Dotykanie przemijania



"Prochem jesteś i w proch się obrócisz". Te słowa to nie tylko przestroga, ostrzeżenie. Nie po to przybywamy dziś do kościoła, by zmaterializować szczyptą prochu swój lęk przed przemijaniem, dostrzec bardziej wyraziście prawdę, o którą codziennie się ocieramy: kruchość życia, jego ułomność. Przychodzimy po nadzieję. Gdyby prawdę o ludzkim losie określał gest posypania głowy popiołem, nie miałby on sensu. Kościoły byłyby puste, Bóg niezrozumiały i okrutny. Świat - nielogiczny. Garść prochu, jako synonim ludzkiego losu, ma sens tylko wtedy, gdy idzie z nią kolejna prawda: jest to proch ukształtowany przez Boga z wielkiej, nieskończonej miłości. Proch ożywiony "tchnieniem życia", wypełniony wolnością i zdolnością miłowania, okupiony krwią krzyżowej drogi. Tacy jesteśmy.

Często kiedy podejmujemy wezwanie do nawrócenia, umyka nam coś niezwykle ważnego: Bóg pragnie przez nie zawrzeć z człowiekiem przymierze - zbudować wspólny front skierowany przeciwko grzechowi. Wielkim nieporozumieniem dzisiejszych czasów - i zarazem piramidalnym kłamstwem złego ducha - powtarzanym z upodobaniem przez ludzi, którzy niewiele zrozumieli z Ewangelii, jest mówienie, iż Bóg stoi po przeciwnej stronie życia, czyni je nieatrakcyjnym, odbiera wolność. Jest dokładnie odwrotnie. On pragnie ocalić każdego z nas, pomóc przywrócić wewnętrzny ład, który został zakłócony stawianiem siebie i swojej woli ponad wolę Bożą. Uczynić nas prawdziwie wolnymi i szczęśliwymi.
Środa Popielcowa ma za zadanie pomóc przypomnieć człowiekowi, że są granice, których nie wolno przekroczyć. Uświadomić, że wszelkie próby naruszania świętości życia, określanie kryteriów jego początków i końca, manipulacje genetyczne, eksperymentowanie z rodziną, wcześniej czy później zakończą się katastrofą. Stracenie z oczu horyzontu, poddanie się pokusie gromadzenia, zdobywania za wszelką cenę i pokonywania granic - obojętnie, w jakiej skali się to dokonuje, dotyczy jednostki czy zostaje wpisane w strukturę społeczną - skutkuje pustką, alienacją, bezsensem. Bardzo trafnie ujmuje to Hemingwayowski Stary Człowiek. "Dlaczego zostałeś pokonany?" - pyta sam siebie. I zaraz odpowiada: "Bo wypłynąłem za daleko"...
Tradycja Kościoła podsuwa nam na Wielki Post wypróbowane, skuteczne sposoby ułatwiające realizację planu wewnętrznego powrotu. Są nimi: post, modlitwa, jałmużna - zdumiewająco proste, a zarazem bardzo skuteczne w walce z grzechem i bezczelnością zła.
Jest to też czas, kiedy wiele osób podejmuje postanowienia. Trzeba jednak podkreślić coś bardzo ważnego: nie mają sensu działania, które nie są w stanie odbudować wewnętrznie człowieka, pomóc mu naprawić zerwane więzy. Poszczę, daję jałmużnę, modlę się nie dlatego, aby sobie coś udowodnić (ewentualnie zgubić parę kilogramów, pokazać, że nie jest jeszcze ze mną tak źle, skoro mogę 40 dni nie sięgać po butelkę), ale aby przywrócić pierwotny kształt zniekształconym relacjom, odkryć prawdę o sobie. Papież Leon Wielki prosił, by wszyscy "spotkali się w jedności miłości". Pisał: "Nie tyle uszczuplajmy nasze pożywienie, ale przede wszystkim powstrzymujmy się od grzechu". Jan Chryzostom wyrażał obawę, że można pościć, nie poszcząc. Dokonuje się to wtedy, kiedy poszcząc, nie wstrzymujemy się od grzechu. "Prawdziwy bowiem post - pisał - to 'post' od obrażania Boga", spojrzenie na siebie i świat wokół zupełnie innymi oczami.
Może więc warto w końcu odważyć się zwolnić, "zdemaskować ironię świata" w sobie i poza sobą, zdjąć maskę z twarzy, która fałszywie skrywa prawdziwe oblicze. Zdobyć się na to, aby z Bożą pomocą wypędzić demony lęku, kompleksów, niespełnienia, duchowej acedii, które niszczą duszę. Aby nie wypłynąć za daleko, kiedy już nie będzie widać brzegu i zabraknie sił, by powrócić...
ks. Paweł Siedlanowski
"Nasz Dziennik" 2009-02-25

Komentarze :Dodaj komentarz
Brak komentarzy.
wszystkie komentarze
Odwiedzin :