Zakon Kamedułów. Romuald posłuchał rady cesarza i wrócił na stanowisko.
W odnotowanym na tablicy okresie udał się Otton III do przyjaciela Opata z prośbą w trudnej sprawie, chciał włączyć rodzącą się polską państwowość w nurty chrześcijaństwa Europy i zapewnić sobie tą drogą wpływ na jej politykę, marzeniem jego było zhołdowanie pod swoim berłem terenów: Romy, Galii, Germanii i Sklawinii.
Zapewniało by to pokój z młodym i niebezpiecznie silnym królestwem polskim i dalszą jego chrystianizację przez ludzi oddanych cesarstwu. Polska była w tym czasie państwem z świeżo przyjętym chrztem, ale ugruntowanie w niej chrześcijaństwa i zmiana dawnych obyczajów wymagały jeszcze wiele pracy. Opat Romuald polecił cesarzowi Niemiec do pracy w Polsce przebywającego we włoskich klasztorach benedyktyńskich Wojciecha. Wygnany niedawno z Pragi gdzie wymordowano jego rodzinę Wojciech, późniejszy święty spokrewniony był blisko z dworem cesarskim Niemiec, a szczególnie z poprzednim cesarzem Henrykiem. Przybył w roku 990 do Rzymu gdzie z inspiracji Romualda wstąpił do Zakonu Benedyktynów i był z początku niechętnie nastawiony do myśli o powrocie na tereny Słowian. Cesarz udał się do Rzymu. Wracając przywiózł z sobą do Rawenny Wojciecha by w cieniu bazyliki omówić program misyjny słowiańszczyzny. Opat pomógł skłonić podlegającego jego władzy zakonnika do podjęcia misji w Polsce. Działający uprzednio wraz z Romualdem Brunon z Kwerfurtu (św. Bonifacy), również znany z późniejszej pracy misyjnej w Polsce był obecny na tym spotkaniu jako sekretarz cesarza Ottona III.

Owoce spotkania.

Spotkanie w bazylice zakończyło się chwilowym rozstaniem Wojciecha z cesarzem Ottonem III. Cesarz wrócił do Niemiec. Wojciech pojechał drogą u południowych Alp do Paryża by tam zapoznać się z rozwojem współczesnej mu myśli chrześcijańskiej, którą Paryż rozwijał na swojej Sorbonie. Kiedy opuścił stolicę Francji w drodze do Polski, odwiedził dwór Ottona III dowiadując się aktualnych wiadomości z terenów słowiańskich. Tam cesarz polecił mu Gniezno. Po przybyciu do ówczesnej stolicy Polski został jednak skierowany poza północne granice Bolesławowego państwa. Śmierć Wojciecha z rąk Prusów w roku 997 skłoniła cesarza Niemiec do odbycia podróży do jego grobu w Gnieźnie w wyniku czego doszło do słynnego spotkania z Bolesławem Chrobrym.
Brunon po przybyciu do Polski, zanim poniósł śmierć męczeńską z rąk Jaćwingów, napisał “Żywot Świętego Wojciecha” oraz “Żywot pięciu braci męczenników” czyli św. Benedykta (970-1003) oraz Jana (940-1003) i ich towarzyszy. Ludzie ci ukształtowani i działający z opatem Romualdem, wysłani również z Rawenny ruszyli do Polski kontynuować misję po śmierci św. Wojciecha i ponieśli w roku 1003 śmierć męczeńską tym razem z rąk sług króla Bolesława Chrobrego. Na dworze króla Polski obawiano się misjonarzy nadsyłanych z Niemiec.
Rząd tablic na wewnętrznej ścianie lewej nawy bazyliki jest bardzo długi, upamiętniają one tam wiele znakomitych wizyt i osobistości w nich uczestniczących. Tej słynnej włoskiej bazyliki, w pewnym okresie historii kościoła równie liczącej się jak pozostałe bazyliki Rzymu, poza jednym wyjątkiem nie odwiedzali nigdy Papieże. Przy końcu nawy można dostrzec jedyną tablicę odnotowującą taką wizytę. W roku 1986 był tam Papież Jan Paweł II. Jest to jedyna wizyta papieska w tym miejscu. Historia polski otwarta tam przez cesarza Ottona III została podsumowana przez papieża Polaka. A po czyśćcu odpuszczone są wszystkich grzechy.

Czyżby to też były “bujne kwiaty i owoce” widziane przez Dantego.

Resztę dnia, spędzoną na zwiedzaniu tego urokliwego miejsca, obmywszy się w pobliskim potoku zakończyłem siedząc w “Dantejskim Czyśćcu” pośrodku Pinety i pijąc wieczorową kawę. Z drogi dochodził szum spieszących do Rzymu turystycznych autokarów. Zachodzące za Alpami słońce czerwono oświetlało północną część nieba zapowiadając wietrzną, ale ładną pogodę dnia następnego. Swoją barwą jakoś dziwnie przypominało ukrytą tam historię Europy.

Jan Lucjan Wyciślak

Odwiedzin :