Drogowskazy świętości



Nie byłoby na Stolicy Piotrowej Papieża Polaka, gdyby nie było świadectwa życia wielkiego Prymasa Tysiąclecia. Tak nazajutrz po inauguracji pontyfikatu stwierdził Jan Paweł II. Ale trzeba dodać, że być może dziś nie byłoby Jego kanonizacji, gdyby Opatrzność Boża nie postawiła na Jego życiowej drodze ludzi wielkiego świadectwa wierności Bogu i Ojczyźnie, bez których fenomenu nie sposób zrozumieć świętości Papieża z Polski.

Ilu było tych, którzy – być może czasami nieświadomie – siali lub pielęgnowali ziarno świętości w duszy Karola Wojtyły? Z pewnością nigdy się tego nie dowiemy, bo nie sposób zajrzeć w głąb ludzkiej duszy, a przecież to właśnie tam rozgrywa się owo misterium, w którym człowiek otwiera się na przedziwny dar Bożej łaski. Warto jednak choć wspomnieć tych, o których wiemy, choćby ze świadectwa samego Jana Pawła II. Zacznijmy od jego domu rodzinnego, bo przecież – jak podkreślił w adhortacji apostolskiej „Familiaris consortio” – rodzina jest „pierwszą szkołą, w której kształci się osoba ludzka”.

Pierwsze seminarium duchowne

„Matkę straciłem jeszcze przed Pierwszą Komunią św. w wieku 9 lat i dlatego mniej ją pamiętam i mniej jestem świadom jej wkładu w moje wychowanie religijne, a był on z pewnością bardzo duży” – napisał Jan Paweł II w książce „Dar i Tajemnica”. Po śmierci matki w 1929 roku ojciec – były zawodowy żołnierz, oficer – zabrał syna do Kalwarii Zebrzydowskiej, gdzie oddał Go pod opiekę Najświętszej Maryi Pannie…

Pół wieku później w rozmowie z André Frossardem Jan Paweł II mówił: „Moje lata chłopięce i młodzieńcze łączą się przede wszystkim z postacią ojca, którego życie duchowe po stracie żony i starszego syna niezwykle się pogłębiło. Patrzyłem z bliska na jego życie, widziałem, jak umiał od siebie wymagać, widziałem, jak klękał do modlitwy. To było najważniejsze w tych latach, które tak wiele znaczą w okresie dojrzewania młodego człowieka. Ojciec, który umiał sam od siebie wymagać, w pewnym sensie nie musiał już wymagać od syna. Patrząc na niego, nauczyłem się, że trzeba samemu sobie stawiać wymagania i przykładać się do spełniania własnych obowiązków”.

Przykład ojca, który sam prowadził gospodarstwo domowe, troskliwie opiekując się synem, miał ogromny wpływ na przyszłego Papieża, co podkreślił w książce „Dar i Tajemnica”, pisząc: „Mogłem na co dzień obserwować jego życie, które było życiem surowym. Z zawodu był wojskowym, a kiedy owdowiał, stało się ono jeszcze bardziej życiem ciągłej modlitwy. Nieraz zdarzało mi się budzić w nocy i wtedy zastawałem mego Ojca na kolanach, tak jak na kolanach widywałem go zawsze w kościele parafialnym”. I dodał: „Nigdy nie mówiliśmy z sobą o powołaniu kapłańskim, ale ten przykład mojego ojca był jakimś pierwszym domowym seminarium”.

Zasady „bycia świętym”

Twierdzenie, że pierwszym „ojcem duchowym” przyszłego Następcy św. Piotra był zwykły krawiec, może wzbudzać dziś uśmiech. Jak niezwykłe są drogi Bożej Opatrzności! Drogi Jana Tyranowskiego – bo o nim mowa – i Karola Wojtyły zeszły się w mrocznym czasie niemieckiej okupacji, w lutym 1940 roku. Ten pierwszy, wówczas 39-letni krawiec, podjął się dzieła, którego de facto nikt od niego nie wymagał – apostolstwa w Żywym Różańcu. I tę jakże prostą rzecz zaproponował o blisko połowę młodszemu, zafascynowanemu teatrem studentowi, zapraszając go do siebie na spotkania. „Pan Tyranowski jest jednym z wielkich odkryć w życiu Karola, odkryć prawie nieporównywalnych z innymi, z odkryciami innych ludzi w jego życiu. Karol odnajduje na spotkaniach to, czym przecież żył od dziecka, w co wierzył, co starał się praktykować – pogłębione, ujrzane po raz wtóry, na nowo odkryte” – napisze po latach ks. Mieczysław Maliński. Czy przyszły Papież zastanawiał się wówczas, jakim sposobem ten prosty człowiek, skarżący się na braki wymowy, tak pięknie potrafił mówić o Bogu?

W artykule opublikowanym w 1949 roku na łamach „Tygodnika Powszechnego” pod tytułem „Apostoł” ks. Karol Wojtyła wspominał: „(…) Jan głosił po prostu prawdę o pełnym nadprzyrodzonym życiu człowieka, które jest całkowitym wykorzystaniem bogactw naszej wiary. Prawdy te znało się już przedtem z katechizmu, z książek, z kazań. Czyż Jan rzeczywiście głosił coś nowego? W tym właśnie rzecz, że Jan nie głosił, nie nauczał urzędowo, Jan w całym tego słowa znaczeniu pracował nad duszami. Chodziło mu o to, by te dusze wchłonęły ponownie prawdy religijne, i to nie od strony zakazów i ograniczeń, chodziło mu o wydobycie z zasobów nadprzyrodzonych, o których wiedział, że istnieją w duszach, rzeczywistej postaci nadprzyrodzonego życia ludzkiego, życia, które przez łaskę staje się uczestnictwem w życiu Boga. Na tym polegał właściwy trud jego przedsięwzięcia”. I dalej podkreślił: „Jan wtajemniczał w Boga. (…) Był to apostoł Bożej wielkości, Bożej piękności, Bożej transcendencji”.

Może trudno w to uwierzyć, ale to prosty i skromny krawiec jako pierwszy otworzył przed przyszłym Papieżem horyzonty duchowości i świętości. Podczas swojego ingresu do katedry wawelskiej 8 marca 1964 roku ks. abp Karol Wojtyła mówił: „Byłbym niesprawiedliwy, gdybym w tym miejscu nie wspomniał Jana Tyranowskiego, inteligenta, a równocześnie rzemieślnika, człowieka, który wybrał swój zawód po to, ażeby się bardziej oddać obcowaniu z Bogiem. Człowieka, który potrafił wywierać na młodych ogromny wpływ. Nie wiem, czy jemu zawdzięczam powołanie kapłańskie, ale w każdym razie ono zrodziło się w jego klimacie…”.

Ojciec niezłomny

Kto wie, jak potoczyłyby się losy Karola Wojtyły, gdyby w obliczu totalnej okupacji ks. abp Adam Sapieha nie zdecydował się na ryzyko prowadzenia w Krakowie „podziemnego” seminarium duchownego. Zafascynowany literaturą polską poeta i aktor Teatru Rapsodycznego znalazł się wśród jego pierwszych dziesięciu seminarzystów. „W całej naszej formacji i przygotowaniu do kapłaństwa w szczególny sposób zaznaczyła się wielka postać Księcia Metropolity, późniejszego Kardynała Adama Stefana Sapiehy, którego wspominam ze wzruszeniem i wdzięcznością. Jego wpływ był tym większy, że w okresie przejściowym, zanim udało się powrócić do budynku seminaryjnego, mieszkaliśmy w jego rezydencji i spotykaliśmy się z nim na co dzień” – wspominał Jan Paweł II w książce „Dar i Tajemnica”.

Choć Adam Stefan Sapieha wywodził się z arystokracji, choć był przywódcą o wielkim autorytecie i żelaznej woli, to największą miłością otaczał ubogich i najbardziej potrzebujących, dla których zawsze miał otwarte serce. Podczas okupacji był właściwie „jedynym przedstawicielem narodu, wyrażającym jego godność w sposób przejrzysty dla wszystkich”.

Świadkowie, którzy charakteryzują jego duchowość, zwracają uwagę na jej podstawową cechę, jaką było poszukiwanie woli Bożej i pokorne się jej poddanie, a zarazem pragnienie oderwania się od siebie i przywiązania do świata.

W książce „Wstańcie, chodźmy!” Jan Paweł II napisał: „Książę niezłomny – tak był określany powszechnie arcybiskup Adam Stefan Sapieha. Z takim tytułem przeszedł on przez wojnę i okupację. Niewątpliwie ma swoje szczególne miejsce w historii mego powołania. On stał u początków jego rozwoju. (…) Tak, Sapieha był moim wzorem, bo był przede wszystkim pasterzem. (…) Przed nim odbywałem moje seminarium: byłem klerykiem, a potem księdzem. Miałem do niego wielkie zaufanie i mogę powiedzieć, że go kochałem, jak go kochali inni księża. (…) Księża cenili go może i dlatego, że był księciem, ale kochali go przede wszystkim dlatego, że był ojcem – troszczył się o człowieka. A to jest najważniejsze, co się liczy: biskup ma być ojcem”.

Niewolnik miłości

„Nie byłoby na Stolicy Piotrowej tego Papieża Polaka, który dziś pełen bojaźni Bożej, ale i pełen ufności rozpoczyna nowy pontyfikat, gdyby nie było Twojej wiary, niecofającej się przed więzieniem i cierpieniem, Twojej heroicznej nadziei, Twego zawierzenia bez reszty Matce Kościoła, gdyby nie było Jasnej Góry i tego całego okresu dziejów Kościoła w Ojczyźnie naszej, które związane są z Twoim biskupim i prymasowskim posługiwaniem” – mówił Jan Paweł II o ks. kard. Stefanie Wyszyńskim niedługo po swoim wyborze na Stolicę Piotrową.

Można powiedzieć, że tak naprawdę ich drogi zbiegły się po raz pierwszy latem 1958 roku w Pałacu Arcybiskupim na ul. Miodowej w Warszawie. Prymas Polski wezwał wówczas do siebie ks. Karola Wojtyłę, by oznajmić mu decyzję Stolicy Apostolskiej o nominacji na biskupa pomocniczego w Krakowie. „Eminencjo, ja jestem za młody, mam dopiero 38 lat” – stwierdził ks. Wojtyła. „To jest taka słabość, z której się szybko leczymy. Proszę nie sprzeciwiać się woli Ojca Świętego” – odpowiedział ks. kard. Wyszyński.

Nie sposób w kilku zdaniach opisać wpływu wielkiego Prymasa Tysiąclecia na przyszłego Papieża. Bo w to, że wpływ ten był ogromny, trudno wątpić, zważywszy na wyżej zacytowane słowa Jana Pawła II, wypowiedziane tuż po wyborze na Stolicę Piotrową. Warto w tym miejscu jednak przypomnieć również fragment homilii, wygłoszonej na początku drugiej pielgrzymki do Ojczyzny, 16 czerwca 1983 roku, w archikatedrze warszawskiej.

Ojciec Święty mówił wówczas o wielkim Prymasie Tysiąclecia: „Służył człowiekowi i narodowi. Służył Kościołowi i światu – służąc Chrystusowi przez Maryję. W swoim służeniu i posługiwaniu wzorował się na Tej, która – w momencie najwyższego Boskiego wybrania – nazwała siebie służebnicą Pańską. Z tego służenia i posługiwania zmarły Prymas uczynił główną siłę swego pasterzowania. Był mocny służbą – służbą świadomą posłannictwa zleconego mu przez Księcia pasterzy. Był mocny służbą – i tą swoją prymasowską służbą czynił mocnym Kościół i naród pośród dziejowych prób i doświadczeń. (…) Dziękujemy dziś Trójcy Przenajświętszej za to ewangeliczne, paschalne dziedzictwo kardynała Stefana Wyszyńskiego, który pod krzyżem Chrystusa stawał zawsze razem z Maryją. ’Wszystko postawiłem na Maryję’. Wobec Niej czuł się jak apostoł Jan, jak przybrany syn i jak rozmiłowany w Bogarodzicy ’niewolnik miłości’. W tym bezwzględnym oddaniu znajdował swoją duchową wolność: tak, był człowiekiem wolnym i uczył nas, swoich rodaków, prawdziwej wolności. Był niestrudzonym rzecznikiem godności każdego człowieka oraz dobrego imienia Polski pośród narodów Europy i świata”.

Sebastian Karczewski
Nasz Dziennik

Komentarze :Dodaj komentarz
Brak komentarzy.
wszystkie komentarze
Odwiedzin :