Strona główna -> Duchowość -> Spowiedź a rozwój duchowy

Większość z nas została ochrzczona jako dzieci. W młodym wieku odbyliśmy też formację katechetyczną, która łączyła się z wdrożeniem nas w życie sakramentalne. Co by jednak było, gdyby nasze rozumienie sakramentu pojednania nadal pozostawało na poziomie dziecięcym; gdybyśmy w dorosłym życiu, klęcząc przy kratkach konfesjonału, dalej wyznawali, że „zapomnieliśmy odmówić paciorka albo nie słuchaliśmy mamy”?

Życie chrześcijańskie podlega nieustannej zmianie. Droga rozwoju duchowego niejednokrotnie wymaga od nas takiego dostosowania podejmowanych środków duchowych, by były jak najbardziej adekwatne do naszych potrzeb. Dotyczy to również sakramentu pojednania.

Na drodze oczyszczającej
Teologia duchowości wyróżnia trzy etapy rozwoju duchowego: drogę oczyszczającą, oświecającą i jednoczącą z Bogiem. Droga oczyszczenia rozpoczyna się od nawrócenia, czyli od pragnienia postawienia Boga w centrum swojego życia. Wówczas człowiek pragnie żyć w łasce uświęcającej i aby temu postanowieniu sprostać, podejmuje walkę ze wszystkim swoimi skłonnościami, które mogą tę łaskę zniszczyć lub naruszyć. Więź z Chrystusem na tym etapie nie jest jednak wystarczająco trwała, także dojrzałość osobowa i duchowa takiej osoby często pozostawia wiele do życzenia: mimo dobrych chęci zdarza się jej jeszcze popadać tak w grzechy ciężkie (śmiertelne), jak i w liczne grzechy lekkie (powszednie). Pierwsze –całkowicie zrywają przyjaźń człowieka z Bogiem, drugie – tę więź osłabiają.

Grzechy ciężkie są świadomym i dobrowolnym przekroczeniem prawa Bożego w ważnej materii. Mogą także wystąpić na drodze pewnego uwikłania w zło. Człowiek na skutek grzechu pierworodnego i innych grzechów własnych oraz krzywd, które na niego spadły i pozostawiły w jego emocjonalności destrukcyjny ślad, może ulegać różnym negatywnym tendencjom i pod ich wpływem przekraczać Boże przykazania. Pożądliwość, brak umiarkowania, zapalczywość w gniewie, brak panowania nad swoją emocjonalnością – mogą popychać człowieka do grzechu ciężkiego, jeśli nie będzie pracował nad tymi wadami swego charakteru.

Trudno przyjąć, że ktoś po rzeczywistym nawróceniu mógłby nadal wybierać grzech ciężki w sposób w pełni świadomy i dobrowolny, jednak wszelkie nie do końca dobrowolne uwikłania w poważne grzechy mogą przynieść jednakowo destrukcyjne konsekwencje. Dlatego droga oczyszczenia obejmuje nie tylko bezpośrednią walkę z poszczególnymi grzechami, ale i pracę nad wszelkimi nieuporządkowanymi namiętnościami i wadami głównymi, takimi jak: pycha, chciwość, nieczystość, zazdrość, nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu, skłonność do gniewu czy lenistwo. W tej walce wielką pomocą może być właśnie częsta spowiedź, dzięki której penitent na powrót jedna się z Bogiem i powraca do stanu łaski uświęcającej, która wspiera go w dalszej pracy nad sobą. W kontakcie ze spowiednikiem może także uzyskać cenne rady i duchowe wsparcie w walce ze swoimi słabościami.

W Katechizmie Kościoła Katolickiego spowiedź przedstawiana jest jako główne narzędzie wyzwalania człowieka z grzechów ciężkich. W tekście stanowiącym cytat z dekretu Soboru Trydenckiego czytamy: Na spowiedzi penitenci powinni wyznać wszystkie grzechy śmiertelne, których są świadomi po dokładnym zbadaniu siebie (n. 1456). W tym kluczu należy też odczytać przykazanie kościelne, które głosi, że przynajmniej raz w roku należy się spowiadać. Kodeks Prawa Kanonicznego bowiem mówi: Każdy wierny, po osiągnięciu wieku rozeznania, obowiązany jest przynajmniej raz w roku wyznać wiernie wszystkie swoje grzechy ciężkie (por. KKK, n. 1457). W tekście czytamy również, że ten, kto ma świadomość popełnienia grzechu śmiertelnego, nie powinien przyjmować Komunii świętej, nawet jeśli przeżywa wielką skruchę, bez uzyskania wcześniej rozgrzeszenia sakramentalnego.

A zatem spowiedź, która dotyczy głównie grzechów ciężkich, najbardziej przynależy drodze oczyszczającej. Na tym etapie nie kończy się jednak wzrost życia chrześcijańskiego.

Na drodze oświecającej i jednoczącej
Kolejne etapy stają się udziałem chrześcijanina, kiedy dzięki Bożej łasce udało mu się pokonać różne grzeszne tendencje, które wcześniej nieraz brały go w niewolę. Praca duchowa koncentruje się wtedy na doskonaleniu cnót i naśladowaniu Jezusa. Jeśli pojawiają się grzechy, nie dotyczą one już materii poważnej, lecz lekkiej. Nie znaczy to jednak, że chrześcijanin może je lekceważyć. Rosnąca miłość do Chrystusa sprawia, że osoba będąca na tym etapie wyraźniej widzi wszystkie uchybienia i zaniedbania, które choć trochę naruszają jej więź z Bogiem. W porządku subiektywnym mogą być one postrzegane jako coś poważnego, choć w porządku obiektywnym – jako grzechy powszednie – wcale takimi nie są.

Ta subtelność sumienia sprawia, że wiele osób będących na tym etapie nadal spowiada się regularnie, przyjmując ten sakrament raczej z pobożności niż z konieczności, skoro do oczyszczenia z grzechów lekkich wystarczy spowiedź powszechna podczas każdej Mszy Świętej oraz pokorne przyjmowanie Komunii świętej, która – jak czytamy w Katechizmie – jest środkiem zaradczym uwalniającym nas od grzechów powszednich i zachowującym od grzechów śmiertelnych (n. 1436).

W Katechizmie czytamy, że podczas spowiedzi wyznawanie codziennych win (grzechów powszednich) nie jest ściśle konieczne – choć, co dokument zaraz dodaje – niemniej jest przez Kościół gorąco zalecane. Istotnie, regularne spowiadanie się z grzechów powszednich pomaga nam kształtować sumienie, walczyć ze złymi skłonnościami, poddawać leczącej mocy Chrystusa i postępować w życiu Ducha. Częściej otrzymując przez sakrament pokuty dar miłosierdzia Ojca, jesteśmy przynaglani, by być – jak On – miłosierni (n. 1458).

Dodatkowy argument za spowiedzią z pobożności podaje znana mistyczka niemiecka Adrienne von Speyr. W książce „Spowiedź” pisze ona: Ta spowiedź stawia sobie za cel nie tyle wyrwanie chrześcijanina ze społeczności żyjących w grzechu, co raczej uzdolnienie do życia pośród grzeszników, do uczestniczenia w ich losie. […] Chrześcijańska spowiedź dewocyjna musi zawierać w sobie pragnienie pełniejszego uczestniczenia w losie grzeszników, co więcej – z tymi także, którzy o spowiedzi nie wiedzą lub jej nie praktykują, a wreszcie pragnienie uzyskania dla nich jak najwięcej łask z pomocą częstej lub nawet codziennej Komunii.

Wyzwolenie się z grzechów ciężkich nie oznacza, że chrześcijanin staje się odtąd zupełnie wolny od wszelkich pokus. Nie jest także wyrazem pełnej doskonałości jego życia. Każdy chrześcijanin będący na tym etapie dobrze wie, że zawsze mógłby czynić więcej dobra niż czyni; ma również świadomość, że – mimo dobrej woli – codziennie zaniedbuje się on w praktykowaniu uczynków miłości. Stąd spowiedź może być dobrym przypomnieniem, że bez względu na to, ile dobra czynimy w naszym życiu, wszystko dzieje się dzięki łasce Bożej, a my sami słudzy nieużyteczni jesteśmy (por. Łk 17, 10).

Cezary Sękalski
„Głos Ojca Pio” (nr 38/2006)

Komentarze :Dodaj komentarz
Brak komentarzy.
wszystkie komentarze
Odwiedzin :