Szczęść Boże

Z wielką trudnością przychodzi mi pisać o rzeczach, które przeżyłem w czasie mojej pielgrzymki do Medjugorje. Muszę zacząć od tego, że nie chciałem jechać na tą pielgrzymkę. Żona chciała pojechać tam wraz z całą rodziną tj. synem Krzysztofem lat 20 i córką Aleksandrą lat 10 .Szukałem różnych sposobów, aby zostać w domu, a wysłać tam tylko żonę i dzieci, ale jakiś wewnętrzny głos mówił mi żebym pojechał, również usilne prośby żony spowodowały, że wyjechałem do Medjugorje na pielgrzymkę w lipcu 2011 roku, gdzie opiekunem duchowym był ks. Witold Głuszek. I ta pielgrzymka stała się impulsem do odnowienia wiary, na nowo uwierzyłem w moc modlitwy różańcowej.
Od kilku lat wraz z żoną należymy do wspólnoty Domowego Kościoła, czynnie angażujemy się w życie naszej Parafii, zawsze praktykowaliśmy wspólną rodzinną modlitwę, ale ja czułem jakąś barierę pełnego oddania się woli Bożej, pełnej ufności i zawierzenia, nie mogłem przejść niewidzialnej granicy. Od około 8 lat borykałem się z chorobą syna. Jeździliśmy od lekarza do lekarza, aby właściwie zdiagnozować chorobę syna. Długo, by opisywać sytuację zdrowotną syna, która znacząco wpłynęła na życie naszej rodziny. Dzisiaj wiem, że podłoże choroby wynikało z wcześniejszych błędów medycznych, złej diagnozy, złych leków oraz naszych zaniedbań wychowawczych. Pielgrzymka, przed którą tak się wzbraniałem nagle może przynieść ratunek dla syna i dla nas. Zdałem sobie z tego sprawę dopiero 2 miesiące po powrocie.
W czasie pielgrzymki cały czas towarzyszyła nam modlitwa różańcowa, już w autobusie i w czasie drogi na górę objawień i górę Krzyża, codzienna Eucharystia tworzyła wspaniały klimat wśród uczestników. Wówczas jak już wspomniałem, na nowo odkryłem Różaniec dzięki przybliżeniu tej modlitwy przez Ks. Witolda Głuszka. Mieliśmy także okazje zwiedzać miejsca, w których działają i pracują różne wspólnoty katolickie, pomagające ludziom zagubionym, opuszczonym, poranionym. Trafiliśmy między innymi do wspólnoty Cenacolo. Jeszcze wtedy nie wiedziałem po, co zwiedzamy takie miejsce skoro jeszcze w tylu innych ciekawszych nie byliśmy. Teraz wiem, że to był znak dla naszego syna i naszej rodziny. Po pewnym przejściu z ostatnich dni staramy się, by syn trafił do tej wspólnoty, której oddział działa w Polsce. O takich znakach związanych z naszym udziałem w tej wyjątkowej i szczególnej pielgrzymce mógłbym jeszcze wiele pisać, ale chciałbym również dać świadectwo o wspaniałym kapłanie jakim jest Ks. Witold Głuszek.
Na pielgrzymce widziałem go dopiero drugi raz. Wcześniej poznałem go w lutym tego roku. Cieszę się, że mogłem bliżej poznać tego Kapłana. Swoją postawą, indywidualnym podejściem do każdego, głęboką wiarą, prowadzeniem modlitwy i własnym przykładem powodował, że w sposób bardzo głęboki można było na nowo spojrzeć na swe życie, zagłębić się w modlitwę i chcieć żyć bliżej Boga.
Z racji swojej pracy i zaangażowania w sprawy społeczne mam okazję często spotykać się z Kapłanami w naszej i nie tylko diecezji. W większości są to bardzo dobrzy Kapłani, jednak zdarzają się tacy, którzy zatracili swe powołanie i Sakrament kapłaństwa traktują jako zawód. Na szczęście jest ich niewielu, a na pielgrzymce miałem okazje zobaczyć Kapłana – ks. Witolda, który całe swoje życie poświęca Bogu i ludziom, żyje wiarą, przekazuje ją innym w sposób wspaniały i wyjątkowy.
Z Panem Bogiem

Piotr Hoffman – wykładowca Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej

Toruń 12.09.2011

Odwiedzin :