Strona główna -> Literatura: Jan Paweł II -> Miłość i odpowiedzialność


Wprowadzenie


Książka, która w tej chwili trafia do rąk Czytelnika, ma swoją historię. Po raz pierwszy ukazała się 20 lat temu. Przy współczesnym rytmie produkcji pisarskiej i wydawniczej oznacza to długi okres nawet w dziedzinie filozofii, w której dzieła starzeją się wolniej. A przecież książka ta ma jeszcze swą długą prehistorię.. Prehistorię pisaną doświadczeniem wielu ludzi, które w jakiś sposób stawało się doświadczeniem samego Autora, jako ich duszpasterza i przyjaciela, współprzeżywającego ich najbardziej intymne sprawy. Doświadczenie to zbiegło się i niejako spotkało z jego własnym tychże spraw wyczuciem, sprowokowało do refleksji i przemyśleń wyzwalając z czasem potrzebę dania im świadectwa. Świadectwo to znalazło swój wyraz najpierw w formie wykładów, wygłoszonych w latach 1958-59 w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, by w końcu przybrać postać książki Miłość i odpowiedzialność, wydanej w r. 1960 przez TN KUL (Towarzystwo Naukowe Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego) to Lublinie.
Od tej chwili dzieło zaczyna żyć swym własnym, samodzielnym życiem. Odtąd ono samo niejako pisze swoje dzieje. Habent sua fata libelli... Pisze ono je sobie samemu, a poniekąd również swemu Autorowi.
Dzieje te to głównie dzieje spotkania tych doświadczeń i tego świadectwa, któremu ono daje wyraz, z koncepcjami i propozycjami, które chcą się powołać na to samo źródło, a przynajmniej w tym samym źródle szukają dla siebie legitymacji i uprawomocnienia. Jak Miłość i odpowiedzialność wychodzi z tej konfrontacji? Pytanie to narzuca się w naturalny sposób w odniesieniu do książki, której przypadło istnieć w czasie tak bardzo nabrzmiewającym w problemy, jakie podjęto. Zrozumiałą jest wiać rzeczą, że Czytelnik pytanie to również stawia i oczekuje na nie odpowiedzi. A przecież uwłaczałoby samemu założeniu dzieła tutaj na to pytanie odpowiadać. Wszak dzieło to zostało pomyślane jako wezwanie do “doświadczenia doświadczenia". Coś, co można przywołać jako świadectwo doświadczenia i w każdej chwili poddać znowu osądowi doświadczenia, gdy tylko się wyłoni — bądź też na nowo nasili — potrzeba odwołania się do samych źródeł i podstaw ważności naszych sądów. A zatem Tolle ot lege! A nade wszystko Vide! “Przy takim charakterze książka — jak wyznaje sam Autor w przedmowie do jej II wydania — liczy na dalsze współautorstwo: liczy na to, że będą ją niejako w dalszym ciągu tworzyć ci, którzy do końca — i w teorii, i w praktyce — przemyślą czy przeprowadzą jej główne sformułowania". Otwarte więc na każde echo doświadczenia, z którejkolwiek by strony pochodziło, dzieło to jest równocześnie nieustającym apelem do Czytelnika o dopuszczenie do głosu doświadczenia w całym jego zakresie: zarówno co do rozległości, jak i głębi.
Kiedy tu mowa o głębi, chodzi o to wszystko, co niekiedy nie jawi się wprost i pierwszoplanowa jako treść doświadczenia, co jednak do tego stopnia — choć niejako z ukrycia — stanowi jego składową, iż niepodobna jej nie uwzględnić w imię zidentyfikowania jego zawartości. W przeciwnym bowiem razie trzeba by coś z niej ująć, uszczuplić, a przez to samo przekreślić autorytet samego integralnie pojętego doświadczenia, jedynego źródła informacji i podstawy rzetelnej wiedzy o czymkolwiek. Miłość i odpowiedzialność, bazując na takiej podstawie metodologicznej, nie potrzebuje obawiać się czegokolwiek, co tylko jest w stanie wylegitymować się doświadczeniem. Doświadczeniu — właściwie zinterpretowanemu — nie mogą zagrażać żadne dalsze doświadczenia. Bo na takiej konfrontacji prawda może tylko zyskać.
Dzieje Miłości i odpowiedzialności — od tej właśnie strony oglądane — ukazują osobliwą żywotność tej książki. Uproszczeniem byłoby oczywiście mówić o jej “zwycięskim pochodzie". Wiadomo jednak, że nie musiała ona zawdzięczać “ponownego odkrycia" czy też “wskrzeszenia" okoliczności, że jej Autor został papieżem. Miłość i odpowiedzialność żyła i żyje nie tylko wydaniami, które doszły do skutku: trzema polskimi (wśród nich dwoma krajowymi, co wobec znanych trudności wydawniczych jest godnym odnotowania wydarzeniem!) i kilku obcojęzycznymi: francuskim, włoskim i hiszpańskim. Żyje w jakiś sposób również tymi wydaniami, które w swoim czasie miały dojść do skutku, choć do skutku nie doszły...
Mimo że dzieło po upływie 20 lat od swego wydania nie wymaga rekomendacji, to jednak jest rzeczą oczywistą, że potrzebuje ono niejako ukazania go w nowym kontekście. Co wyznacza ten kontekst? W najogólniejszym zarysie wyznaczają go dwie dopełniające się wzajemnie “współrzędne".
Z jednej strony kontekst ten wyznacza dyskusja wokół centralnych zagadnień podjętych przez papieża Pawła VI w encyklice Humanae vitae. Jak wiadomo, dyskusja ta — skoncentrowana w pierwszej fazie na nie zawsze skoordynowanym wyszukiwaniu argumentów “za" lub “przeciw" antykoncepcji w celu pozyskania partnera sporu — przeszła z czasem w fazę metodologicznie pogłębionej samorefleksji. Stała się dyskusjo nad sposobem uzasadnienia norm moralnych w aspekcie ich słuszności. I tak, niektórzy nie kwestionując zasadniczo słuszności norm Humanae vitae dyskutowali odtąd nad zakresem ich obowiązywalności. Rozstrzygnięcie tej szczegółowej kwestii uzależniono od rozwiązania sporu pomiędzy deontologiczną a teleologiczną teorią argumentacji etycznej. Głębsza analiza przedmiotu tego sporu ujawnia wszakże większą złożoność samej problematyki, a zarazem mogącą zaskoczyć obie spierające się ze sobą strony możliwość — a nawet konieczność — stanowiska medialnego. Ujawniła także, że u podstaw rozwiązania, które może liczyć na pełną akceptację, musi pojawić się z jednej strony rzetelna antropologia: teoria osoby ludzkiej, a z drugiej strony pogłębiona wizja samego czynu. Ze w szczególności nie wolno doprowadzić do takiego wyizolowania momentu słuszności czynu, by został on oddzielony od zasadniczej funkcji czynu w relacjach międzyosobowych: funkcji wyrażania miłości, czyli afirmacji osoby z uwagi na przysługującą jej w sposób niezbywalny godność. Jest rzeczą ze wszech miar interesującą spojrzeć na całą tę dyskusję w 10 lat po ukazaniu się encykliki Humanae vitae z perspektywy dzieła, które ją o 10 lat niemal wyprzedziło. Dzieła, któremu obca jest zupełnie wszelka atmosfera animozji, kontestacji czy antykontestacji, dzieła, którego atmosferę określa bez reszty jedna jedyna troska: pozwolić wypowiedzieć się do końca prawdzie doświadczenia na temat miłości godnej osoby ludzkiej. Ale już właśnie dla tego samego powodu istnieje potrzeba osadzania dzieła w tymże kontekście i ukazania go na jego tle. To właśnie domaga się wprowadzenia not, pełniących, rotę komentarza wiążącego tekst Miłości i odpowiedzialności ze wspomnianym kontekstem. Komentarz tego rodzaju staje się tu wręcz niezbędny.
Nie wolno też — z drugiej strony — przeoczyć faktu, że na przestrzeni tychże 20 lat Autor Miłości i odpowiedzialności opublikował bardzo wiele artykułów, w których rozwija tematykę tej książki w różnych kierunkach, w szczególności w kierunku etyki rodziny oraz filozofii i teologii ciała. Potrzeba uwzględnienia tego ściśle autorskiego kontekstu wydaje się zupełnie oczywista. Nasunęła ona nawet początkowo myśl dołączenia wspomnianych publikacji do Miłości i odpowiedzialności w charakterze aneksu. Pomijając już jednak sprawę, że taki aneks musiałby objętościowo znacznie zmajoryzować samą książkę, na czoło wysunął się inny wzgląd przemawiający przeciwko takiemu zestawieniu. Oto poza obrębem tego aneksu musiałoby się znaleźć dzieło Autora o zupełnie wyjątkowej doniosłości dla ukształtowania tegoż kontekstu. Chodzi o Osobę, i czyn, dzieło, w którym Autor wypowiedział się najpełniej — choć w sposób zasadniczo pozaetyczny — na temat osoby ludzkiej. Nie trzeba tracić słów na przekonywanie kogokolwiek, jak bardzo jednak problematyka tego dzieła łączy się z zagadnieniem miłości odpowiedzialnej, głównym problemem Miłości i odpowiedzialności. Wszak to właśnie osoba w swym czynie i poprzez swój czyn staje się tejże miłości odpowiedzialnej podmiotem i adresatem. Ona jest aktorem owego dramatu — persona dramatis — w którym pisze sama “swa najprawdziwszą historię", historię miłości albo jej negacji, a przez to swego spełnienia lub niespełnienia. Tekst Miłości i odpowiedzialności zostałby zatem zubożony w swej zasadniczej osnowie, gdyby go nie powiązać w jakiś bodaj sposób z tekstem Osoby i czynu, gdyby go nie ukazać 10 kontekście Karola Wojtyły “traktatu o człowieku". Oto drugi powód, który zdecydował zarówno o konieczności wprowadzenia komentarza, jak i o jego charakterze.
W notach umieszczonych przez nas poniżej tekstu Miłości i odpowiedzialności Czytelnik znajdzie z jednej strony odniesienia do dzieł samego Autora, z drugiej zaś odniesienia, które będą ukazywały jego dzieło jako wezwanie do konfrontacji. Do konfrontacji odmiennych propozycji i koncepcji nie tyle nawet z dziełem Autora, ile raczej poprzez nie — jakby poprzez medium quo — z wymową integralnego etycznego doświadczenia miłości osoby do osoby. Miłości, która — jak ciągle o tym mówi właśnie doświadczenie — jest tym, czym jest, dopiero wtedy, gdy wznosi się na poziom afirmacji godności osobowej zarówno podmiotu miłości, jak i jej adresata we wszystkim, z czego ta godność wyrasta, co przenika i w czym się ostatecznie zakorzenia.

Lublin, 18 maja 1979 roku
KS. TADEUSZ STYCZEŃ JERZY GAŁKOWSKI ADAM RODZIŃSKI KS. ANDRZEJ SZÓSTEK

Wstęp do wydania I

Istnieje pogląd, że na temat małżeństwa mogą wypowiadać się tylko ci ludzie, którzy w nim żyją, a na temat miłości między kobietą a mężczyzną tylko te osoby, które ją przeżywają. Pogląd ten domaga się osobistego i bezpośredniego doświadczenia, jako podstawy wypowiadania się w danej dziedzinie. Tak więc duchowni i osoby żyjące w celibacie nie mogą mieć nic do powiedzenia w sprawach miłości i małżeństwa. Pomimo lego przemawiają oni często i często też piszą na te tematy. Brak doświadczenia własnego, osobistego, nie przeszkadza przy tym o tyle, że posiadają bardzo bogate doświadczenie pośrednie płynące z pracy duszpasterskiej. W pracy duszpasterskiej spotykają się bowiem tak często i w tak różnych momentach czy sytuacjach właśnie z tymi problemami, że tworzy się z tego jakieś inne doświadczenie, niewątpliwie bardziej pośrednie i “cudze", ale równocześnie o wiele szersze. Właśnie zaś wielość faktów z tej dziedziny tym bardziej pobudza do refleksji ogólnej i do szukania syntezy.
W ten sposób powstała też niniejsza książka. Nie stanowi ona wykładu doktryny. Jest natomiast przede wszystkim owocem nieustannej konfrontacji doktryny z życiem {na tym właśnie polega praca duszpasterza). Doktryna — nauka Kościoła — w dziedzinie moralności “płciowej" opiera się na Ewangelii, 'której wypowiedzi na ten temat są zwięzłe, a równocześnie wystarczające. Aż dziw, że można w oparciu o tak niewielką ilość zdań zbudować system tak kompletny. Trafiają one najwidoczniej w punkty newralgiczne zagadnienia, w punkty wiążące, które decydują o całej reszcie zasad i norm moralnych. Wystarczy mieć do dyspozycji tych kilka tekstów: Mt 5, 27. 28; Mt 19, 1-13; Mk 10, 1-12; Łk 20, 27-35; J 8, 1-11; l Kor 7 (w całości); Ef 5, 22-33 — aby urobić sobie dosyć przejrzyste poglądy na dany temat. W książce niniejszej (która nie stanowi jakiegoś studium egzegetycznego) do tych tylko kilku najważniejszych zdań nawiązujemy.
Jeżeli jednak samo zestawienie norm etyki katolickiej na odcinka moralności “płciowej" jest łatwe, to natomiast co krok wysuwa się potrzeba ich uzasadnienia. Normy te bowiem natrafiają wielokrotnie ns sprzeciw, bardziej może w praktyce niż w teorii, ale duszpasterz, który spotyka się przede wszystkim z praktyką, musi szukać tych uzasadnień. Zadaniem jego bowiem nie jest tylko nakazywać czy zakazywać, ale uzasadniać, tłumaczyć i wyjaśniać. Książka niniejsza zrodziła się w zasadniczej mierze z potrzeby uzasadnienia norm katolickiej etyki seksualnej — i to uzasadnienia jakoś możliwie najbardziej ostatecznego, apelującego do najelementamiejszych i bezspornych prawd moralnych i najbardziej podstawowych wartości czy dóbr. Dobrem takim jest osoba, a prawdą moralną najściślej związaną właśnie ze światem osób jest “przykazanie miłości" — miłość bowiem jest dobrem właściwym dla świata osób. I dlatego najbardziej podstawowe ujęcie moralności seksualnej to ujęcie na zasadzie “miłości i odpowiedzialności" — stąd tytuł całej książki.
Ujęcie takie domaga się szeregu analiz. Książka niniejsza przy całym swoim syntetycznym nastawieniu jest mocno analityczna. Przedmiotem analizy jest więc naprzód osoba w relacji do popędu seksualnego, później miłość, jaka na jego podłożu wyrasta między kobietą a mężczyzną, z kolei cnota czystości jako nieunikniony współczynnik owej miłości, wreszcie zagadnienie małżeństwa i powołania. Wszystkie te problemy są przedmiotem analiz, nie opisów — chodzi bowiem właśnie o wydobycie uzasadnień, którym zawdzięczają swoją rację bytu reguły i normy katolickiej etyki “seksualnej". Książka ma w całości charakter filozoficzny — etyka bowiem jest (i może być tylko) częścią filozofii.
Czy posiada znaczenie praktyczne? Czy jest “życiowa"? W założeniu jak najbardziej, chociaż nigdzie nie sili się na podanie jakichś gotowych recept czy drobiazgowych przepisów postępowania. Nie jest kazuistyczna, stara się bardziej o stworzenie całościowej wizji zagadnienia niż o szczegółowe rozwiązania — wszystkie one bowiem w jakiś sposób mieszczą się w tej wizji. Tytuł książki jest najwłaściwszym jej wyrazem: w odniesieniu do stosunków, jakie zachodzą wśród osób różnej płci, kiedy mówimy o “etyce seksualnej", wówczas myślimy właściwie o “miłości i odpowiedzialności".
Pojęcie miłości jest tutaj pojęciem głównym, jemu też poświęcamy najwięcej analiz — poniekąd nawet wszystkie, jakie znajdują się w tej książce. Istnieje bowiem, w szczególności na gruncie etyki chrześcijańskiej zrodzonej z Ewangelii, problem, który można określić jako “wprowadzenie miłości do miłości". Słowo “miłość" oznacza w pierwszym wypadku to, co jest treścią największego przykazania, w drugim zaś to wszystko, co na podłożu popędu seksualnego kształtuje się pomiędzy kobietą a mężczyzną. Idąc w przeciwnym kierunku można by powiedzieć, że istnieje problem sprowadzenia tej drugiej miłości do pierwszej, tj. tej, o której mówi Ewangelia.
Jest to problem otwarty. Podręczniki etyki i teologii moralnej ujmują te dwie miłości nieco rozdzielnie: o pierwszej mówią w traktacie na temat cnót teologicznych, gdyż miłość jest największą z tych cnót, o drugiej natomiast mówią przede wszystkim w ramach traktatu o kardynalnej cnocie wstrzemięźliwości, z nią bowiem łączy się czystość seksualna. W świadomości ludzkiej może powstać wskutek tego pewien hiatus, jakieś poczucie niesprowadzalności drugiej miłości do pierwszej, a w każ-dym razie - nieświadomość dróg, na jakich to może się urzeczywistnić. Równocześnie zaś obserwacja życia (a zwłaszcza doświadczenie dusz-pasterskie) dowodzi ogromnego zapotrzebowania na poznanie owych dróg. Nauka zaś moralna Ewangelii zdaje się stwarzać wyraźną ku temu inspirację. Ewangelię odczytują zarówno ludzie wierzący, jak niewierzący. Pierwsi odkrywają w przykazaniu miłości główne wiązanie całego porządku nadprzyrodzonego, ale i pierwsi, i drudzy zdolni są odkryć w nim afirmację jakiegoś wielkiego ludzkiego dobra, które może i powinno by6 udziałem osób. W książce niniejszej raczej nawet na tym drugim kładziemy główny akcent.
Mniema się najczęściej, że problematyka "płci" to eo ipso nade wszystko problematyka "ciała". Stąd tendencja, aby głos w tej dziedzinie oddać prawie wyłącznie fizjologii i medycynie - psychologię dopuszcza się na drugim planie. Mniema Się też, że nauki te same z siebie wyłonią normy etyczne. Książka niniejsza ujmuje to zagadnienie z gruntu inaczej. Etyka seksualna jest domeną osoby. Niczego w niej nie sposób poją6 bez zrozumienia osoby, jej bytu, działania i uprawnień. Porządek osobowy jest jedyną płaszczyzną właściwą dla wszystkich rozważań w dziedzinie etyki seksualnej. Fizjologia czy medycyna mogą tylko uzupełnić o te rozważania. Same z siebie nie stwarzają one pełnych podstaw do zrozumienia miłości i odpowiedzialności, a przecież o to właśnie chodzą we wzajemnym odniesieniu osób różnej płci.
Dlatego też całokształt rozważań, które mają być zawarte w tej książce, posiada charakter personalistyczny. Szczegóły fizjologiczne i medyczne znajdą miejsce w przypisach . Przy okazji bardzo dziękuję tym Osobom, które ułatwiły mi zestawienie owych szczegółów, jako też skompletowanie i przejrzenie pewnej ilości pozycji bibliograficznych.

Autor

Wstęp do wydania II

Książka pt. Miłość i odpowiedzialność, która po raz pierwszy ukazała się w 1960 r. staraniem Towarzystwa Naukowego KUL, wychodzi niniejszym po raz drugi staraniem Wydawnictwa "Znak". Tematem książki są zagadnienia etyki seksualnej - stąd jest ona zaadresowana do wszystkich, których te zagadnienia interesują bądź w sposób teoretyczny, bądź też praktyczny. Na początku drugiego wydania, 'podobnie jak i na początku pierwszego, należy się kilka wyjaśnień dotyczących genezy książki, a także jej koncepcji i budowy. Wypada też zaraz powiedzieć, że książka zawdzięcza swoje powstanie wielu współ-autorom. Jedni z nich świadomie wspierali autora w pisaniu książki, pomagając mu przy tym w różny sposób - pragnę Im za to serdecznie podziękować, inni przyczynili się do jej powstania w sposób nieświadomy, dostarczając bodźców do jej napisania. Ale to już wiąże się z problemem genezy książki.
Miłość i odpowiedzialność powstała w oparciu o dwa źródła, które równolegle dostarczały do niej elementów. Aby zrozumieć te źródła oraz cały mechanizm ich współdziałania, trzeba wziąć pod uwagę fakt, że autor książki jest duchownym. Duchownym zaś dosyć często odmawia się kompetencji, gdy chodzi o zabieranie głosu na tematy seksualne - właśnie dlatego, że osobiście nie stykają się z nimi w taki sposób jak ludzie świeccy żyjący w małżeństwie, że nie mają w tej dziedzinie osobistego do-świadczenia. Z uwagi na to trzeba podkreślić, że jednym z dwu źródeł książki niniejszej jest właśnie doświadczenie. Jest to doświadczenie po-średnie, jakiego dostarcza praca duszpasterska. Stawia ona duchownego tak często i w tylu różnorodnych momentach czy. sytuacjach oko w oko z problematyką seksualną, że tworzy się z tego doświadczenie zupełnie swoiste. Zgoda na to, że nie jest ono osobiste, ale "cudze", równocześnie jednak jest szersze, aniżeli jakiekolwiek doświadczenie li tylko osobiste. Trzeba też zaraz dodać, że jest ono inne niż specjalistyczne doświadczenie tych osób, które - jak np. lekarze - z problematyką seksualną spotykają się również na szerokim odcinku różnorodnych faktów. Inny jest kąt widzenia specyfiku jacy to doświadczenie.
Funkcja doświadczenia - jeśli chodzi o genezą książki - nie jest zresztą wyłączna i jedyna. Właśnie z uwagi na stan autora działało oprócz doświadczenia, a nawet poniekąd poprzez doświadczenie duszpasterskie, drugie źródło. Tym źródłem nadrzędnym jest Ewangelia, a na jej prze-dłużeniu - nauka Kościoła. Źródło to pracowało na rzecz przemyśleń, podczas gdy doświadczenie dostarczało faktów do konfrontacji z doktryną. Ewangelia zawiera niewiele stosunkowo tekstów, które mówią wprost o etyce seksualnej i małżeńskiej: Mt 5, 27. 28; Mt 19, 1-13; Mk 10, 1-12; Łk 20, 27-35 i J 8, 1-11; l Kor 7 (w całości); Ef 5, 22-23, nie wspominając o bardzo ważnych tekstach w Starym Testamencie, zwłaszcza w Księdze Rodzaju. Wszystkie wymienione fragmenty tkwią organicznie w cało-kształcie Ewangelii i muszą być odczytywane w tym całokształcie jako w swoim istotnym kontekście. Odczytywane w ten sposób dają one asumpt do refleksji o charakterze filozoficznym. Wiadomo przecież, że w oparciu o Objawienie powstała nie tylko teologia, która posługiwała się filozofią jako narzędziem spekulacji myślowej. Objawienie dostarczyło także potężnych impulsów dla filozofii - wystarczy wymienić choćby koncepcję bytu wypracowaną przez św. Tomasza. Otóż zdaje się, że w podobny nieco sposób Ewangelia dostarcza impulsu do filozoficznego prze-myślenia problematyki seksualnej.
Jest to problematyka z dziedziny moralności, tak bowiem zarysowuje się w Ewangelii i nauce Kościoła. I dlatego jej filozoficzne przemyśle-nie musi przybrać charakter pewnego studium z etyki (czy też "studium etycznego" - jak określono w podtytule). Aspekt moralności jest zresztą w całej problematyce seksualnej najistotniejszy, jak na to wskazuje po-średnio nawet ł seksuologia. Moralność to osobna dziedzina ludzkiej egzystencji, a zwłaszcza ludzkiego działania, związana ze świadomością i wolną wolą. Czyny ludzkie w oparciu o świadomość i wolną wolę posiada-ją wartość moralną, są moralnie dobre lub złe. Etyka, jako osobna sfera myślenia filozoficznego, opiera się na fakcie moralności, by szukać nade wszystko uzasadnień dla dobra i zła moralnego. Nie poprzestaje na samym podaniu norm, które kierują ludzką moralnością, ale stara się wniknąć głębiej ł wyjaśnić, dlaczego czyny ludzkie stosując się do tych norm są moralnie dobre, w przeciwnym zaś razie - złe. W naszym wypadku jedno z wymienionych źródeł, mianowicie doświadczenie, przybliża do faktów z zakresu żywej moralności seksualnej czy małżeńskiej. Drugie zaś źródło, tj. Ewangelia, nie tylko dostarcza gotowych norm, reguł postępowania w dziedzinie moralności seksualnej i małżeńskiej, ale także pomaga nam wydatnie w odszukaniu właściwych uzasadnień dla tych norm. I dzięki temu umożliwia refleksję filozoficzną - czyli w naszym wypadku właśnie etyczną - nad całokształtem problematyki seksualnej. W ten sposób uprawniony jest podtytuł książki, który brzmi "studium etyczne".
Refleksja oparta o wymienione źródła prowadzi do personalistycznego ujmowania problematyki seksualno-małżeńskiej, co merytorycznie biorąc wyznacza główną koncepcję książki. Uwydatnia się to już w samym jej planie, gdzie rozdział I nosi tytuł: Osoba a popęd, rozdział II: Osoba a miłość, III - Osoba a czystość. Rozdział IV, Sprawiedliwość względem Stwórcy, traktuje może najbardziej ze wszystkich o religijnych założeniach i konsekwencjach personalizmu na odcinku etyki seksualnej, rozdział zaś V stanowi już tylko (bardzo zresztą niekompletną) próbę konfrontacji tego stanowiska w etyce z tezami i wskazaniami seksuologii biologicznej oraz medycznej. Trzeba przyznać, że biologia oraz medycyna zajmują w całokształcie książki o wiele mniej miejsca niż psychologia - to także jedna z konsekwencji przyjętej w książce koncepcji personalistycznej. Osoba charakteryzuje się przede wszystkim przez swoją "psyche", i to nawet w dziedzinie seksualnej. Nb. owa psychologia w 'książce posiada charakter filozoficzny, przy czym bardzo często próbujemy iść drogą analizy fenomenologicznej.
Trudno odpowiadać już we wstępie na pytanie: "Czy książka jest praktyczna i «życiowa»"? Odpowiedź na nie jest ważna z uwagi na adresatów książki. Otóż tak jak i w pierwszym wydaniu - w stosunku do którego wydanie niniejsze jest nieco przerobione - pragnę podkreślić, że książka nie sili się nigdzie na podawanie jakichś gotowych recept czy też drobiazgowych przepisów postępowania. Nie jest kazuistyczna, stara się raczej o stworzenie całościowej wizji zagadnienia niż o szczegółowe rozwiązania - te ostatnie bowiem zawsze w jakiś sposób mieszczą się w owej wizji całościowej. Wskazuje na to chyba sam tytuł Miłość i odpowiedzialność. Równocześnie, przy takim charakterze, książka liczy na dalsze współautorstwo: liczy na to, że będą ją niejako w dalszym ciągu tworzyć ci, którzy do końca - i w teorii, i w praktyce - przemyślą czy przeprowadzą jej główne sformułowania.

Autor


Odwiedzin :