Strona główna -> Pokolenie JP2 -> Przełomem stała się choroba Jana Pawła II


Mówi Sylvie Pasquier, 37 lat, nauczycielka:

- Wychowana byłam w rodzinie obojętnej religijnie. Ochrzczono mnie wprawdzie, ale dokonano tego bardziej dla zachowania tradycji niż religijnych przekonań moich rodziców. Naukę religii zakończyłam po dwóch latach. W sytuacji, gdzie zdecydowana większość moich rówieśników była religijnie obojętna, jej kontynuowanie wtedy mnie nie interesowało. Chodzący na katechizację uchodzili co najmniej za dziwaków... Mimo tego, zawsze jak pamiętam, miałam pozytywny wizerunek religii, mimo że przez długie lata nie miałam z nią żadnego kontaktu.
Przełomem stała się choroba Jana Pawła II, a szczególnie ostatnie dni Jego życia. Przechodząc koło paryskiej katedry Nôtre Dame, zobaczyłam zaproszenie na modlitwy i Mszę Świętą w intencji Ojca Świętego. Stojący przed katedrą młody człowiek rozdawał ludziom broszury, w których były wyjątki z nauczania Jana Pawła II. Teksty te mnie poruszyły. Pstanowiłam pójść na Mszę św. Nie bardzo wiedziałam jak się miałam na niej zachowywać. Zapowiedziano, że na drugi dzień będzie odprawiona Msza św. w specjalnej intencji za chorego Papieża. Też na nią poszłam. Byłam tylko bardzo zdziwiona, że przebiega ona w ten sam sposób, co poprzedniego dnia. Miałam do organizatorów skryte wyrzuty, że dla Papieża mogliby Mszę św. zorganizować jakoś inaczej, odmiennie. Teraz wiem, jak byłam wówczas głupia. Postanowiłam zapoznać się bliżej z nauką Jana Pawła II. Zaczęłam czytać Jego książki, z których niewiele rozumiałam. Mimo mojego wyższego wykształcenia nie wiedziałam np. co oznacza konklawe, synod czy encyklika. Musiałam sięgać do słowników. Później przyszło czytanie Ewangelii. Śmierć Jana Pawła II i to wszystko, co działo się przed Jego odejściem do Pana, było dla mnie startem, nowym czasem na coś innego, odkryciem sensu życia, innych wartości i perspektyw. Nie tylko zapragnęłam poznać naukę Chrystusa, jego historyczne istnienie, ale chciałam zobaczyć kraj, gdzie przyszedł na świat Jan Paweł II. Już w 2005 roku pojechałam do Krakowa. Widziałam tam piękne świątynie. Byłam w Oświęcimiu. Potem jeszcze raz wróciłam do rodzinnych stron Jana Pawła II.
Postanowiłam przyjąć sakrament bierzmowania, co zostało z ironią potraktowane przez moją rodzinę. Mama powiedziała mi, że mogłam to przecież zrobić, kiedy byłam znacznie młodsza, że obecnie jest to mało poważne. Nasza rodzina miała raczej zły stosunek do religii. Mój ojciec nie życzył sobie kościelnego pogrzebu, a jego poglądy miały być wytyczną dla całej rodziny. Jednak moje życie się zmieniło. Nie tylko odnalazłam wiarę, ale stałam się przez to aktywna społecznie. Pomagam innym, zwłaszcza poza granicami Francji. Uczestniczę we wspólnotach modlitewnych i jestem szczęśliwa, bo moje życie nabrało innego sensu. Jako nauczycielka w szkole państwowej, w której nie mam prawa mówić o swoich przekonaniach religijnych, staram się uczniom ukazywać bazę zasad moralnych i wartości, które są niezbędne w życiu indywidualnym i społecznym.
Notował i tłumaczył Franciszek L. Ćwik, "Nasz Dziennik" 2007-03-31

Odwiedzin :