Strona główna -> Duchowość -> Maryja - Totus Tuus -> Medytacja w I sobotę miesiąca


Pozwól dziś Matce Najświętszej przemawiać do Twego serca. Ona obiecała, że w pierwszą sobotę objawiać Ci będzie swoją miłość i kierować do Ciebie swoje słowo. Otwórz się więc na Jej obecność przy Tobie. Wycisz się, skup głęboko, spróbuj poczuć, jak otacza cię nadprzyrodzoność. Niech słowa tej medytacji staną się Twoimi własnymi słowami, a usłyszysz głos Maryi mówiący osobiście do ciebie.

OFIAROWANIE
Bądź pozdrowiona, Maryjo, Służebnico Boga, Służebnico Chrystusa, Służebnico moja! Z trudem przechodzą mi przez usta te ostatnie słowa... Ale tak, Ty jesteś moją Służebnicą. Chcesz mi służyć i służysz, nawet kiedy się wzdrygam, uciekam, mówię "nie" albo z fałszywej pokory wołam, że to ja mam Tobie służyć, a nie Ty mnie. Jednak dziś, gdy patrzę na misterium Ofiarowania, zaczynam rozumieć, że muszę zgodzić się na Twoją świętą posługę, na Twe zbawcze posługiwanie w moim życiu. Tylko wtedy będę stawiał pewne kroki na drodze ku Niebu. Przecież zawsze o tym wiedziałem! Czy nie modlę się do Ciebie, byś mnie chroniła, wybawiała od złych przygód, zapewniała wszelką pomoc z Nieba? Wszak jesteś moją Matką. A czy matka nie jest służebnicą swoich dzieci? Czy codziennie nie oddaje za nich swego życia? Dziś świadomie powtarzam: proszę, bądź dla mnie taką Matką. Bądź moją Służącą. Chcę, byś mi usługiwała w sprawach mojego zbawienia!
MODLĘ SIĘ. DZIĘKUJĘ... WIELBIĘ...
PRZEPRASZAM... BŁAGAM...

O tym, że mi służysz, dowiaduję się przede wszystkim ze sceny Ofiarowania. Wiem, co się działo owego dnia, ale chyba nie wiem jeszcze tego, co najważniejsze, co zakryte przed oczami ślizgającymi się po samych tylko słowach spisanych przez św. Łukasza. Bo choć tamtego dnia przyniosłaś swego świętego Syna przed ołtarz, aby Go przedstawić Panu i symboliczną ofiarą - darem ludzi ubogich - wykupić Jego życie, to ta ewangeliczna informacja jest zaledwie jak spojrzenie na taflę wody głębokiego jeziora. Może tafla wody mówi o rozmiarach Maryjnego źródła, niewiele jednak może powiedzieć o jego głębiach. A tam jest prawda, która nie tyle informuje, ile wyzwala. Najpierw Bóg oddał Tobie swego umiłowanego Syna: zawierzył Ci Jego istnienie, złożył w Twym niepokalanym łonie i w Twych świętych dłoniach. Dał Ci Go. Dostałaś nad Nim władzę i mogłaś z Nim zrobić, co chciałaś. Zabić, wykorzystać dla siebie, przeklinać, znienawidzić, zrobić zabawkę. Oto jakim zaufaniem obdarzył Bóg człowieka. Ludzkiej istocie powierzył losy swego Syna. W Twoim przypadku nie zawiódł się... Bo na zaufanie Boga odpowiedziałaś zaufaniem. Na oddanie - oddaniem. Na zawierzenie - zawierzeniem.
MODLĘ SIĘ. DZIĘKUJĘ... WIELBIĘ...
PRZEPRASZAM... BŁAGAM...

Patrzysz na mnie w milczeniu, jakbyś chciała powiedzieć, że powyższe zdania powinienem skierować nie tylko do Ciebie, ale też do siebie samego. Bóg też mi zawierzył to, co dla Niego najcenniejsze. Może drugiego człowieka z jego zbawieniem? I swój dar życia wiecznego, który dał mi, ufając, że go nie wykorzystam przeciw Niemu? I losy rodziny, wspólnoty, ojczyzny? Bóg dał mi dar - co z nim robię? Wstyd, ale niewiele mam wspólnego z Tobą, Maryjo. Bo Ty wiedziałaś, że to nie był dar dla Ciebie, lecz dla świata. Ty z Niego nie korzystałaś, Ty mu służyłaś. Oddawałaś życie, by ten Dar mógł zmienić życie innych. Byłaś Służebnicą Daru. A jak jest ze mną? Czy wszystko nie kręci się trochę wokół mnie? Czy wszystko ma sens wtedy, kiedy mi służy, a nie wtedy, kiedy ja mam możliwość służenia?
MODLĘ SIĘ. DZIĘKUJĘ... WIELBIĘ...
PRZEPRASZAM... BŁAGAM...

Inaczej traktowałaś Boży dar. On zbliżył Cię jeszcze bardziej do Boga. Dar i władza, jaką pozwolił Ci mieć Bóg, nie była dla Ciebie pokusą usamodzielnienia się, czyli odejścia od Boga i decydowania samej o swoim życiu i życiu innych. Bo kiedy Bóg powierzył Ci Jezusa, Ty Go Mu nie zabrałaś i z Nim nie odeszłaś, lecz stanęłaś jeszcze bliżej Boga Ojca, razem z Nim troszcząc się o Syna, wsłuchując się jeszcze pilniej w Jego głos i słowa pouczenia. Byłaś Służebnicą zjednoczoną z Bogiem. Ze mną jest inaczej...
MODLĘ SIĘ. DZIĘKUJĘ... WIELBIĘ...
PRZEPRASZAM... BŁAGAM...

I jeszcze najważniejsze. Ty ten dar ofiarowałaś Bogu z powrotem. Ofiarowałaś go ubogacony Tobą. Przyniosłaś Bogu swego Syna, oddałaś Mu Go, a wraz z Nim oddałaś Mu samą siebie. Pozwoliłaś, by Bóg sam kierował Jego losem, a oznaczało to wędrówkę w stronę ofiarnego ołtarza Golgoty. Bo Jezus też był Sługą - Sługą naszego zbawienia. W dniu Ofiarowania powiedziałaś Bogu, że chcesz położyć się na tym ołtarzu razem z Nim. To dlatego Symeon prorokował o mieczu boleści, który przebije Twoje Serce..
MODLĘ SIĘ. DZIĘKUJĘ... WIELBIĘ...
PRZEPRASZAM... BŁAGAM...

Kiedy ktoś zarzuca mi, że oddaję Ci cześć i wiążę z Tobą swoje życie, więcej - całą swoją przyszłość, wtedy mówię, że maryjność nigdy nie jest celem samym dla siebie, bo i Ty nie byłaś nigdy celem dla siebie samej. Maryjność jest potrzebna, bo Bóg potrzebuje sług dla swoich darów. Przecież Ty byłaś Służebnicą, cała zwrócona do Boga, cała odwrócona od siebie - aż po zapomnienie o sobie. Albo raczej, aż po takie pamiętanie o sobie, by widzieć w swym ciele i duszy małe dary przyłączone do wielkiego Daru Jezusa, który oddaje na ołtarzu ofiarnym swoje życie za grzeszników. Maryjność musi być jak Ty, Maryjo. Ona jest służbą Bogu w zapomnieniu o sobie, w miłości do ludzi, w zatroskaniu o zbawienie jak największej liczby ludzi. Dziękuję Ci, że uczysz mnie, iż tylko to jest ważne!
Wincenty Łaszewski

Warunki odprawienia nabożeństwa pierwszych pięciu sobót miesiąca:
1. Spowiedź w intencji wynagradzającej w pierwszą sobotę miesiąca (lub kilka dni przed lub po).
2. Komunia Święta w pierwszą sobotę miesiąca - również w intencji zadośćuczynienia.
3. Różaniec wynagradzający w pierwszą sobotę miesiąca.
4. Piętnastominutowe rozmyślanie nad tajemnicami różańcowymi (jedną lub kilkoma) w pierwszą sobotę miesiąca.


Pozwól, by Matka Najświętsza zaśpiewała w twym sercu swe radosne Magnificat. Gdy w pierwszą sobotę dołączysz do codziennego różańca wstęgę piętnastominutowego zamyślenia nad tajemnicami twego zbawienia, dotknie cię niezwykła łaska. Maryja obiecała, że pozwoli ci dziś uczestniczyć w swoim własnym rozmyślaniu! Otwórz się więc na Jej natchnienia i pozwól, by prowadziła cię Ona drogami Boskich zamysłów. Niech słowa tej medytacji staną się Twoimi własnymi słowami, a zdołasz usłyszeć głos Maryi mówiący osobiście do ciebie.

NAWIEDZENIE
Ze zdumieniem wpatruję się w Twój pośpiech, Maryjo. Jeszcze przed chwilą trwałaś w kręgu swych codziennych zajęć, jeszcze przed momentem skutecznie chroniłaś się w anonimowości szarych dni. Nie minęło wiele czasu od chwili, kiedy - niepoznana przez nikogo na ziemi - zamieszkiwałaś w duchu na Bożych wyżynach. Świat Cię nie cenił, ale niebo pochylało się nisko nad Tobą, zachwycone Twą pokorą, Twym oddaniem służbie Bogu w ludziach i Twą miłością wyrażającą się w tym, co najmniejsze z najmniejszych: w tej męczącej codziennej krzątaninie, za którą nikt nie płaci - jeno niebo.
Jeszcze przed chwilą uczyłem się od Ciebie takiego życia w ukryciu przed światem. Wydawało mi się, że trzeba zamknąć się w twierdzy modlitwy i kontemplacji. Odwróciłem się plecami do świata... Myślałem, że mogę nim pogardzić, skoro jest on taki niedoskonały i grzeszny.
Dziękuję Ci za uczenie mnie modlitwy, w której słucha się Boga i uczy mówić Mu swoje "tak". Ale już widzę, że chrześcijaństwo nie zamyka się w sferze życia duchowego. Wprawdzie tajemnica Zwiastowania to podstawa całej historii zbawienia, ale też zaledwie jej początek...

MODLĘ SIĘ. DZIĘKUJĘ... WIELBIĘ... PRZEPRASZAM... BŁAGAM...
W drugiej tajemnicy różańcowej wybiegasz ze swego cichego życia w świat. Wychodzisz z cienia. Więcej, czynisz to z pośpiechem. Dlaczego?
Uśmiechasz się do mnie, Maryjo, jak do dziecka, które stawia dorosłe pytania, nie będąc w stanie zrozumieć odpowiedzi. Bo kogo nie dotknęła łaska, która zaowocowała w nim radością tak ogromną, że nie pomieściła się ona ani w duszy, ani w duchu, że trzeba ją było wyrazić poprzez ciało, ten nie rozumie, dlaczego pobiegłaś przez góry do swej krewnej Elżbiety. Uskrzydlała Cię radość. Pojęłaś, że wypełniło się wszystko, o czym marzyły wszystkie pokolenia! I musiałaś to zanieść innym.
Tylko... tu nie chodzi o wielką łaskę. Matko Najświętsza, pomóż mi zrozumieć, że każda łaska, jakiej udziela Bóg, jest wielka, bardzo wielka! Mogę tylko tego nie dostrzegać, bo moje serce może być tak małe, że przyjmie łaskę Bożą nie na wielką miarę daru z nieba, lecz na swoją własną, małą miarę.
Naucz mnie, Maryjo, przyjmować łaski jak Ty. Niech moje serce śpiewa z radości, że Bóg pochyla się nade mną!

MODLĘ SIĘ. DZIĘKUJĘ... WIELBIĘ... PRZEPRASZAM... BŁAGAM...
Otrzymałaś łaskę i myślałaś z wdzięcznością o Bogu, a nie o sobie. Nie myślałaś o swojej roli. Myślałaś o tym, że czas się wypełnił, że Bóg schodzi na świat, że wśród nas dzieją się cuda nad cudami! Pragnęłaś dzielić się tą radością! Pobiegłaś pod adres wskazany przez samego Boga: do Elżbiety, która też nosiła w sobie radość.
Kto nie poznał tej radości, nie zrozumie Cię w tajemnicy Nawiedzenia.
Więc daj mi, Maryjo, poznać Jej smak. Bo tylko wówczas będzie we mnie moc przekonania niedowiarków, obojętnych, letnich, przygaszonych, niechętnych, a nawet złych i zapiekłych w grzechu, nienawidzących dobra. Radość kruszy mury serc. Nikt i nic nie oprze się jej świadectwu.
Pomóż mi, Matko Najświętsza, bym nigdy nie był smutnym apostołem. Bo taki apostoł nie jest świadkiem działania łaski wśród ludzi.

MODLĘ SIĘ. DZIĘKUJĘ... WIELBIĘ... PRZEPRASZAM... BŁAGAM...
Drugi powód Twego wyjścia z ukrycia wiąże się z Twą umiejętnością odczytywania znaków czasu. Anioł powiedział Ci: "A oto krewna twoja, Elżbieta...", a Ty zrozumiałaś, że nie jest to tylko informacja, ale przede wszystkim zadanie. Bo dla Ciebie żadna wiadomość nie była jedynie wzmianką o jakimś zdarzeniu. Wiedziałaś, że skoro otrzymujesz informację, jest to znak, że ktoś, o kim w niej mowa, ma od Ciebie coś otrzymać. Co? Czasem westchnienie do nieba, czasem żarliwą modlitwę, czasem trudną ofiarę, czasem uważną obecność. Wymagało to od Ciebie podwójnej wrażliwości: najpierw dostrzeżenia, że informacja to zawsze jakiś apel o służbę, potem umiejętności rozpoznania, co masz uczynić. Ty to zawsze wiedziałaś - cały Różaniec o tym mówi!
Ucz mnie tego, Maryjo! Naucz mnie wrażliwości na znaki czasu, jakie stawia przede mną niebo. Uczyń mnie sługą Królestwa Bożego na Twój wzór.

MODLĘ SIĘ. DZIĘKUJĘ... WIELBIĘ... PRZEPRASZAM... BŁAGAM...
Skończyła się twoja maryjna medytacja. Jeszcze przez chwilę pozostań w kręgu modlitwy... By zadać sobie pytanie: Co podczas tego spotkania było dla mnie najważniejsze? Matka Najświętsza skierowała do Ciebie swoje słowo, podkreśliła niebieskim gestem jakiś temat - twój temat. Czy go dostrzegłeś? Jeśli tak, podziękuj Maryi. Ona rozmawiała z tobą. Spotkałeś Ją dziś na drodze swego życia.
Wincenty Łaszewski

Warunki odprawienia nabożeństwa pierwszych pięciu sobót miesiąca
1. Spowiedź w intencji wynagradzającej w pierwszą sobotę miesiąca (lub kilka dni przed lub po).
2. Komunia Święta w pierwszą sobotę miesiąca - również w intencji zadośćuczynienia.
3. Różaniec wynagradzający w pierwszą sobotę miesiąca.
4. Piętnastominutowe rozmyślanie nad tajemnicami różańcowymi (jedną lub kilkoma) w pierwszą sobotę miesiąca.


Jestem Twoim czcicielem, Maryjo. Ale... co to znaczy? To znaczy, że Cię czczę, podziwiam, szanuję.
A może coś więcej? Może Cię kocham? Czyli mogę powiedzieć z przekonaniem, że jesteś dla mnie żywą osobą, kimś bliskim, że mam z Tobą zażyły kontakt. Biada mi, gdyby moja miłość do Ciebie była abstrakcyjna, pusta, bezprzedmiotowa. Nie można kochać pojęć, kocha się osobę!
MODLĘ SIĘ. DZIĘKUJĘ... WIELBIĘ... PRZEPRASZAM... BŁAGAM...
Nie potrzebujesz, Matko, czcicieli, którzy nie kochają. Chcesz być kochana. Chcesz, aby Ci służyć. Z miłości. Wiem nawet, dlaczego. Potrzebujesz mnie. Chcesz, abyśmy byli razem: nie bezczynni, ale zaangażowani w miłości. Chcesz, bym pomógł Ci przyspieszyć czas Królestwa...
MODLĘ SIĘ. DZIĘKUJĘ... WIELBIĘ... PRZEPRASZAM... BŁAGAM...
Raz jeszcze stawiam sobie to ważne pytanie: Dlaczego kocham Cię, Maryjo? Czy kocham Cię dlatego, bo coś dla mnie uczyniłaś? Bo byłem świadkiem Twych cudów? Bo mnie uratowałaś? Bo ukazałaś mi się, bo dałaś wyraźny znak?
Czy kocha się za coś? Ty nie kochasz mnie za coś. Jestem małym człowiekiem, ale wielkim grzesznikiem. Ty możesz mnie za wiele rzeczy karać, ale kochać? Nie masz za co...
MODLĘ SIĘ. DZIĘKUJĘ... WIELBIĘ ... PRZEPRASZAM... BŁAGAM...
Wiem, nie kocha się za coś. Miłość ma swe źródło, wytłumaczenie i powód w tym, który kocha - w jego sercu. Kocha się kogoś dlatego, bo ten ktoś mieszka w jego sercu. A ja mieszkam w Twym Niepokalanym Sercu. A Ty? Czy Ty, Maryjo, mieszkasz w moim sercu?
MODLĘ SIĘ. DZIĘKUJĘ... WIELBIĘ... PRZEPRASZAM... BŁAGAM...
Bóg nie ukochał Cię za coś... On Cię umiłował, bo odwiecznie mieszkałaś w Jego Sercu. Czy również ja...?
MODLĘ SIĘ. DZIĘKUJĘ... WIELBIĘ... PRZEPRASZAM... BŁAGAM...
Czy mieszkasz, Maryjo, w moim sercu? Łatwo to sprawdzić. Czy rozmawiam z Tobą codziennie? Czy Twoja obecność przy mnie powstrzymuje mnie od czynienia zła, od popełniania nawet najmniejszego grzechu? (Bo Ty widzisz...). Czy opowiadam Ci o wszystkim jak najbliższej osobie, czy zwierzam Ci się, proszę o radę? I czy tęsknię? Czy wyglądam z tęsknotą chwili, kiedy wreszcie wyjdziesz mi na spotkanie - w godzinie śmierci?
MODLĘ SIĘ. DZIĘKUJĘ... WIELBIĘ... PRZEPRASZAM... BŁAGAM...
Czas, bym teraz usłyszał od Ciebie najważniejsze słowo. Słowo o służbie. Przyglądam się Twojemu życiu. Jakie ono było? Szare, ubogie, po ludzku przegrane, pozbawione sukcesów. Ty, Maryjo, mówiłaś o sobie: Służebnica Pana.
Nie jestem na tym świecie, aby królować, by budować ten świat. Jestem jak Ty. Dziecko jest podobne do Matki. Mam być sługą Boga. Jak Ty, Maryjo. Cokolwiek to znaczy.
MODLĘ SIĘ. DZIĘKUJĘ... WIELBIĘ... PRZEPRASZAM... BŁAGAM... AMEN!
Skończyła się twa maryjna medytacja. Jeszcze przez chwilę pozostań w kręgu modlitwy... By zadać sobie pytanie: Co podczas tego spotkania było dla mnie najważniejsze? Matka Najświętsza skierowała do ciebie swoje słowo, podkreśliła niebieskim gestem jakiś temat - twój temat. Czy go dostrzegłeś? Jeśli tak, podziękuj Maryi. Ona rozmawiała z tobą. Spotkałeś Ją dziś na drodze swego życia.
Wincenty Łaszewski
Sekretariat Fatimski w Zakopanem
"Nasz Dziennik" 2007-08-04

Odwiedzin :