Strona główna -> Duchowość -> Maryja - Totus Tuus -> Matka Najświętsza miała plan


Pisał o sobie: "Pochodzę z Czechosłowacji, kraju, który doświadczył walki ideologii komunistycznej z Bogiem. Kiedy rozpoczęło się prześladowanie ze strony ateistycznych komunistów, zostali najpierw uwięzieni wszyscy biskupi, następnie zamknięto wszystkie seminaria, a kleryków umieszczono w różnych obozach pracy. Potem aresztowano tysiące księży, sióstr i braci zakonnych; potem księży diecezjalnych, a w końcu resztę zakonnych kapłanów i braci. W ciągu jednej nocy wszyscy znaleźli się w obozach koncentracyjnych i w obozach pracy: jezuici, salezjanie, franciszkanie i inni. Później uwięziono 10 700 sióstr zakonnych ze wszystkich zgromadzeń. W więzieniach osadzono dziesiątki tysięcy ludzi świeckich, skonfiskowano i zniszczono wszystkie książki religijne. Minister kultury mógł z dumą ogłosić: 'Ucięliśmy Kościołowi nogę!' Biedny minister nie wiedział, że Kościół, nawet tak okaleczony, nie jest bynajmniej zniszczony".

W tamtych mrocznych czasach Czechosłowację ratowała Maryja. "Kiedy rozpoczęły się prześladowania, zaczęło się coś jeszcze innego: nabożeństwo do Maryi. Wszyscy uciekaliśmy się pod opiekę Maryi. Powielaliśmy na przykład tysiące - dziesiątki tysięcy - egzemplarzy małej broszurki Ludwika Grigniona de Montforta, jego 'Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny'. Posługiwaliśmy się ręczną prasą, nie istniała już bowiem żadna kościelna drukarnia...".
Sam Paweł Hnilica był wówczas w seminarium. "Obudzono nas o północy. Przed gmachem stały trzy autobusy. Każdy z nas musiał zająć miejsce obok swego "anioła stróża", jak nazywaliśmy policjantów. Byli oni uzbrojeni w karabiny maszynowe. Ruszyliśmy w nieznane".
Trafił do obozu. "W obozie było siedmiuset kleryków i zakonników". To tam właśnie otrzymał potajemnie święcenia kapłańskie.
Biskup Hnilica wspomina: "Zostałem wyświęcony na kapłana w szpitalu, w izolatce. W tym czasie wszyscy biskupi w naszym kraju byli aresztowani. Nie było biskupa na wolności, który mógłby udzielić mi święceń. Jeden z nich przebywał jako pacjent w szpitalu. W dniu moich święceń lekarz (chrześcijanin) powiedział strażnikom: "Pacjent musi przejść badania na oddziale chorób zakaźnych". Policjanci, bojąc się zakażenia, pozwolili biskupowi wejść do izolatki bez nich. Ja już tam czekałem".
Tego dnia przyszły świadek Fatimy powiedział do Najświętszej Panienki: "Od dzisiaj Ty jesteś moją matką!". Oddał się Jej w sposób szczególny. Na zawsze.
W wieku trzydziestu lat został potajemnie konsekrowany na biskupa. Udzielający mu sakry biskupiej hierarcha, sam konający, powierzył mu diecezję, która obejmowała obszar od Berlina, przez Moskwę, aż po Pekin. Trzydzieści lat później ks. bp Hnilica mówił do Jana Pawła II, że tylko Ojciec Święty ma większą diecezję od niego. Papież powiedział: "Pawle, to twoje pole misyjne. Znajdź sobie najlepszych chrześcijan na misjonarzy".
13 maja 1981 r., w dniu fatimskim, Jan Paweł II został ugodzony kulami zamachowca. Wówczas zaczęła się wielka "misja" ks. bp. Hnilicy. "Podczas pobytu w szpitalu, Ojciec Święty zapragnął dowiedzieć się wszystkiego o Fatimie" - wspomina. "Dostarczyłem mu wszystkie dostępne dokumenty. Kiedy opuścił szpital, przyniosłem mu figurkę Matki Bożej Fatimskiej, którą przywieźli z Fatimy w dniu zamachu na jego życie jacyś niemieccy pielgrzymi. Chcieli ofiarować ją Ojcu Świętemu. Kiedy oddawałem ją Ojcu Świętemu, Papież do mnie powiedział: 'Podczas tych trzech miesięcy zrozumiałem, że jedynym sposobem ocalenia świata od wojny, ocalenia od ateizmu, jest nawrócenie Rosji zgodnie z orędziem z Fatimy'".
Ta figura znalazła się w Polsce. "Ojciec Święty znał kaplicę zbudowaną na wzgórzu na wschodniej granicy polskiej, na granicy z Rosją, i tam polecił umieścić figurę. Matka Boża patrzy na Rosję...".
Ksiądz biskup Hnilica był zawsze blisko Maryi i Papieża. Nie sposób opisać jego "życia dla Maryi" dzień pod dniu. Ale nie ma takiej potrzeby. Wszystko, co robił i jak robił, skupia się jak w soczewce w jednym wydarzeniu. Opowiedzmy o nim.

Misja w Moskwie
Kiedyś ks. bp Paweł Hnilica usłyszał od biskupa diecezji fatimskiej: "Musimy zawieźć Fatimę do Rosji. Tylko wówczas nadejdzie tryumf Maryi". Jak to jednak uczynić - zastanawiał się przyszły Świadek Fatimy. Trzydzieści lat starał się dostać do Moskwy. Bezskutecznie. Ale udało się - ks. bp Hnilica zawiózł Fatimę do Moskwy w najważniejszym dniu współczesnej historii narodu rosyjskiego, 25 marca 1984 roku. Tego dnia na placu św. Piotra w Rzymie Jan Paweł II poświęcił Rosję Niepokalanemu Sercu Maryi. Czynił to w jedności ze wszystkimi biskupami świata, którzy uczynili to samo w swoich diecezjach. A dla ks. bp. Hnilicy jego diecezją była Moskwa. "Jak się tam znaleźć?" - myślał. Okazało się, że Matka Najświętsza miała plan...
W lutym 1984 r. ks. bp Hnilica był w Kalkucie, gdzie pracował z Matką Teresą. Tam go olśniło: chyba tamtejsi urzędnicy z sowieckiej ambasady nie znają go! Więc trzeba spróbować zwrócić się z prośbą o wizę do Moskwy na czas 22-25 marca. Matka Teresa prosiła wszystkie siostry o modlitwę. I stał się pierwszy cud: wiza znalazła się w paszporcie biskupa Hnilicy.
Potem był długi lot z Indii. Wylądował w Moskwie o czwartej nad ranem. W jego bagażu - mnóstwo "kompromitujących" dewocjonaliów. Potrzebny był teraz drugi cud. Mając włoski paszport, biskup Huili przed urzędnikiem udawał Włocha. Język włoski był dla celnika zupełnie niezrozumiały, ale Świadek Fatimy wiedział, że musi udawać Włocha. "Potem urzędnik zaczął wydzwaniać" - wspomina biskup Hnilica.
Rozpoczął odmawiać Różaniec. Przez lotnisko przewijały się kolejne tajemnice zbawienia, a gdzieś w wysokich urzędach sowieckich ktoś wciąż nie podnosił słuchawki. Ktoś musiał spać tak głęboko, jakby uśpiło go niebo. Urzędnik wyszedł, zaczął wypytywać bp. Hnilicę. "Si, si" - odpowiadał naiwnie udający turystę biskup. Celnik powrócił do aparatu telefonicznego. Następne tajemnice różańcowe uobecniały się w sercu imperium zła. Biskup Hnilica rozmawiał z Maryją, Tą, która go rozumiała. Mówił: "Jestem w Twoich rękach. Niech się dzieje wola Boża". Urzędnik wciąż nie mógł się dodzwonić. W końcu zaczął się denerwować. Rzucił słuchawkę i w paszport wbił pieczątkę. "Dalej" - powiedział.
To "dalej" oznaczało sprawdzenie bagażu i potrzebę kolejnego cudu. Bo w walizce naszego "turysty" leży krzyż biskupi, Biblia, kilkaset Cudownych Medalików. Na spojrzenie żołnierza bp Hnilica odpowiedział, że to jego pamiątki z Rzymu: "Możesz sobie wziąć kilka, towarzyszu" - dodał serdecznie. I żołnierz wziął. A potem kazał zamknąć bagaż i ruszyć do hotelu.
Nadeszła uroczystość Zwiastowania Pańskiego. Tego roku dzień ten Maryja wzięła w swe posiadanie podwójnie: była sobota. A w sobotę... Kreml jest otwarty dla turystów. A to ci niespodzianka - powie ktoś. U Boga nie ma niespodzianek - odpowiadał bp Hnilica. To był po prostu następny element pięknej Maryjnej reżyserii.
Oczywiście świadek Fatimy był tego dnia turystą. Tylko że turysta wchodzący na Kreml musi zostawić torbę w przechowalni; nie wolno niczego wnosić do środka. A w turystycznej torbie bp. Hnilicy były rzeczy, bez których nie mógł się obyć w swej misji. Kolejna przeszkoda po ludzku nie do przebycia wymagała interwencji z nieba. Strażnik był drobiazgowy, typowy służbista. "To musi zostać" - powiedział, wskazując na torbę biskupa.
Ksiądz biskup Hnilica zrozumiał, że czas dać Maryi miejsce na działanie w sercu strażnika. Zaczął rozmawiać. Skąd pochodzi, czy ma dzieci, jak mają na imię. Gdy usłyszał, że to Konstantyn i Michaił, pojął, że Matka Najświętsza daje mu szansę. To były chrześcijańskie imiona. Pogratulował Rosjaninowi, że wybrał piękne imiona, i zaraz zapytał, gdzie teraz są jego dzieci. "U babuszki". A babcie w Rosji to kobiety wierzące! - miał więc potwierdzenie, że Kreml czeka na spełnienie jego misji. "Są w dobrych rękach" - powiedział i oto strażnik uśmiechnął się i zaczął patrzeć na niego inaczej. Padło jeszcze kilka zdań... W końcu bp. Hnilica powiedział wprost: "Wiesz, towarzyszu, ta torba jest mi potrzeba. W środku mam rzeczy osobiste". I... służbista machnął ręką. "W drodze wyjątku" - powiedział i puścił biskupa z turystyczną torbą.
Pierwszy kościół, na jaki się natknął, okazał się być pod wezwaniem św. Michała Archanioła. Tak odpowiedziała przewodniczka. Tu był potrzebny kolejny cud, który już z kolei? Ksiądz biskup musiał być przez dłuższą chwilę sam. Ale jak uwolnić się od przewodniczki? Znów ks. bp Paweł Hnilica, wiedziony Bożym instynktem pyta: "Czy wie pani, kto to jest św. Michał?" Kobieta dała prawidłową odpowiedź i zapytana wprost, potwierdziła, że jest osobą wierzącą w Boga! Biskup Hnilica powiedział: "Ja też jestem wierzący". I przewodniczka zostawiła go samego.
Ksiądz biskup wszedł do wnętrza kościoła i przed ołtarzem św. Michała wyciągnął z torby komunistyczną "Prawdę". Rozłożył ją i zaczął czytać. Kto wiedział, że ten samotny turysta to biskup, że "Prawda" skrywa tekst aktu poświęcenia Rosji przez Papieża? Nikt, tylko Niebo. Ksiądz biskup Hnilica odmówił "Pod Twoją obronę", Maryja otoczyła go swym płaszczem, by mógł spokojnie zjednoczyć się z Ojcem Świętym i odmówić akt poświęcenia Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi. Nikt mu nie przeszkadzał...
Potem wszedł do kościoła Wniebowzięcia Matki Bożej i tam odprawił Mszę Świętą, podczas której ponowił akt poświęcenia Rosji. "Jak mogłem tego dokonać? - pyta retorycznie w swych wspomnieniach. - Udawałem, że robię zdjęcia. Pusta fiolka po aspirynie służyła mi za kielich. Było w niej trochę wina i kilka kropel wody. Hostia znajdowała się w nylonowym woreczku. Łaciński formularz Mszy na uroczystość Zwiastowania znajdował się ukryty w stronicach 'Prawdy'. Być może po raz pierwszy ta gazeta zawierała całą prawdę - tekst o Zwiastowaniu Pańskim".
To była najbardziej wzruszająca chwila jego życia. "Odczuwałem wielką moc Boga, Jego miłość i dobroć. Komunizm wydawał mi się tak niepozorną rzeczą; wszystkie niebezpieczeństwa były niczym, nie istniały w ogóle. Był tylko Bóg i Maryja".
Potem bp Hnilica opowiedział wszystko Ojcu Świętemu. Jan Paweł II był przekonany, że jest to dla niego znak: Bóg chce tego poświęcenia. Poruszony Papież powiedział: "Tamtego dnia, Pawle, Matka Boża prowadziła cię za rękę". "Nie, Ojcze Święty, Ona niosła mnie na rękach, trzymała w swoich ramionach".
Biskup Hnilica. Człowiek, który uwierzył, że to Bóg - nie ludzie - kieruje historią. Człowiek, który działał, by mógł działać Bóg. Człowiek, który służył Matce Najświętszej, wiedząc, że to Ona ma ocalić świat. Człowiek, który kochał Ojca Świętego, widział w nim bowiem kamień, na którym Chrystus zbudował niezwyciężony Kościół. Człowiek, który się na Bogu i jego Matce nie zawiódł. Nigdy.
Biskupie Pawle Hlinico, świadku Fatimy, bądź naszym nauczycielem.
Wincenty Łaszewski
"Nasz Dziennik" 2006-10-13

Odwiedzin :