Sygnały troski: miesięcznik dla rodziców


Dzieci w wyścigu szczurów?

Wiemy wszyscy, że tzw. życie (w domyśle: sukces, kariera) stawia coraz wyższe wymagania i poprzeczki, więc trzeba dzieci odpowiednio wyposażyć i wytrenować do coraz wyższych osiągów, ale na ile jest to zgodne z naturalnymi potrzebami dzieciństwa? I czy rodzicom chodzi o prawdziwe czy bardzo wyimaginowane szczęście dziecka? We wrześniowym numerze „Sygnałów Troski” przeczytacie o tym

- Co dziecko musi mieć z dzieciństwa?
- Ile kosztuje sukces lub porażka?
- Czy dziecko musi mieć komórkę?
- Jak wychować geniusza?

Zachęcamy do lektury!


Dziecko na smyczy?

Czy dziecko musi mieć komórkę? Pewnie już ma… Do czego więc ona mu służy? Jaki pożytek z niej, a jakie szkody? Co o tym wiemy? Zdaniem wielu rodziców za komórką dla dziecka przemawia: – możliwość kontaktu rodziców z dzieckiem poza domem – większa kontrola dziecka, a więc i jego bezpieczeństwo – porozumiewanie się dziecka z przyjaciółmi i kolegami – możność wykorzystania technicznych możliwości komórki: przesyłanie plików tekstowych, dźwiękowych, robienie i przesyłanie zdjęć i filmików, dostęp do radia, telewizji i Internetu, odtwarzanie muzyki, lokalizacja dziecka – wyrabianie umiejętności korzystania z niej, a jednocześnie gospodarowania ilością rozmów (na karcie). Inni rodzice, jak i specjaliści, mówią, co przemawia przeciw: – nadmierne, ale i złudne poczucie kontroli rodziców nad dzieckiem (zdalne wychowanie) – brak prywatności dziecka – presja „bycia na uwięzi” – zakłócanie lekcji, rozmów, ciszy, liturgii, odpoczynku przez dzwoniących – brak rozumnej kontroli nad korzystaniem z komórki przez dziecko, a więc i nadmierne koszty (podstawowe, ale i płatne usługi) – rosnąca ilość znanych, ale i mniej znanych rozmówców dziecka – zastępowanie realnych kontaktów dziecka z rówieśnikami przez SMS-owanie – wpływ kontaktów sms-owych na zubożenie lub wulgaryzację języka – złe wykorzystywanie powyższych możliwości technicznych komórek (fotografowanie kogoś w kompromitujących sytuacjach i rozpowszechnianie tego, kontakt z niewłaściwymi stronami internetowymi, czatami, pocztą w Internecie) – możliwość nękania, zastraszania czy szantażowania dziecka przez kogoś, łącznie z przesyłaniem mu obscenicznych zdjęć, gifów, filmików – uzależnianie się od coraz częstszego SMS-owania i rozmów – wystawianie się dziecka na promieniowanie szkodliwe szczególnie dla dzieci poniżej 12 lat, ale i dla nastolatków – rankingi coraz lepiej „wypasionych” komórek pomiędzy rówieśnikami – niebezpieczeństwo napadu i rabunku drogich aparatów – zastępowanie zabaw, rozrywki, aktywności poprzez korzystanie z komórkowych możliwości (gry, komunikatory, wymiana gadżetów). Trzeba rozważyć: – Czy dziecku poniżej 12 lat własna komórka jest naprawdę niezbędna? – Czy nie zaopatrzyć go w aparat najprostszy lub specjalnie przeznaczony dla dzieci? – Czy nie poprosić go (młodszego) o możliwość przeglądania kontaktów? – Czy nie rezygnować ze zbytniej kontroli komórkowej nad dzieckiem na rzecz jego większej odpowiedzialności? – Czy nie uczyć wyłączania telefonu w czasie posiłków, modlitwy, odpoczynku, odrabiania lekcji, ważniejszych rozmów? – Czy nie ograniczać rozmów lub SMS-ów do absolutnie koniecznych? I pytanie na podsumowanie: – Jakich innych kontaktów (ze sobą samym, z innymi, z Bogiem) pozbawia się dziecko, dając mu możliwość kontaktu przez komórkę?
Br. Tadeusz Ruciński


Bóg cieszy się człowiekiem!

Najlepszym lekarstwem na chorą pychę jest zdrowa duma z bycia dzieckiem Boga. Wszystkim nam – dorosłym i dzieciom – jest potrzebna świadomość własnej godności, pewność siebie, uznanie ze strony innych osób, osiąganie sukcesów w szkole, w pracy zawodowej, w środowisku. To wszystko daje nam poczucie bezpieczeństwa, które jest szczególnie potrzebne w chwilach próby, zniechęcenia, niepowodzeń, obaw o przyszłość. Komu brakuje poczucia własnej wartości i pewności siebie, temu grozi zniechęcenie, lęk, a nawet rozpacz. Inni w takiej sytuacji wpadają w drugą skrajność i mają chorobliwie wygórowane mniemanie o sobie, które austriacki psycholog Alfred Adler nazwał fikcyjnym poczuciem wielkości. Tego typu fikcja nie wytrzymuje jednak konfrontacji z rzeczywistością i nie może trwać wiecznie. Im bardziej fikcyjne ma ktoś poczucie własnej wielkości, tym bardziej bolesne spotka go rozczarowanie samym sobą. Zagrożeniem dla rozwoju i poczucia bezpieczeństwa jest propagowanie przez niektórych psychologów „pozytywnego” obrazu samego siebie. W najlepszym przypadku taki obraz siebie jest jednostronny, a w najgorszym – iluzoryczny. Rzeczywiste poczucie bezpieczeństwa mamy wtedy, gdy osiągamy rzeczywiste sukcesy w codziennym życiu. Bezpieczny może czuć się tylko ten, kto ma prawdziwy, a nie „pozytywny” obraz siebie. Poczucie bezpieczeństwa i zdolność do radzenia sobie z życiem zależy od naszych faktycznych cech, a nie od naszych wyobrażeń na temat samego siebie. Chrześcijanin jest powołany do tego, by czuć się bezpiecznym tu i teraz, w twardej czasem rzeczywistości. Sam Jezus nas o tym zapewnia: „miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16, 33). Bóg pragnie, byśmy żyli w radości i dumie, która nie ma nic wspólnego z pychą! Pycha to powtarzanie grzechu pierworodnego, który polegał na naiwnym przekonaniu pierwszych ludzi, że sami odróżnią dobro od zła i że będą jak Bóg. Pokora sprzeciwia się pysze, ale nie sprzeciwia się dumie! Prawdziwa pokora to uznawanie całej prawdy o sobie – także prawdy o naszych pozytywnych cechach i zachowaniach – a nie dostrzeganie w sobie jedynie słabości. Gdy ktoś marzy o tym, by być świętym, to jego marzenia w pełni pokrywają się z marzeniami Boga. To właśnie jest szczyt pokory i dumy jednocześnie. Największym powodem do dumy dla dorosłych i dla dzieci nie są wiedza czy wykształcenie, ale świadomość, że nie zostaliśmy stworzeni na podobieństwo najwspanialszych nawet rodziców, lecz na podobieństwo Boga. Największy powód do radości mamy wtedy, gdy naśladujemy miłość Boga w Trójcy Jedynego, który jest wspólnotą różnych osób kochających zupełnie tak samo! Co Bóg w nas ceni? Nas samych i nas całych! Stworzył nas jako osoby świadome i wolne po to, byśmy mogli myśleć i kochać. Bóg przyszedł do nas w swoim Synu po to, byśmy zobaczyli, do jakiego piękna dorasta człowiek, który zaprzyjaźnił się z Bogiem. Stwórca pragnie, byśmy czuli się przy Nim całkiem bezpiecznie, bo nikt nie kocha nas bardziej, mądrzej i radośniej niż On.
ks. Marek Dziewiecki

Odwiedzin :