Zmartwychwstanie Pańskie



 

Pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu. Pobiegła więc i przybyła do Szymona Piotra i do drugiego ucznia, którego Jezus miłował, i rzekła do nich: "Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono".

 

Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. Biegli oni obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu. A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka.

 

Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył. Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma, które mówi, że On ma powstać z martwych.

J 20, 1-9


Zmartwychwstały staje przed nami jako Ten, który przywraca życiu blask, obdarowuje nim każdego wierzącego. Przez to przewartościowuje się wszystko, co do tej pory było ważne. "Jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, daremna jest wasza wiara" - napisał św. Paweł (1 Kor 15, 13). Powstanie z martwych Jezusa nie unieważnia krzyża, nie odbiera mu jego zbawczej logiki - ono ją dopełnia.

Coś niezwykle ważnego o całym wydarzeniu paschalnym komunikuje nam apostoł Tomasz, którego tradycja nazwała "niewiernym". Chyba niesłusznie. Chciał koniecznie dotknąć zranionego Mistrza. Zbyt realne było to, co niedawno widział, by teraz szybko zapomnieć. Nie był materialistą niezdolnym do otwarcia się na Tajemnicę, której nie mógł dosięgnąć, pojąć. Wieść o zmartwychwstaniu mogła mu się jawić jako happy end. Czuł opór przed przyłączeniem się do radości pozostałych apostołów i chciał czegoś więcej: sprawdzić, czy zmartwychwstanie nie ogołaca krzyża. Dotknięcie ran Chrystusowych - namacalnego dowodu cierpienia - sprawiło, że odkrył na nowo Boga żywego! Dokonało się drugie nawrócenie. Jego wiara została rozpięta pomiędzy krzyżem i zmartwychwstaniem. Odkrył obok siebie i w sobie nie apatycznego boga stoików czy boga będącego wytworem mocarstwowych aspiracji człowieka uczynionego na ludzkie podobieństwo, ale Boga zranionego. Nie Boga Prawa czy tradycji, patrona świątecznego przyzwyczajenia, ale Boga współczującego, współcierpiącego. Takiego, który zamiast przemocą odpowiedzieć na przemoc, pomnażając ją przez to w nieskończoność, wolał stać się ofiarą po to, by wymazać kainowe piętna, zdemaskować prawdę o złu, stanąć na drodze rozpędzonej machinie zemsty domagającej się coraz to nowych ofiar.

Taka jest prawda o zmartwychwstaniu: niełatwa, pozostająca w ścisłej relacji z Wielkim Piątkiem, zraniona. Zatrzymujemy się dziś przed nią, aby uwielbić Boga za Jego miłość, za to, że posyłając na ziemię swojego Jednorodzonego Syna, nie pozwolił, by nasze życie było niekończącą się ucieczką. W Nim nasza wolność. W Nim nasz ratunek. W Nim nasza wieczność. Czyż może być większy powód do świętowania? Cieszmy się z tego. Resurrexit Chrystus, Alleluja!

ks. Paweł Siedlanowski
Nasz Dziennik

Komentarze :Dodaj komentarz
Brak komentarzy.
wszystkie komentarze
Odwiedzin :