Strona główna -> Dom i rodzina -> Alzheimer -> Chcę się nią opiekować do końca...


Mama pani Krystyny Słowik - Zofia, ma 80 lat, a na chorobę Alzheimera cierpi od 14 lat. Chociaż trudno jest opiekować się taką osobą, pani Krystyna się nie poddaje - aktywnie działa w płockim Stowarzyszeniu Pomocy Osobom z Chorobą Alzheimera, wspiera ich swoimi radami i doświadczeniem. Sama też korzysta z pomocy innych, m.in. męża, lekarzy czy pracowników Domu Dziennego Pobytu, a także Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej.

Pani Krystyna przejęła opiekę nad matką trzy lata temu, po śmierci ojca. Przeprowadziła się w związku z tym z mężem z Wrocławia do Płocka. - Mama mnie nie poznaje, nie wie, że jestem jej córką. Kojarzy jedynie twarz, a wiem to, bo się uśmiecha na mój widok. Mama jest osobą pampersowaną, ale jeszcze chodzi i jest w miarę sprawna fizycznie. Wymaga jednak stałej opieki. Nie ma poczucia czasu, miejsca. Często ma słowotok, nie potrafi odpowiedzieć logicznie na żadne pytanie - opowiada pani Krystyna.
Mimo że jej tata zajmował się chorą żoną przez 11 lat, a spędzili ze sobą 57 lat, po jego śmierci pani Zofia nie pamiętała o nim. - Czasami ma pewne przebłyski umysłu, np. zdarzyło się jej raz zatrzymać przy zdjęciu zmarłego mojego taty i powiedzieć: "On mnie bardzo kochał, ale Pan Bóg go zabrał". Czasami także włączy się do rozmowy i odpowie coś z sensem. Te przebłyski są charakterystyczne w chorobie Alzheimera - tłumaczy nasza rozmówczyni.
Chorzy mają lepsze i gorsze momenty. Mama pani Krystyny na początku choroby często uciekała z domu, była agresywna. Miała także problemy z jedzeniem, czyli zapominała, jak się połyka, co także jest częstym objawem omawianego schorzenia. - Teraz mama jest w lepszym stanie niż na początku choroby. Jest bardziej spokojna, częściej jest miła, chociaż bywa również nieprzyjemna, werbalnie okazując swoje niezadowolenie i złość. Wróciła jej funkcja połykania, mama je, chociaż muszę ją karmić. Pomiędzy 16.00 a 19.00 ma charakterystyczny dla tej choroby tzw. moment zachodzącego słońca, czyli jest bardziej aktywna, nadpobudliwa, np. rozmawia, śpiewa. Potem nagle to wszystko ustaje, mama jakby zastyga.

Każdy choruje inaczej
Choroba Alzheimera nie jest poznana do końca i tak naprawdę jest nieprzewidywalna, a jej przebieg jest indywidualny u każdej chorującej osoby. Są osoby łagodne, ale także agresywne. Jedni chorują długo i długo także pozostają sprawni. Znałam osoby, z którymi można było zwyczajnie porozmawiać i wypić kawę, nie można było ich jedynie pozostawić samych, bowiem zapominały i nie zawsze miały poczucie czasu czy miejsca. U innych choroba przebiega w sposób galopujący, doprowadzając chorego do szybkiej śmierci. Niektórzy są bardzo rozgadani, występuje u nich słowotok, inni nie mówią i wydają nieokreślone dźwięki. Oczywiście wszyscy mają pewne cechy charakterystyczne dla tej choroby, np. wspomniane zapominanie, brak umiejętności samodzielnego funkcjonowania, np. jedzenia, higieny itp.

Możliwe dziedziczenie choroby
- Moja babcia również miała Alzheimera. Miała 63 lata, gdy zachorowała. Dokładnie pamiętam ten moment: babcia, obierając ziemniaki, zemdlała i upadła. Od tamtego momentu zaczęły się jej problemy ze zdrowiem, szczególnie z pamięcią. Zdiagnozowano u niej chorobę w 1968 roku. Babcia była wykształconą osobą, polonistką i była długo świadoma, co się z nią dzieje, na karteczkach zapisywała numery telefonów, odpowiedzi na niektóre pytania czy ważne dla niej rzeczy np. "mam jedną córkę". Żyła z chorobą 8 lat - opowiada Krystyna Słowik.
Czy pani Krystyna boi się, że kiedyś będzie chora? - W Klinice Alzheimerowskiej w Ścinawie, gdzie byłam z mamą, lekarze poinformowali mnie, że na swoim oddziale mają jedynie 5 proc. osób obciążonych genetycznie. Może więc ja także uniknę tego schorzenia - zastanawia się nasza rozmówczyni.

Dom dziennego pobytu
Pani Krystyna jest już na emeryturze, a w opiece nad mamą pomagają jej mąż, a także pracownicy Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Płocku. Korzysta także z domu dziennego pobytu, który został założony przez płockie Stowarzyszenie Pomocy Osobom z Chorobą Alzheimera, którego jest również członkiem. - Są tam różne zajęcia, np. wspólne śpiewanie. Zauważyłam, że mama, przebywając wśród takich samych osób jak ona, staje się bardziej kontaktowa. Takie zmiany dostrzegłam również i u innych pensjonariuszy. Niestety, od razu widać postęp tej choroby, gdy taka osoba dłużej pozostaje w domu i nie pojawia się na spotkaniach - mówi córka chorej kobiety.
Tego typu domy to doskonała okazja do odpoczynku dla opiekunów chorych. Opieka nad tymi osobami jest niezwykle deprymująca. Jak tłumaczy pani Krystyna, często opiekunowie, szczególnie mężczyźni, umierają pierwsi niż podopieczne osoby. Tak było również w przypadku mamy pani Krystyny. Dlatego nasza rozmówczyni uważa, że trzeba naprawdę dbać o siebie. Sama także wychodzi z domu, spotyka się z ludźmi. Odwiedza innych pensjonariuszy i wspomaga ich rodziny dobrym słowem. - Wszystkim opiekunom radzę, aby odpoczywali, bo kto się zajmie ich podopiecznymi, gdy ich zabraknie? Na skutek stresu i przemęczenia również podupadam na zdrowiu, szczególnie gdy raz na jakiś czas występują u mamy bezsenne 1-2 noce. Mama później przesypia nawet 15 godzin jednym ciągiem, ale my z mężem jesteśmy wyczerpani. Nie poddaję się jednak, chciałabym dotrwać do końca. Tatę już odprowadziłam na wieczny spoczynek, również i mamą chciałabym się opiekować do końca - kończy Krystyna Słowik.

Nasz Dziennik

Odwiedzin :