We dwoje do świętości


Nie ma małżeństw idealnych. Każde przeżywa konflikty i nieporozumienia, a dla ich rozwiązania potrzeba tylko jednego wzorca: jest nim Jezus.

Często zdarza się, że małżonkowie próbują rozwiązywać swoje trudne sprawy, skrupulatnie wyliczając, co się komu należy. Taki sposób myślenia to równia pochyła, która wiedzie ku rozpadowi miłości lub – w najlepszym wypadku – ku małżeńskiej przeciętności. Tu potrzeba zupełnie innego drogowskazu: jest nim krzyż. Jezus, całkowicie niewinny, a jednak w milczeniu przyjmujący niesprawiedliwy wyrok, mękę i śmierć, a następnie zmartwychwstający. On pokazuje wyjście z pułapki, w którą często wpadają kłócący się małżonkowie. Prawdziwi zwycięzcy to mąż i żona, którzy potrafią sobie nawzajem ustępować nawet wtedy, kiedy są przekonani o swojej racji. To niemożliwe, aby w konflikcie małżeńskim jedna strona przegrała, a druga wygrała. W małżeństwie można tylko razem przegrać albo wygrać. Ta „wygrana” ma niewiele wspólnego z tym, czyje będzie na wierzchu.

Krzyż w małżeństwie

Sierpień 1997 roku. Jest parne popołudnie, zbiera się na burzę, powieki same opadają. W kaplicy ośrodka rekolekcyjnego trwa Msza św. dla uczestników 15-dniowych rekolekcji małżeńskich, członków Domowego Kościoła, czyli tzw. oazy rodzin. Nagle padają słowa o prawdziwym przebaczeniu i o krzyżu, które budzą Jacka, ówczesnego trzydziestolatka, od sześciu lat męża Barbary, ojca trzyletniej Małgosi.

„To był przełom – opowiada Jacek. – Prawdziwa rewolucja. Zrozumiałem, że w małżeństwie nie ma miejsca na ślepą sprawiedliwość, na skrupulatne wyliczanie, ile mi się należy. Że małżeństwo to przestrzeń miłości i służby, w której nie ma miejsca na pytania: «Skoro tyle daję, to co z tego będę miał»? Minęło 13 lat, odkąd staram się żyć w moim małżeństwie według logiki krzyża. A ponieważ podobnie czyni moja żona Basia, nasze małżeństwo kwitnie”.

„Dla mnie odkryciem rekolekcyjnym było zrozumienie, że dzień ślubu to punkt wyjścia, a nie dojścia – mówi Adam. – Nie wystarczy «zdobyć» kobietę, doprowadzić ją do ołtarza, a potem naiwnie sądzić, że wszystko się jakoś ułoży. Nic się nie ułoży, jeśli nie podejmiemy świadomego wysiłku, aby pielęgnować naszą miłość. Teraz, po latach, często zaskakujemy słuchaczy stwierdzeniem, że w dniu naszego ślubu kochaliśmy się… najmniej. Bo od tamtego sakramentalnego «tak» nasza miłość coraz bardziej wzrasta i dojrzewa”.

„A mnie powaliła hierarchia wartości, przedstawiona podczas rekolekcji – mówi Maria, żona Piotra. – Na pierwszym miejscu Pan Bóg i moja więź z Nim. Na drugim – relacja z mężem. Na trzecim – z dziećmi. Kolejny poziom odpowiedzialności to praca, aby utrzymać rodzinę, a potem zaangażowanie społeczne, w tym posługa na rzecz wspólnoty. Dopiero na końcu moje zainteresowania, hobby, rozrywka. Jakże mi to uporządkowało życie, w którym niekiedy praca wysuwała się przed rodzinę, dzieci przed Piotra, a Pan Bóg «wypadał poza podium». Uwierzyłam, że jeśli Bóg zajmuje pierwsze miejsce, to wszystko inne w moim życiu jest na swoim miejscu”.

Oto przykłady duchowych cudów, które dzieją się na rekolekcjach Domowego Kościoła. Piętnaście dni intensywnych przeżyć pozwala małżonkom dokonać olbrzymiego postępu w życiu duchowym, uporządkować swoje relacje, spojrzeć z wdzięcznością na męża, żonę, dzieci. Rekolekcje dla członków Domowego Kościoła to umiejętne połączenie modlitwy, życia wspólnotowego i odpoczynku. Równie ważny jak modlitwy, konferencje czy praca w grupach, jest „czas dla rodziny” – kilkugodzinna przerwa po obiedzie, którą rodzice i dzieci powinni wykorzystać na wspólną wycieczkę, relaks, a przede wszystkim na to, czego najczęściej brakuje w ciągu roku: rozmowy bez pośpiechu.

Umocnieni i pełni nadziei, że teraz będzie lepiej, wracają z „oazy” na „pustynię” codzienności. Tu jednak zaczynają się schody. Praca, wiązanie końca z końcem, napięcia, stres, zmaganie z własną grzesznością. Jak pozostać wiernymi temu, co przeżyli podczas rekolekcji?

Wspólnota Domowego Kościoła nie pozostawia ich samym sobie. Po pierwsze daje narzędzia do pracy, którymi są tzw. zobowiązania. Są to duchowe praktyki, które mają jedno zadanie: ułatwić drogę do nieba we dwoje, w łączności z dziećmi.

Jedni drugich brzemiona noście

Rekolekcje i formacja w zaciszu domowym to nie wszystko. Ogromnie ważną rolę odgrywają też spotkania kręgu. Krąg to grupa 4-7 małżeństw, które co miesiąc spotykają się w swych mieszkaniach w obecności kapłana, duchowego doradcy, aby wspomagać się wzajemnie w budowaniu w poszczególnych rodzinach tego, co Sobór Watykański II określił jako „Kościół domowy”.

Jaki przebieg ma spotkanie kręgu? „Najpierw przy skromnym poczęstunku dzielimy się tym, co wydarzyło się u nas w ciągu ostatniego miesiąca – opowiada Jolanta, żona Andrzeja. – To przygotowuje nas do modlitwy. Gdy słyszymy, czym żyją inne małżeństwa, możemy polecać Bogu rozmaite intencje, wstawiać się przed Nim za siebie nawzajem. Nie muszę dodawać, jak bardzo nas to zbliża do siebie… Bardzo istotną częścią spotkania jest tzw. dzielenie się zobowiązaniami, kiedy każde małżeństwo po kolei mówi o swoich zwycięstwach i porażkach w życiu duchowym. Niełatwo jest przyznać się kręgowi, że w minionym miesiącu nie potrafiłam się codziennie modlić lub że nie znalazłam czasu, by wziąć do ręki Pismo św., choć nie zabrakło mi go na telewizję, komputer albo zakupy dla przyjemności. I wcale nie chodzi tu o samooskarżanie się. Rolą kręgu jest niesienie pomocy, aby usunąć wszystko, co odgradza mnie od Boga, męża, dzieci”.

„Kiedyś podzieliłam się tym, że od kilku miesięcy nie możemy znaleźć czasu na dialog małżeński – kontynuuje Joanna. – Wraz z Andrzejem czuliśmy się bezradni, bo po całym dniu pracy i opieki nad dziećmi wieczorem padaliśmy ze zmęczenia. Poważna rozmowa byłą ostatnią rzeczą, o której marzyliśmy po dziesiątej w nocy. «Nie ma sprawy. Powiedzcie tylko, kiedy, a zaopiekujemy się waszymi dziećmi» – usłyszeliśmy. Skończyło się na tym, że dzieci poszły z «ciocią» i «wujkiem» na długi spacer, a my otrzymaliśmy w prezencie bezcenne trzy godziny na to, aby porozmawiać i spojrzeć sobie głęboko w oczy”. „Tworzymy też prawdziwą wspólnotę życia – dodaje Andrzej. – Pomagamy sobie w remontach, wymieniamy ciuszki dla dzieci, organizujemy wspólne wypady rowerowe. Każdy służy tym, co umie najlepiej. Razem stanowimy potęgę!”.

Normalne rodziny

„Lubię powtarzać, że nie ma w nas poczucia wyjątkowości, tego, iż jesteśmy wybrani – mówi Tomek. – Doceniamy inne ruchy i stowarzyszenia działające w Kościele. Nasza wspólnota to jedna z wielu dróg do świętości. Raz obrana, wymaga wysiłku i konsekwencji, ale jest pewna i «bez pudła» prowadzi ku świętości małżeńskiej. Pomaga także dobrze wychować dzieci”.

A co oprócz tego? „Cóż, jesteśmy normalni – żartują Beata i Tomek. – Pracujemy, od 10 lat spłacamy kredyt mieszkaniowy, opiekujemy się chorą mamą, chodzimy do kina i na wywiadówki. Uwielbiamy podróżować, czytać książki i rozmawiać ze sobą godzinami”.

„Może przesadziliśmy z tą normalnością – dodają ze śmiechem. – Kilkanaście lat temu świadomie i dobrowolnie zrezygnowaliśmy z telewizora. Nie pijemy też alkoholu, traktując to jako duchową walkę o wyjście z nałogu przez znajomego alkoholika. Jesteśmy szczęśliwi”.

Domowy Kościół to propozycja, którą można podjąć płytko lub głęboko. Realizowana płytko rodzi frustrację, zniechęcenia, przekonanie, że „nie działa”. Podjęta głęboko owocuje wzrostem duchowym, zdolnością do służby, napełnia poczuciem, że życie ma sens, bo wykracza daleko poza doczesność.

Tomasz Strużanowski
"Magazyn Familia" Numer 5/10
fot. archiwum redakcji "Listu DK"


Domowy Kościół

To małżeńsko-rodzinny ruch świeckich w Kościele, działający w ramach Ruchu Światło-Życie, który jest jednym z nurtów posoborowej odnowy Kościoła w Polsce. Łączy w sobie charyzmaty Ruchu Światło-Życie i międzynarodowego ruchu małżeństw katolickich Equipes Notre-Dame.

W 2009 roku w Polsce formowało się prawie 13 tysięcy małżeństw, skupionych w 2835 kręgach Domowego Kościoła. Kręgi rozwijają się również na Ukrainie, Słowacji, Białorusi, w Czechach, Niemczech, Włoszech, Austrii, Wielkiej Brytanii, Szwecji, Francji, Kanadzie i USA.

Więcej informacji można znaleźć na stronie 
www.dk.oaza.pl

Założycielem Domowego Kościoła jest Sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki (1921-1987). W rozwoju ruchu ściśle współpracowała z założycielem siostra Jadwiga Skudro (1914-2009) ze Zgromadzenia Sióstr Sacré Coeur. Duchową kolebką Domowego Kościoła jest Krościenko nad Dunajcem, gdzie w 1973 roku odbyły się pierwsze oazy rodzin.

Znak Domowego Kościoła

To dwa greckie słowa: fos (‘światło’) i zoe (‘życie’), wpisane w kształt krzyża wyrastającego spomiędzy dwóch złączonych obrączek, umieszczonych wraz z krzyżem w stylizowanej figurze domu. Domowy Kościół używa również symbolu Equipes Notre-Dame – ikony Świętej Rodziny.

Pismem formacyjnym jest „Domowy Kościół. List do wspólnot rodzinnych”, wydawany od 1975 roku.


Zobowiązania
czyli jak to działa w praktyce (u Beaty i Tomka)

Modlitwa osobista
Rano wstajemy wcześniej, by znaleźć czas na przynajmniej kwadrans modlitwy. Rozważamy fragment Pisma św. i pytamy Jezusa: „Jaka jest Twoja wola wobec mnie na ten dzień?”. Często w ciągu dnia spotykają nas sytuacje, w których rozważony rano fragment stanowi gotową podpowiedź, jak postąpić… Spotykamy się po południu i opowiadamy, jak nam minął dzień. Czasem udaje nam się obejrzeć wspólnie jakiś film na DVD. Nie oglądamy filmów „jak leci”, lecz wolimy sami coś wybrać. Potem jeszcze chwila zabawy i dzieci siadają do lekcji, w których często trzeba im pomóc.

Modlitwa rodzinna
Wieczorem modlimy się razem z dziećmi. Staramy się, aby nie była to szablonowa modlitwa, lecz wplatamy w nią słowa od siebie, rozważamy krótki fragment Pisma św. Trwa to 5-10 minut, ale staramy się, aby odbywało się codziennie.

Modlitwa małżeńska
Potem przychodzi pora na naszą modlitwę małżeńską, która pozwala nam między innymi wybaczyć sobie nieporozumienia, do których doszło w ciągu dnia. O tę modlitwę toczymy prawdziwą walkę. Wszystko przemawia przeciw niej: zmęczenie, brak czasu, pragnienie, by po położeniu dzieci spać mieć choć chwilę dla siebie. Widzimy jednak owoce: niesamowitą więź duchową, nasze wzajemne porozumienie, które w niejednej sytuacji sprawia, że tylko spojrzymy na siebie i już wszystko o sobie wiemy.

Dialog małżeński
Odbywamy go raz w miesiącu. Trwa on godzinę-dwie, przy zapalonej świecy, która przypomina nam, że w naszej rozmowie uczestniczy Ten Trzeci: Jezus Chrystus. Zastanawiamy się wtedy nad stanem naszej wzajemnej miłości, rodzicielstwa, podejmujemy ważne decyzje dotyczące naszego małżeństwa, wychowywania dzieci, pracy zawodowej, relacji z rodziną, znajomymi.

Regularne spotkanie ze Słowem Bożym
W naszym domu Pismo św. nie ma prawa obrosnąć kurzem. Zobowiązaliśmy się regularnie czytać Biblię, aby po pewnym czasie poznać ją w całości.

Reguła życia
To z kolei bat na nasz słomiany zapał i duchowe lenistwo. Po rozeznaniu, w czym najbardziej niedomagamy, podejmujemy konkretne postanowienie, z którego rozliczamy się po miesiącu. Jeśli problem ustąpił, przechodzimy do kolejnego etapu, a jeśli nie – podejmujemy dalszy wysiłek, aby go rozwiązać. Tu nie da się oszukać sumienia.

Rekolekcje
Siódmym zobowiązaniem jest coroczny udział w rekolekcjach, które mają różną długość. Widzimy, że najwięcej trudności sprawiają te najważniejsze, 15-dniowe oazy I, II i III stopnia. Trzeba wtedy stoczyć prawdziwą wojnę zarówno o urlop i pieniądze, jak i o to, aby wykrzesać z siebie chęci. Ale są też liczne krótsze propozycje rekolekcji: od weekendowych po tygodniowe.

Komentarze :Dodaj komentarz
Brak komentarzy.
wszystkie komentarze
Odwiedzin :