Strona główna -> Duchowość -> Zabiegajcie o własne zabawienie


Czas naszego życia na ziemi jest krótki. Wtedy decyduje się nasza wieczność: albo wybierzemy niewyobrażalne szczęście wiecznej miłości w Chrystusie, albo straszliwe cierpienie wiecznej nienawiści. O tej prawdzie przypomina nam Bóg poprzez nadzwyczajne znaki i cuda w życiu tak wielkich mistyków, jakim była Natuzza Evolo z Kalabrii we Włoszech, zmarła 1 listopada 2009 r.

We Mszy św. pogrzebowej Natuzzy, 5 listopada 2009 r., uczestniczyło 50 tysięcy wiernych, pięciu biskupów oraz kilkuset księży. Zgromadzeni ludzie spontanicznie wznosili okrzyki: „Santa subito!”. Ksiądz biskup ordynariusz Luigi Renzo podczas homilii zapowiedział roz­poczęcie procesu beatyfikacyjnego zmar­łej oraz stwierdził, że obecność tak licznej delegacji biskupów i księży jest znakiem aprobaty przez Kościół świętości życia i nadzwyczajnych charyzmatów Natuzzy Evolo, jednej z największych misty­czek naszych czasów. Pan Jezus powołał tę prostą analfabetkę z Kalabrii do szcze­gólnej misji, a było nią współcierpienie z Chrystusem, poprzez dar stygmatów, w tajemnicy Jego Męki i Śmierci za zba­wienie wszystkich ludzi oraz przypomi­nanie nam wszystkim o życiu po śmierci: o niebie, czyśćcu i piekle, poprzez bezpo­średni kontakt ze zmarłymi.

Dzieciństwo

23 sierpnia 1924 r. w miasteczku Para­vati w Kalabrii dziewiętnastoletnia Filo­mena Maria Angela Evolo urodziła swoje pierworodne dziecko, dziewczynkę, któ­rej nadano imię Natuzza. Miesiąc przed jej narodzinami jej ojciec, Fortunato Evolo, wyjechał do Argentyny w poszu­kiwaniu pracy i przestał się kontaktować z rodziną. W ciągu kolejnych siedmiu lat mama Natuzzy urodziła jeszcze pięciu synów: Dominika, Antoniego, Franciszka, Wincentego i Pasquale. Nie wiadomo, kto był ich ojcem, ale wszyscy otrzymali nazwisko Evolo. Mieszkańcy Paravati mieli temat do złośliwych plotek i peł­nych pogardy komentarzy o Marii Angeli i jej dzieciach, które nazywali bękartami.

Natuzza wychowywała się w wyjąt­kowo trudnych warunkach i w wielkiej biedzie. Już jako pięcioletnie dziecko chodziła do piekarni i w milczeniu cze­kała, wzbudzając litość, a kiedy otrzy­mała kilka bułek, natychmiast niosła je dla swoich głodnych braci.

Z powodu braku pieniędzy Natuzza nie mogła pójść do szkoły i dlatego przez całe życie pozostała analfabetką. Pomimo skrajnej nędzy była dzieckiem radosnym, zatroskanym o swoich braci i rówieśni­ków z Paravati. W obliczu różnych trud­ności, kłopotów nigdy się nie zniechęcała i nie upadała na duchu, ale z jeszcze więk­szą energią je przezwyciężała, otwierając się na innych i niosąc im pomoc. Była dzieckiem pogodnym, choć równocześnie naznaczonym cierpieniem spowodowa­nym wielką biedą i moralnym zagubie­niem swej mamy. Natuzza gorąco prosiła Matkę Najświętszą o jej nawrócenie.

Już w wieku sześciu lat dziewczynka otrzymała wyjątkowy dar widzenia Pana Jezusa, Matki Bożej, aniołów i świętych. Kiedy po raz pierwszy pokazała się jej Matka Boża, Natuzza nie wiedziała, kim Ona jest. Zachowywała to wszystko krew. Na bandażach i chusteczkach, któ­rymi wycierano krew Natuzzy, pojawiały się wizerunki Jezusa, Maryi, świętych, a także napisy z modlitwami po łacinie, francusku, angielsku, niemiecku, grecku i aramejsku – a więc w językach, których dziewczyna w ogóle nie rozumiała.

Te dziwne zjawiska zostały po raz pierwszy naukowo udokumentowane przez lekarzy w 1939 r. Doktor Domenico Naccari po przyłożeniu i zdjęciu opa­trunku Natuzzy był świadkiem powsta­nia na nim tekstu modlitwy do Dzieciątka Jezus. Kiedy przyłożył następny opa­trunek na ranę dziewczyny, powstawał na nim dalszy ciąg tekstu tej samej modli­twy. Zdumienie lekarzy było ogromne, tym bardziej że sami zakładali opatrunki i dopilnowali tego, aby nikt nie mógł nic na nich napisać. Bandaże z napisami i świętymi symbolami zachowały się do dnia dzisiejszego. Natuzza za wszelką cenę chciała ukryć przed innymi ludźmi fakt swoich tajemniczych krwotoków. Okazało się to jednak niemożliwe: krwo­toki i napisy pojawiały się niezależnieod jej woli.

W 1939 r. zaczęło się mówić o przy­padkach bilokacji Natuzzy. Poprzez bilo­kację dziewczyna odwiedzała różne osoby, które potrzebowały duchowej pomocy; często pojawiała się w towarzy­stwie aniołów lub osób zmarłych. Wiado­mość o tych wszystkich nadzwyczajnych charyzmatach Natuzzy Evolo szybko rozeszła się wśród ludzi. Zaczęli do niej przybywać nie tylko ludzie świeccy, ale również osoby zakonne, księża i biskupi.

Kuria biskupia dyskretnie obserwo­wała Natuzzę. Do tego celu został wyde­legowany proboszcz katedry w Mileto ks. F. Pititto, który przeprowadzał z dziewczyną rozmowy, opisywał różne nadzwyczajne wydarzenia z jej życia, dołączając dokumentację medyczną. Badania lekarskie wykonane pod kierun­kiem dra Giuseppe Naccariego wyklu­czyły możliwość, że krwotoki u Natuzzy mają podłoże histeryczne, również psy­chiatrzy stwierdzili, że dziewczyna ma zdrową psychikę i że wszystko wskazuje na wiarygodność jej nadprzyrodzonych wizji, ekstaz oraz rozmów ze zmarłymi. Władze kościelne skłaniały się do przeko­nania, że to, co się dzieje z Natuzzą, jest wynikiem Bożego działania, a nie inge­rencji duchów nieczystych.

Sceptycyzm bpa Albery i dra Gemellego

W grudniu 1939 r. Paolo Albera, biskup diecezji Mileto, poprosił o opi­nię w sprawie Natuzzy słynnego kon­wertytę dra Agostina Gemellego, rektora Uniwersytetu Katolickiego w Mediolanie (tego samego, który uznał, że stygmaty św. o. Pio miały charakter psychopato­logiczny i histeryczny). W odpowiedzi doktor Gemelli zakwestionował dotych­czasowe badania medyczne wykonane u Natuzzy, poddał ostrej krytyce dra Nac­cariego i na koniec stwierdził, że jego zdaniem te wszystkie nadzwyczajne zja­wiska są wynikiem histerii. Radził, aby władze kościelne przestały się nimi zaj­mować, a wtedy wszystko się szybko wyciszy i ustanie.

Biskup Albera zastosował się do suge­stii dra Gemellego. Jednak mimo to u Natuzzy nic się nie wyciszyło i nic nie ustało. Doktor Naccari pod presją krytyki ze strony dra Gemellego zmienił swoje zdanie odnośnie do Natuzzy, przychyla­jąc się do opinii słynnego profesora, że te nadzwyczajne zjawiska, które się dzieją wokół niej, mają podłoże histeryczne.

29 czerwca 1940 r. biskup Albera udzielał w Paravati sakramentu bierzmo­wania. Kiedy namaszczał olejem krzyżma czoło Natuzzy, dziewczyna nagle poczuła na plecach przejmujący ból. Po chwili okazało się, że pojawiła się tam duża krwawiąca rana w kształcie krzyża, która na oczach wszystkich obecnych odbiła się na białej koszuli dziewczyny. W ten sposób Pan Jezus stopniowo wprowa­dzał Natuzzę w tajemnicę współuczestni­czenia w swoim cierpieniu za zbawienie wszystkich ludzi.

W 1967 r. tak Jezus mówił do Natuzzy: „Zapytałem cię w 1938 r.: »Czy mogę oprzeć się na tobie jednym palcem?«. Odpowiedziałaś: »Tak«. Innym razem w 1944 r. pytałem: »Czy mogę oprzeć się na tobie jedną ręką?«. Odpowiedzia­łaś: »Tak«. W 1966 r. zapytałem: »Czy mogę oprzeć się na tobie moimi ramio­nami?« – i wtedy z radością odpowie­działaś: »Tak, kochaj mnie i prowadź swoimi krzyżami«”.

Kilka dni po bierzmowaniu objawiła się Natuzzy Matka Boża, która oznaj­miła jej, że 26 lipca 1940 r. doświadczy pozornej śmierci. Natuzza nie wiedziała, co to znaczy „pozorna śmierć”, i zro­zumiała, że umrze 26 lipca. Wiadomość ta lotem błyskawicy rozeszła się w całej Italii, wzbudzając wielkie zainteresowa­nie wśród dziennikarzy. W dzień zapo­wiedzianej śmierci Natuzzy przed domem państwa Colloców zebrały się tłumy ludzi; przyszli m.in. dziennikarze naj­większych gazet, a także lekarze gotowi nieść medyczną pomoc.

Pod wieczór 26 lipca Natuzza wpadła w odrętwienie, straciła całkowicie kon­takt ze światem zewnętrznym, a jej ciało się usztywniło. Był to letarg, który trwał przez siedem godzin. Lekarze dawali dziewczynie różne zastrzyki, aby ją prze­budzić, ale nic nie skutkowało. Po siedmiu godzinach Natuzza nagle wróciła do nor­malności, tak jakby nic się nie stało. Pod­czas tych siedmiu godzin swej pozornej śmierci Natuzza zobaczyła w wizji mię­dzy innymi kościół i towarzyszące mu obiekty, które w przyszłości miały być wybudowane w Paravati. Zebrani ludzie byli zawiedzeni, że przepowiednia się nie spełniła, i zaczęli wątpić w to wszystko, co mówiła Natuzza.

Po tym wydarzeniu biskup zale­cił natychmiastową kurację Natuzzy w szpitalu psychiatrycznym w Reggio di Calabria. Tak latem 2009 r. dziew­czyna wspominała swój pobyt w szpitalu: „Posłali mnie do domu wariatów, mówili mi, że jestem obłąkaną histeryczką i że muszę poddać się kuracji. Pojechałam tam z podniesioną głową, uznałam to za wolę Bożą, gdyż również tam mogłam pomagać wszystkim, którzy tego potrze­bowali, służąc im w tamtym miejscu”.

Podczas pobytu w szpitalu jedyną pociechą dla Natuzzy były objawienia Matki Bożej, która koiła jej ból. Maryja mówiła jej, że jest dzieckiem Bożym, i prosiła, aby przestała płakać, gdyż wybrała posłuszeństwo Bogu, godząc się z decyzją biskupa.

Podczas dwumiesięcznego pobytu w szpitalu psychiatrycznym Natuzza roz­mawiała z chorymi, modliła się z nimi i za nich, pocieszała ich, mówiąc im o Bogu i o Jego nieskończonym miłosierdziu. Mówiła: „W każdym chorym trzeba widzieć Jezusa i trzeba go kochać tak, jakby to był Jezus we własnej osobie”.

W szpitalu Natuzza miała czę­ste wizyty dusz czyśćcowych w dzień i w nocy, przeżywała także mistyczne ekstazy. Lekarze byli zdumieni pojawia­jącymi się u niej krwotokami, wprost ze zdrowej skóry. Podczas wycierania jej krwi na chusteczkach i bandażach poja­wiały się święte symbole, napisy lub tek­sty modlitw. Dyrektor szpitala poddał Natuzzę testowi Rorschacha, służącemu do diagnozowania psychicznych anoma­lii. Wyniki testu nie pozostawiały żadnych wątpliwości co do tego, że Natuzza nie ma żadnych oznak choroby psychicznej. Stwierdzono, że wykluczona jest auto­sugestia, a zjawiska, które zaobserwo­wano u dziewczyny, nie da się wyjaśnić na obecnym poziomie wiedzy; wyrażono tylko nadzieję, że jedynie parapsycholo­gia może dać jakąś odpowiedź.

Dyrektor szpitala, prof. Puca, był przekonany, że najlepszym lekarstwem dla Natuzzy byłoby zamążpójście, rodze­nie oraz wychowywanie dzieci. Natuzza jednak była tak zakochana w Jezusie, że w ogóle nie myślała o małżeństwie. Tak mówiła do o. Cordiana w 2001 r.: „Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam Jezusa, byłam malutka i zakochałam się w Nim, dlatego mówiłam: »nigdy nie wyjdę za mąż, pragnę zostać sio­strą zakonną. Dzisiaj jestem jeszcze bardziej w Nim zakochana«”. Natuzza zwróciła się do sióstr pracujących w szpi­talu, aby przyjęły ją do swej wspólnoty. Zakonnice nie zgodziły się jednak przy­jąć analfabetki.

Przez dwa miesiące pobytu w szpi­talu wykonano u Natuzzy wszystkie moż­liwe badania i nie było powodu, aby ją dłużej hospitalizować. Dziewczyna wró­ciła do domu przed świętami Bożego Narodzenia.

Początki małżeństwa

Najważniejszym zaleceniem lekar­skim było jak najszybsze wydanie Natuzzy za mąż.

Po wypisaniu dziewczyny ze szpi­tala, Giuseppina i Antonio, jej dziad­kowie ze strony mamy, przyjęli ją do swego domu z wielką miłocią. Natuzza była jedną z najładniejszych dziewcząt w Paravati i zaczęli się nią interesować miejscowi młodzieńcy, a w sposób szcze­gólny Pasquale Nicolace. Wszyscy, w tym także ksiądz proboszcz, namawiali Natuzzę, aby wyszła za niego za mąż. Dziewczyna z całą pewnością nie dałaby się przekonać co do tego, gdyby nie otrzy­mała bezpośredniej wskazówki od Jezusa i Maryi, ażeby przyjęła sakrament mał­żeństwa oraz aby uczyła się być kocha­jącą żoną i matką.

Zaręczyny Natuzzy z Pasquale doko­nały się w obecności księdza proboszcza. Ponieważ trwała druga wojna światowa, Pasquale został wcielony do wojska i wysłany na front. Władze kościelne podjęły decyzję o przyśpieszeniu ślubu, który został zawarty w katedrze w Mileto 14 sierpnia 1943 r. – per procura, czyli pod nieobecność pana młodego. Kiedy Pasqu­ale wrócił 14 stycznia 1944 r., wspólnie z Natuzzą otrzymali od proboszcza bło­gosławieństwo małżeńskie i zamiesz­kali razem w bardzo biednym mieszkaniu w centrum Paravati. Pasquale był cieślą.

Wbrew przewidywaniom leka­rzy po ślubie u panny młodej nie ustały mistyczne stany; w dalszym ciągu poja­wiały się u Natuzzy tajemnicze krwotoki, stygmaty, nadal miała objawienia Jezusa i Maryi oraz spotkania z duszami czyść­cowymi. Do jej mieszkania nieustannie przychodzili ludzie z prośbą o modlitwę.

Tak Natuzza w 1989 r. wspomina tam­ten okres: „Zawsze z pomocą przycho­dzi mi Jezus. Potrafię zawsze pogodzić to, co muszę zrobić dla rodziny, z tym, co powinnam uczynić dla ludzi. Wstaję wcześnie każdego dnia i idę późno spać, zawsze wykonuję wszystkie domowe sprawy. Nigdy nie zostawiłam dzieci bez nakarmienia lub bez wyprasowa­nia ich koszul”.

„Kiedy wyszłam za mąż, mieszkałam w ubogim i brzydkim domu. Sąsiedzi mówili mi: »Natuzza, czy potrzebu­jesz umeblowanie?«. A ja: „Mam pełną kasę”. A mieliśmy tylko 3 prześciera­dła. Byłam zadowolona i dziękowałam Panu, myślałam: ja mam przynajmniej trzy prześcieradła, a są tacy, którzy nawet nie mają łóżka do spania. Trzeba zawsze być zadowolonym, ponieważ wszystko jest darem i łaską”.

Po trzech dniach pożycia małżeń­skiego, 17 stycznia 1944 r., Natuzzę nawiedzają wątpliwości, czy jej mał­żeństwo przeżywane w całej swojej pełni było rzeczywiście zgodne z wolą Jezusa. W pewnym momencie cała izba została napełniona niebieskim światłem i pojawiła się Matka Boża. Natuzza prze­prosiła z płaczem, że przyjmuje Ją w tak brzydkim mieszkaniu. Wtedy Maryja powiedziała, aby się nie przejmowała, ponieważ powstanie nowy dom, który będzie się nazywał Niepokalane Serce Maryi Schronieniem Dusz. W ten spo­sób Matka Boża przepowiedziała mło­dej mężatce powstanie nowego kościoła oraz ośrodka kultu maryjnego w Para­vati – tego samego, który pokazała jej w najdrobniejszych detalach w wizji pod­czas jej „pozornej śmierci” 26 lipca 1940 r. Sanktuarium to ma być schronieniem dla wszystkich grzeszników, również dla dusz czyśćcowych, ponieważ ludzkie dusze nigdy nie umierają.

Matka Boża prosiła Natuzzę, aby na razie nikomu nie mówiła o tym planie, do czasu kiedy otrzyma wyraźne pole­cenie. Stało się to 40 lat później. Wtedy to po rozmowie Natuzzy z probosz­czem powstało Stowarzyszenie Niepo­kalanego Serca Maryi Schronienia Dusz, które następnie zostało przekształcone w fundację.

17 stycznia 1944 r. objawił się Natuzzy również Jezus z apostołem Janem, który nic nie mówił, tylko się uśmiechał. Natuzza ze łzami w oczach żaliła się Jezusowi, że od chwili ślubu nie czuje się godna Jego miłości. „Zawsze ciebie kocham – odpowiedział Jezus – i jeszcze bardziej wtedy, gdy gorli­wie wypełniasz swoje obowiązki żony i matki”. Na koniec Pan Jezus dodał: „Daję ci świeże, pachnące kwiaty i biada ci, jeżeli nie będziesz ich strze­gła”. Dopiero po trzech dniach Matka Boża wyjaśniła Natuzzy, że kwiaty, o któ­rych mówił Jezus, to są ludzie, którzy będą do niej przychodzić, a jej zadaniem jest, aby prowadzić ich do nawrócenia. Podczas objawienia 17 stycznia 1944 r. w promieniu 100 metrów od tego miejsca słychać było tak przepiękny śpiew chóru, że wszyscy mieszkańcy oraz przechod­nie słuchali go z zachwytem i w wiel­kim skupieniu. Był to czytelny znak dla mieszkańców, że Natuzza została wybrana przez Boga do wypełnienia waż­nej misji. Od tamtego czasu za każdym razem, kiedy Natuzza przeżywała stany mistyczne, zgromadzeni w jej mieszkaniu ludzie słyszeli ten wspaniały śpiew wydo­bywający się z piersi mistyczki, będącej w stanie ekstazy.

Pierwsze lata posługi

Do mieszkania Evolów zaczęły przychodzić tłumy ludzi, którzy pro­sili Natuzzę o radę, o modlitwę, o informacje o zmarłych, o poległych lub zaginionych żołnierzach. Natuzza przyj­mowała przybyłych i odpowiadała im na ich pytania, wykazując ponadnaturalną znajomość wszystkich spraw. Ze szcze­rością mówiła, że nic innego nie czyni, jak tylko głośno powtarza to, co mówią jej aniołowie tych ludzi. Natuzza widziała zmarłych, którzy towarzyszyli osobom przychodzącym do niej z prośbą o pomoc. Na początku nie rozróżniała ludzi żyją­cych i zmarłych i dlatego pytała każdego, czy jest zmarłym czy nie.

Pan Bóg udzielił Natuzzy daru widze­nia aniołów w pięknym, jaśniejącym, jakby ludzkim ciele. Aniołowie to czy­sto duchowe istoty, których zadaniem jest towarzyszenie każdej ludzkiej oso­bie, pomaganie jej w pokonywaniu pokus, przeprowadzanie jej przez trudne doświadczenia w czasie ziemskiego życia oraz umacnianie jej w czasie czyśćco­wych cierpień. Anioł opuszcza po śmierci tylko tych ludzi, którzy swoimi grzechami skazali siebie na wieczność piekła.

Podczas jednego ze spotkań ze swoim Aniołem Stróżem Natuzza wyraziła żal, że nie jest w stanie wspomagać mate­rialnie biednych, ponieważ sama żyje w wielkim ubóstwie. W odpowiedzi usły­szała słowa: „Lepiej jest być ubogim w dobrach ziemskich aniżeli biednym na duszy i w wierze. Najlepszą pomoc przyniesiesz ludziom, gdy będziesz się za nich modliła. Modlitwa za innych jest największym wyrazem miłości”.

Anioł Stróż przekazał nam przez Natuzzę bardzo ważne orędzie: „Nie ma piękniejszej rzeczy na ziemi od miło­wania Boga całym swoim sercem. W chwili śmierci największy wyrzut sumienia stanowić będzie fakt, że nie staliśmy się święci. Minuta po minucie czyńcie wszystko dla miłości i stawajcie się świętymi”.

Wszyscy, którzy spotykali się z Natuzzą – także ci, którzy przycho­dzili ze zwykłej ciekawości – odczuwali silne wezwanie do życia mocną, bezkom­promisową wiarą, która ma się wyrażać w wytrwałej, codziennej modlitwie.

W miarę upływu czasu władze kościelne zaczęły łagodzić swoje stanowi­sko w stosunku do Natuzzy. Nowy biskup, Enrico Nicodemo, wychodził z założenia, że trzeba cierpliwie czekać i nie wydawać przedwczesnych definitywnych opinii. Wielu księży zmieniło radykalnie swoją opinię o Natuzzy, przechodząc od total­nego sceptycyzmu do podziwu dla jej pokory, głębi i prostoty wiary oraz do akceptacji jej nadprzyrodzonych darów.

Przy boku każdej przychodzącej do niej osoby Natuzza widziała anioła w postaci prześlicznego dziecka. Zawsze było ono po prawej stronie ludzi świec­kich i po lewej kapłanów. W ten spo­sób Natuzza natychmiast rozpoznawała księży, którzy chcieli się ukryć i odwie­dzali ją bez kapłańskiego stroju.

Z ciała Natuzzy promieniował prze­piękny zapach kwiatów, tak jak to miało miejsce w przypadku św. o Pio. Ten zapach wydobywał się również z różań­ców, krzyży oraz świętych obrazów, któ­rych dotknęła.

Tysiące osób doświadczało tego zapa­chu również w bardzo odległych miej­scach; był to dla nich znak duchowej obecności Natuzzy. Ten cudowny zapach był specjalnym znakiem danym jej przez Boga i świadczącym o jej świętości. Matka Boża w jednym ze swoich obja­wień powiedziała do Natuzzy: „Zba­wiciel zlecił ci do wypełnienia bardzo ważne, bolesne i trudne zadanie, nie zniechęcaj się. On sam cię wspomaga i towarzyszy ci… Przez swoje cierpie­nia zbawisz wiele dusz”.

Na swoim ciele Natuzza nosiła styg­maty – rany, które zadano Jezusowi podczas Jego Męki. Całe jej życie nazna­czone było wielkim cierpieniem. Dzięki jej modlitwie setki tysięcy ludzi doznało szczególnych łask, duchowego odrodze­nia, nawrócenia, uzdrowienia z różnych nieuleczalnych chorób. O wielkiej poko­rze Natuzzy świadczą jej czyny i słowa.

Tak Natuzza mówiła o sobie: „Jestem niczym, jestem ziemskim robakiem. Nie wiem, co mam powiedzieć, nie jestem ani jasnowidzem, ani nie czynię cudów. Ja się tylko modlę, a Jezus czyni cuda. Pan Jezus i Matka Boża dają mi siłę, abym przekazywała ludziom wiele radości i pogody ducha, tym wysoko postawionym i tym prostym wszyst­kim bez wyjątku”.

Innym razem mówiła: „Jestem przy­zwyczajona do spotkań ze zmarłymi, już od dzieciństwa. Stało się to po raz pierwszy, gdy miałam 10 lat. Jest to dla mnie tak samo oczywiste jak widok ludzi żyjących. Co więcej, jestem ze zmarłymi w większej zażyłości ani­żeli z żywymi. Tylko w piątki i w Wiel­kim Poście ich nie widzę, a w pozostałe dni zawsze ich spotykam. Świętych widzę czasami, nie zawsze. Matka Boża i Jezus objawiają mi się w okresie Wiel­kiego Postu oraz w Wielki Czwartek i w Wielki Piątek. Jezus i Maryja mówią mi, że powinniśmy być dobrzy, pokorni i miłosierni, że świat nie jest światłem, lecz ciemnością! Jezus cierpi, ponieważ cały świat odnawia Jego ukrzyżowanie. Matka Boża mówi nam, że powinni­śmy dużo się modlić, odmawiać róża­niec. Poznaję różne sytuacje dzięki moim informatorom, którymi są anio­łowie. Widzę ich, jakby byli dziesięcio­letnimi dziećmi, bez skrzydeł – a więc nie tak, jak są przedstawiani na obra­zach, lecz jako piękne, jaśniejące świa­tłem dzieci, które zawsze udzielają dobrych rad. Każdy z nas ma obok sie­bie swojego Anioła Stróża. Widzę ich obok osób żyjących, a nie obok zmar­łych. Aniołowie sugerują wiele rzeczy osobom żyjącym na ziemi. Widzę, jako aniołowie stoją po prawej stronie ludzi świeckich, a po lewej u księży. Cza­sami się zdarza, że kapłan przychodzi do mnie ubrany po świecku. Od razu wiem, że jest księdzem, ponieważ widzę jego anioła stróża po lewej stronie. Całuję jego rękę, a on mi mówi: „Jak się dowiedzieliście?”. Odpowiadam: „Widzę po waszej lewej stronie anioła stróża”.

Cdn.

ks. Mieczysław Piotrowski TChr
Miłujcie się! 1/2011

stygmaty, zbawienie, wiara, Jezus, Maryja, Natuzza, Kościół

Komentarze :Dodaj komentarz
Brak komentarzy.
wszystkie komentarze
Odwiedzin :