Strona główna -> Duchowość -> Maryja - Totus Tuus -> Odmawiajcie codziennie różaniec


"Ujrzeliśmy na skalnym dębie Panią w białej sukni, promieniującą światłem jaśniejszym od słońca. Byliśmy tak blisko, że znajdowaliśmy się w obrębie światła, które Ją otaczało lub którym Ona promieniowała, mniej więcej w odległości półtora metra.
'Nie bójcie się, nic wam nie zrobię. Jestem z nieba. Przyszłam was prosić, abyście tu przychodzili przez sześć kolejnych miesięcy, dnia trzynastego o tej samej godzinie. Potem powiem, kim jestem i czego chcę. Następnie wrócę jeszcze siódmy raz.
Czy chcecie ofiarować się Bogu, aby znosić wszystkie cierpienia, które On wam ześle jako zadośćuczynienie za grzechy, którymi jest obrażany i jako prośbę o nawrócenie grzeszników?
Będziecie musieli wiele cierpieć, ale łaska Boża będzie waszą siłą.
Odmawiajcie codziennie Różaniec, aby uzyskać pokój dla świata i koniec wojny'".

Nad niewielką osadą położoną w oddalonej od bitych dróg malowniczej okolicy wstawało słońce. Była majowa niedziela, pełna śpiewu ptaków, zapachu kwiecia, a także prostej radości, że Bóg dał ludziom Maryję za Matkę. Mieszkańcy Fatimy i okolicznych przysiółków, także tego o dźwięcznej nazwie Aljustrel, przybyli tłumnie do parafialnego kościoła, by chwalić Boga za Jego miłość i dobroć. Fatima to jedno z tych miejsc w Portugalii opanowanej ówcześnie przez masonerię, w których wbrew państwowym dekretom żyło się Ewangelią (niech wystarczy powiedzieć, że nie znano tam kradzieży!), gdzie gorliwie praktykowano wiarę (parafialna świątynia była zawsze pełna, a Bóg był jednym z głównych tematów rozmów tych ludzi) i gdzie kochano Maryję całym sercem (dość przypomnieć piękne maryjne śpiewy, które codziennie wypełniały tamtejsze domy).
Wśród tych, którzy 13 maja wypełniali kościół w Fatimie, znajdowało się rodzeństwo: 7-letnia Hiacynta i 9-letni Franciszek Marto, oraz ich kuzynka 10-letnia Łucja dos Santos. Po powrocie do domu trójka dzieci wyruszyła do Cova da Iria - pagórkowatej okolicy zwanej Doliną Pokoju, by pilnować pasących się owiec. Cova da Iria pokrywały gaje oliwkowe, znajdował się tam również pokaźny warzywnik uprawiany przez rodziców Łucji. Tam właśnie, na łagodnym stoku ukazała się dzieciom Matka Najświętsza. Łucja zapisała we wspomnieniach: "Ujrzeliśmy na skalnym dębie Panią w białej sukni, promieniującą światłem jaśniejszym od słońca. Byliśmy tak blisko, że znajdowaliśmy się w obrębie światła, które Ją otaczało lub którym Ona promieniowała, mniej więcej w odległości półtora metra". Potem, gdy Maryja otworzy swe dłonie, to silne światło zostanie im przekazane, dotrze do najgłębszej głębi ich dusz i spowoduje, że dzieci - pisze Łucja - ujrzą siebie w Bogu, który jest tym światłem, wyraźniej niż w najlepszym zwierciadle. Nic dziwnego, że to światło będzie potem przedmiotem licznych rozważań najstarszej wizjonerki, potem karmelitańskiej zakonnicy. W jednej z refleksji związanej z objawieniami fatimskimi napisze, że światło to było tak potężne, że jego promienie przypominały błyskawice spadające z nieba podczas burzy. Było ono tak silne, tak pełne energii, że aż oślepiało! Oślepiało, byśmy przestali widzieć wszystko z perspektywy doczesności i mogli zobaczyć Boga...
Wejście dzieci w świetlany krąg było mistycznym doświadczeniem trwania w Bogu. Tak oto Matka Najświętsza, jeszcze nim wypowiedziała pierwsze słowa, już dała ludziom wielką lekcję teologii: Maryja jest Święta i Niepokalana, bo przepełnia Ją Bóg i Jego łaska. Więcej: im bliżej staniemy Matki Bożej, tym pełniej będziemy żyć w obecności Bożej! Jeszcze więcej: kiedy dzieci fatimskie widziały to światło Boże, widziały przychodzącą Maryję. Jakby Bóg i Jego łaska przybierały w Fatimie "postać Matki Najświętszej". Może brzmi to dziwnie, ale przecież równie dziwnie przedstawia się teologia Jana Pawła II, który pisał, że dziś Opatrzność Boża - a także Boże Miłosierdzie - przybierają postać Najświętszej Maryi Panny, Matki Jezusa i naszej.
Warto o tym pamiętać, gdy nam, Polakom, zarzuca się "nieteologiczną" pobożność maryjną. Przecież sam Papież Benedykt XVI potwierdził słuszność naszej maryjnej drogi, kiedy na Jasnej Górze śpiewał wraz z nami loretańską litanię, klęcząc przed Najświętszym Sakramentem! Bo kiedy mówimy do Maryi, nasze myśli biegną zawsze do Jej Syna! Tak było też w Fatimie, gdzie bycie blisko Matki Najświętszej oznaczało wejście w krąg Boży, a bycie blisko Boga było objawieniem się Jego Matki.
Wróćmy do pierwszego spotkania Matki Bożej Fatimskiej z dziećmi. Pierwsza zaczęła mówić Maryja: "Nie bójcie się, nic wam nie zrobię. Jestem z nieba. Przyszłam was prosić, abyście tu przychodzili przez sześć kolejnych miesięcy, dnia trzynastego o tej samej godzinie. Potem powiem, kim jestem i czego chcę. Następnie wrócę jeszcze siódmy raz".
Dlaczego Maryja zstąpiła z nieba? Z jakim orędziem przysłał Ją miłujący Ojciec? Dzieci miały przychodzić do Doliny Pokoju, by przyjąć i przekazać światu niezwykłe przesłanie, które Jan Paweł II nazwał "orędziem wieku". Uczyniło ono Fatimę objawieniem najważniejszym w dziejach Kościoła. Dziś wiemy, że zostało ono dane jako ratunek dla współczesnego świata.
Dziś, gdy od tamtych wydarzeń dzieli nas niemal stulecie, wiemy już o Fatimie dużo. Wiemy, że jako miejsce swych objawień Maryja wybrała Dolinę Pokoju, bo Jej orędzie miało dać światu pokój. Wiemy też, że owe "potem powiem, kim jestem i czego chcę" odnosi się do ostatniego objawienia w Fatimie, w którym Maryja ogłosiła, że Ona jest Matką Bożą Różańcową, a my mamy przestać obrażać Boga, już i tak zanadto obrażonego. Zaś Maryjne "siódmy raz" kieruje naszą uwagę na objawienie, o którego istnieniu dowiedzieliśmy dopiero pół roku temu! A potem Matka Najświętsza dopełnia Fatimę w hiszpańskiej Pontevedra (1925) i Tuy (1929), gdzie objawia swe dwa wielkie żądania: odprawianie nabożeństwa wynagradzającego do Jej Niepokalanego Serca i poświęcenie się temuż Niepokalanemu Sercu.
Fatima to wezwanie do wynagradzania Bogu za grzechy. Zwróćmy uwagę, że wątek wynagradzający, w który wpisane jest przede wszystkim nabożeństwo pierwszych sobót objawione w Pontevedra, pojawia się już w majowym objawieniu. Kolejne słowa, jakie słyszą dzieci, mówią właśnie o potrzebie wynagradzania: "Czy chcecie ofiarować się Bogu, aby znosić wszystkie cierpienia, które On wam ześle jako zadośćuczynienie za grzechy, którymi jest obrażany i jako prośbę o nawrócenie grzeszników?". A kiedy mali wizjonerzy wyrażają zgodę, słyszą to, co rozbrzmiewa także w sercu każdego, kto odczytuje powyższe pytanie jako skierowane do siebie i kto mówi Maryi swoje "tak". Matka Boża ogłasza Łucji, Franciszkowi, Hiacyncie i każdemu z nas: "Będziecie musieli wiele cierpieć, ale łaska Boża będzie waszą siłą". I od razu zapewnia, że takie życie przyniesie niezwykłe owoce, jeśli będzie powiązane z Różańcem: "Odmawiajcie codziennie różaniec, aby uzyskać pokój dla świata i koniec wojny". Już w 1917 r. chodziło o coś więcej niż o zakończenie pierwszej wojny światowej, na co - patrząc po ludzku - nie było wtedy żadnej nadziei. Ciekawe, że Matka Najświętsza, mówiąc o końcu wojny, wspomniała najpierw o pokoju, który możemy uzyskać za pomocą codziennego Różańca. Ten pokój oznacza coś więcej niż brak działań wojennych. Pokój to obecność Boga w świecie! Pokój to mająca w Nim źródło sprawiedliwość, solidarność i zgoda: przede wszystkim w naszych rodzinach, ale także w ojczyźnie. Zaś dziś "koniec wojny", o którym mówi Maryja, to kres zagrożeń, jakie przynosi obecna bezbożna cywilizacja promująca "życie tak, jakby Boga nie było" (Jan Paweł II).
Wincenty Łaszewski
"Nasz Dziennik" 2007-10-13

Odwiedzin :