Pokonałem raka trzustki


Pan Jacek Hołub - przewodnik turystyczny, ratownik GOPR - rzadko uskarżał się na jakieś dolegliwości. Nagle któregoś dnia pojawił się ogromny ból w klatce piersiowej. Lekarze szybko wykluczyli problemy z sercem. Szukali długo przyczyny, przeprowadzali różne badania i dopiero tomograf wykazał guza w trzustce. - To była tragiczna wiadomość dla tak zdrowego człowieka. Kiedy poczyta się na ten temat, od razu można się zorientować, jak kończy się historia z nowotworem trzustki. Ostatni włos mi się na głowie zjeżył, kiedy pomyślałem, że mój koniec jest bliski - opowiada pan Jacek.
Zaraz po zakończeniu rozmowy z lekarzem, nim jeszcze przekazał złe nowiny rodzinie, zadzwonił do niego naczelnik GOPR - prosił, by rozpoczął pracę na stoku narciarskim jako ratownik. - Powiedziałem, że chętnie bym to zrobił, ale leżę w szpitalu, bo mam przypuszczalnie nowotwór złośliwy - wspomina mężczyzna.
I w tym momencie na hasło GOPR ruszyła fala pomocy dla ratownika górskiego - natychmiast przyznano panu Jackowi termin operacji na onkologii we Wrocławiu. 18 listopada 2010 r. lekarze wycięli 9 centymetrów trzustki - "ogon, w którym znajdował się guz". - W tym czasie wiele życzliwych osób modliło się za mnie. Mój kuzyn franciszkanin, ks. Piotr Mróz, kilka razy prosił za mną Boga za wstawiennictwem Jana Pawła II przy Jego grobie w Watykanie. Z pewnością dzięki Jego wstawiennictwu szybko wracałem do zdrowia. Wyniki histopatologiczne były rewelacyjne. Okazało się, że nie mam żadnych przerzutów, że mój organizm jest "czysty", nie ma w nim żadnych śladów komórek nowotworowych - podkreśla pan Jacek.
Dwa miesiące po operacji już był na stoku i jeździł na nartach. - Na 25-lecie małżeństwa pojechałem z żoną na pielgrzymkę do Włoch. Byliśmy przy grobie Jana Pawła II. Chciałem osobiście podziękować Janowi Pawłowi II za to, że pomógł powrócić mi do zdrowia, za to, że żyję. Do specjalnej skrzynki próśb i podziękowań wrzuciłem swoje świadectwo. Tam też spotkaliśmy się z ks. Piotrem, razem przeżywaliśmy radość powrotu do zdrowia. On, że spełnił swą misję, ja, że dotarłem do celu. Podczas pielgrzymki dawałem świadectwo udziału w tym wszystkim Pana Boga oraz osoby Jana Pawła II - podkreśla. Z pewnością ten wielki Polak, błogosławiony naszych czasów odwzajemnił się panu Jackowi, który corocznie, aby uczcić pontyfikat Papieża Polaka, w godzinę śmierci, 2 kwietnia o godz. 21.37 organizuje nocne przejście na Tarnicę (1346 m n.p.m.) w Bieszczadach. W tym roku pan Jacek planuje przejść drogę św. Jakuba z Francji do Hiszpanii o długości ok. 800 km... Oczywiście z bł. Janem Pawłem II.

Małgorzata Pabis
Nasz Dziennik

Autor: wa
Komentarze :Dodaj komentarz
Brak komentarzy.
wszystkie komentarze
Odwiedzin :