Święte niewiasty polskiego średniowiecza zadają kłam popularnym opiniom o niedowartościowaniu roli kobiety w Kościele. Energiczne, twardo stąpające po ziemi, wykraczające ponad dworskie życie z jego miłostkami i przyjemnościami. Były władczyniami, matkami, mniszkami. Opiekowały się ubogimi i sprawiedliwie rządziły na swoich włościach. Taka też była Jadwiga pochodząca z rodu hrabiów Andechs w Bawarii. Starannie wykształcona (co burzy z kolei mit o ciemnym średniowieczu) w wieku 12 lat została wydana za mąż za księcia śląskiego, Henryka, zwanego później Brodatym. Hagiograf zapisał: „Zawierając małżeństwo, spełniła bardziej wolę swoich rodziców aniżeli swoją wolę”. W ten sposób już od początku jej życie naznaczone było krzyżem. Jadwiga nie szukała własnej woli, nie chciała realizować światowej wizji szczęścia, choć miała ku temu możliwości. Doświadczyła zarówno radości macierzyństwa, jak i bólu związanego ze śmiercią dzieci. Z siedmiorga wieku dojrzałego dożyło tylko dwoje – Henryk Pobożny i Gertruda. Ją samą przeżyła jedynie córka, na której ręce, jako ksieni trzebnickich cysterek, Jadwiga złożyła zakonne śluby po śmierci męża. Męża – dodajmy – dla wolności którego szła pieszo i boso z Wrocławia do Czerska. Tam, rzuciwszy się do stóp mazowieckiego księcia Konrada, wybłagała uwolnienie Henryka, w zamian za zrzeczenie się pretensji do tronu krakowskiego.

Matka chowająca swoje dzieci, z najukochańszym Henrykiem (zginął w bitwie pod Legnicą) na czele. Żona, z bólem żegnająca męża, który umierał obłożony kościelnymi klątwami. Księżna, troszcząca się o swych dworzan i dwórki, jednocześnie prowadząca życie ascetyczne, pełne postów i wyrzeczeń. Niemka, obdarzająca miłością piastowskie dziedzictwo Polaków. Córka Kościoła, własnoręcznie przyozdabiająca haftami szaty liturgiczne i fundująca klasztory i świątynie. Z krzyża czerpała siłę i moc, łącząc swoje cierpienia z męką Zbawiciela.

Niech modlą się do Jadwigi polskie kobiety! Niech błagają o pomoc tę, która może zrozumieć ich problemy. Może być patronką życia rodzinnego dla tych, którzy nie szukają spełnienia i realizacji w wartościach tego świata. Jej dzieci zasiadały na europejskich tronach, pielęgnując w sobie jednocześnie ogromne poczucie odpowiedzialności za powierzone ludy. Nie ukształtowała ich na egoistów zapatrzonych w przyjemności, karierę czy pogoń za pieniądzem. Jej syn, książę Henryk, swoją bohaterską śmiercią na „przedmurzu chrześcijaństwa” ukoronował wychowawcze starania matki, stawiając ją w jednym rzędzie z bohaterskimi matkami męczenników pierwszych wieków. Ot, „kariera”– świętym być! Może, któraś z matek zapragnie takiego „sukcesu” dla swoich pociech? Nie osiągnie się tego przez dodatkowe lekcje angielskiego czy inne zajęcia pozalekcyjne. Nie przygotuje do tego szkoła. Tylko modlitwa i bycie wzorem do naśladowania ukaże świętość jako realną propozycję dla młodych. Niech św. Jadwiga modli się o to za nami!

ks. Łukasz Kadziński
Nasz Dziennik

Odwiedzin :